Na razie nie ma wpisów na blogu
Na razie nie ma żadnych znajomych
Na razie nie ma żadnych aktualnych wydarzeń
Na razie nie należy do żadnych grup
wiki artysty
dr art. graf. Krzysztof Białowicz - praktykowana dziedzina twórczości: projektowanie graficzne, fotografia.
----------
Urodziłem się w 1966 roku w Toruniu - małym magnetyzującym mieście. W dzieciństwie nie wykazywałem specjalnych zdolności artystycznych. Zawsze ponad prace twórcze przedkładałem grę w piłkę, wypady na ryby lub jazdę rowerem. Prawdę mówiąc ten model zachowania pokutuje w moim życiu do dziś.
Po skończeniu szkoły podstawowej i odkochaniu się w pani polonistce dostałem się do liceum. Tam, w klasie o profilu ogólnym z językiem niemieckim, którego nigdy nie lubiłem (co zresztą też pozostało mi do dzisiaj), spędziłem cztery lata. Mniej więcej w połowie mojego licealnego życia miało miejsce wydarzenie, które okazało się brzemienne w skutkach dla mojej późniejszej kariery zawodowej...
Pewnego dnia u jednego z kolegów w domu zobaczyłem rysunek twarzy. Mała główka wykonana niebieską kredką na białej kartce formatu A-4. Z daleka wyglądała jak pomarszczona, zasuszona głowa Pigmeja. Rysunek ten tak mi się spodobał, że postanowiłem sam narysować taką twarz. Z racji tego, że trudno mi było namówić kogoś do pozowania, skopiowałem twarz ze zdjęcia. Owym zdjęciem była pośmiertna maska Goethego ze starego niemieckiego albumu. Spędziłem nad nią wiele godzin, co, jak się okazało, sprawiło mi wiele przyjemności.
Potem sprawy potoczyły się dość szybko. Zacząłem rysować martwe natury, pejzaże, czasami ludzi, a w klasie maturalnej postanowiłem, że będę zdawał na studia artystyczne. Oczywiście nikt z moich znajomych nie wierzył, że mi się uda... No, ale się udało.
Na studiach nie szło mi rewelacyjnie, przede wszystkim dlatego, że za bardzo nie wiedziałem, o co w tak zwanej "twórczości" chodzi. Miotałem się między zajęciami z rzeźby, fotografią, instalacjami przestrzennymi, grafiką. W końcu wybrałem tę ostatnią, dlatego chyba, że wydawała mi się najbardziej kameralnym zajęciem. Po pięciu latach studiów i rocznej "dziekance" zrobiłem akwatintowy dyplom. Duże cynkowe blachy trawione kwasem azotowym - bardzo brudne i niezdrowe zajęcie.
Po studiach wielokrotnie zmieniałem pracę, by w końcu zakotwiczyć się w fachu, którego niezbyt poetycka nazwa brzmi - projektowanie graficzne. Zostałem projektantem tylko dzięki temu, że pojawił się komputer i wyzwolił projektantów z przymusu paprania się w farbie i kleju. Po dyplomie miałem dość wszelkich toksycznych zabaw, a komputer, którego (o zgrozo!) nie kocham, stał się tak naprawdę moim wybawieniem.
WWW: http://www.zpi.umk.pl/bialowicz.html
- Jeszcze nikt nie napisał o tym użytkowniku. Możesz być pierwszy.












