Twój profil? Jeśli uważasz się za prawowitego właściciela tego profilu, to daj nam znać, a będziesz mógł go przejąć.
Przejmij
Europeans_logo

Na razie nie ma wpisów na blogu

Na razie nie ma żadnych znajomych

Na razie nie ma żadnych aktualnych wydarzeń

Na razie nie należy do żadnych grup

wiki instytucji



WŁASNE ZASADY            

wywiad przeprowadził Łukasz Iwasiński [Fluid #56 - październik 2005]

Na świecie od co najmniej ćwierćwiecza najciekawsze zjawiska na gitarowej scenie rodzą się pod skrzydłami prowadzonych przez pasjonatów niewielkich, podziemnych wytwórni. I choć dziś rock na pewno nie jest najbardziej twórczą i wiodącą siłą muzycznej kontrkultury, to wiele z tych wydawnictw wciąż zasługuje na uwagę. Niektóre wyrosły na prawdziwe, niezależne instytucje - każdy, kto choć odrobinę interesuje się gitarową alternatywą, musiał zetknąć się z takimi nazwami, jak Sub Pop, Dischord czy Touch and Go. Do tych właśnie tradycji nawiązuje prowadzona przez Artura Maszotę oficyna Europeans Records.

Podstawowe fakty, kiedy wytwórnia powstała, jakie sobie stawia cele, itd.
Europeans Records powstało w 2002 roku gdy szukałem wytwórni mogącej wydać płytę mojego zespołu – Supreme. Zdałem sobie wtedy sprawę, że w Polsce nie ma praktycznie ani jednej, która zajmowałaby się niezależnym gitarowym graniem. Holendrzy mają swoją Konkurrent, Czesi – Day After, Minority czy Samuel Records, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych. Dlaczego w Polsce nie miałoby być chociaż jednego niezależnego labela, który wpisywałby się w tradycję Sub Pop, Tuch And Go, Deep Elm czy Jade Tree? Labela, który zajmowałby się muzyką gitarową, pozbawioną wszelkich cech zaściankowości tzw. "polskiego rocka".

Chęć zachowania niezależności, przywiązanie do etyki DIY - te wartości leżały u podstaw powołania własnej wytwórni. Czy w warunkach totalnie skomercjalizowanego i cynicznego maintreamowego rynku muzycznego oraz niemal kompletnego braku zainteresowania sceną independent, taka postawa nie jest trochę naiwnym idealizmem? Dajecie sobie radę od strony praktycznej - finansowej, czy organizacyjnej? Jak oceniasz aktualną kondycję Europeans?
Masz rację. Od początku hołdowałem zasadom DIY. Było to też na pewno sporym utrudnieniem. Wejście na rynek nowej wytwórni, zważywszy na nasze realia, wymaga niemałego wysiłku. Zwłaszcza wytwórni, która w pierwszej kolejności nie stawia na pieniądze, ale na jakość. Ale dla mnie to nie naiwny idealizm. Przecież my również chcemy sprzedawać swoje płyty. Chcemy to jednak robić na własnych zasadach, z szacunkiem do muzyki, ludzi którzy ją grają i poważnym podejściem do słuchaczy, co na pewno nie jest łatwe. Nie zgadzamy się na przykład na obejmowanie patronatów medialnych nad naszymi płytami. Jeśli chcesz o nich pisać, to rób to dlatego, że spodobała ci się muzyka, a nie dlatego że dałeś na nią swoje logo. Nie mówiąc już o względach estetycznych. W Polsce prawie każda płyta, czy to z dużej czy z małej, niezależnej wytwórni, upstrzona jest logami patronatów medialnych. Są one najczęściej wydrukowane we wkładce. Nie dość, że szpecą okrutnie, to w dodatku sprowadzają okładkę do roli tablicy reklamowej. Cieszy fakt, że pojawia się coraz więcej osób, które cenią to, co robimy, i z którymi współpracujemy bez jakichś wymuszonych układów. Mimo coraz większego zainteresowania nadal jednak jest to tylko zajęcie poboczne, chociaż muszę przyznać, że angażujące coraz więcej czasu.

Od jakiegoś czasu płyty Europeans są w dystrybucji Gustaff / Sonic (informacja już niaktualna, obecnie płyty z Europeans dostępne są w dystrybucji Rockers Publishing - przyp. Europeans Records), dzięki czemu pozycje z katalogu wytwórni trafiły do dużych sklepów muzycznych. Wpłynęło to jakoś na sprzedaż? Samo Europeans zajmuje się dystrybucją płyt kilku wytwórni z kręgu gitarowej alternatywy. Jest zainteresowanie waszą ofertą?
Zainteresowanie wciąż rośnie. Płyta Blue Raincoat sprzedała się w prawie całym nakładzie. A powiem ci, że ostatnio na niezależnej scenie gitarowej (i na innych niszowych pewnie podobnie) dodruk trafia się bardzo rzadko. Gusstaff i Sonic to na pewno spore ułatwienie. Jednak oni również napotykają na problem jeśli chodzi o sprzedaż płyt – brak większego zainteresowania muzyką niezależną ze strony dużych sklepów. Na szczęście płyty są też dostępne na koncertach zespołów z Europeans i w Internecie. Od jakiegoś czasu działa również nasza własna dystrybucja i mailorder z zagranicznymi płytami. Tu również nie ułatwiliśmy sobie sprawy – postawiliśmy w większości na mniej w Polsce znane, a godne uwagi tytuły, m.in. z amerykańskich wytwórni Deep Elm czy Jade Tree, szwedzkich Tender Version czy czeskich Samuel Records, Free Dimension i kilka innych.

Na okładce debiutu Supreme widnieją słowa ”Bóg stworzył człowieka, a człowiek gitarę”. To bardzo mocna deklaracja przywiązania do sześciu strun. Dlaczego ten instrument traktujesz z nabożną niemal czcią?
To kolega wpadł na te słowa. A dlaczego najbardziej cenię gitary? Muzyka gitarowa jest dla mnie najlepszym nośnikiem emocji jakich oczekuję od muzyki w ogóle. Sam zresztą gram na gitarze.

A jaki jest twój stosunek do innych gatunków, np. twórczości elektronicznej. Znajdujesz coś dla siebie w tzw. nowych brzmieniach?
Nie ograniczam się tylko do słuchania gitar. Słucham sporo jazzu, trochę etniki czy inteligentnego hip-hopu. Jeśli chodzi o elektronikę, to niegdyś bliscy byli mi Klf, Underworld, Biosphere, Future Sound Of London, stare nagrania Tricky'ego, Air, Nightmare on Wax, pierwsza płyta DJ Shadowa. Z ostatnich rzeczy najbardziej ujął mnie nowy Matt Elliott - „Drinking songs”. Natomiast nie przekonują mnie występy(?)/ koncerty(?)/ prezentacje(?) z kręgów laptopowych. Ciężko mi nawet zdefiniować tę czynność. Dla mnie koncert musi posiadać aspekt „fizyczności”. Tylko przez kontakt fizyczny z instrumentem można wyrazić emocje grą – nawet hip-hopowy didżej skreczujący płytami. Naciskanie klawisza lub kręcenie pokrętłem nigdy nie wyrazi emocji artysty.

Europeans to wytwórnia ściśle sprofilowana, stricte gitarowa? Wyobrażasz sobie w jej katalogu np. artystę parającego się właśnie muzyką elektroniczną?
Europeans Records jest sprofilowana, jednak to nie gitary stanowią wyznacznik tego, co wydajemy. W pierwszej połowie przyszłego roku ukaże się płyta na fortepian, głos i trochę elektronicznych przeszkadzajek. Jednak osoba która ją nagrała na co dzień gra w gitarowej kapeli. Przy wyborze staram się kierować własną intuicją. Mam chyba gdzieś tam, w sobie, obraz tego, jak powinno wyglądać Europeans.

Jak oceniasz sytuację polskiego rynku muzycznego? Jakie prognozy - będzie lepiej, czy gorzej?
Moim zdaniem nie za bardzo jest co oceniać. Nie znajduję zbyt wielu ciekawych płyt dla siebie na polskim rynku. Na pewno to bardzo dobrze że wreszcie ktoś poza Polską interesuje się tym, co się tutaj dzieje muzycznie. Być może za parę lat będziemy mieli swoje zespoły nie tylko w Ninja Tune ale też w innych szanowanych labelach na świecie. W tym upatruje jakąś szansę. Zresztą tam już powoli można uderzać bez jakiegokolwiek skrępowania. Ciężko stawiać prognozy. Tak naprawdę to zależy od nas wszystkich. Od tego na ile będziemy działać, współpracować, tworzyć scenę, chodzić na koncerty, kupować płyty, rozmawiać o nich, itd.

Czy udzielasz się jeszcze jako muzyk, czy skupiasz się wyłącznie na prowadzeniu Europeans? Od wydania ostatniej płyty z twoim udziałem - debiutanckiego albumu Supreme, minęło parę lat....
Cały czas przymierzam się do nagrania solowego projektu. Mam już sporo nagrań, jednak wytwórnia absorbowała mnie do tego stopnia że nie miałem kiedy tego ukończyć. Ciężko jednak wytrzymać bez grania dlatego niebawem planuję się za to zabrać.

Pochodzisz z Gdyni. Czujesz jakiś związek ze słynną trójmiejską sceną alternatywną? Odwołujesz się raczej do innej muzyki, niż artyści tworzący swego czasu to środowisko.
Ja osobiście nie czuję żadnych związków z trójmiejską sceną alternatywną. Tym bardziej, że w Trójmieście od dawna nie ma żadnej sceny. Jest Ścianka (chyba jeszcze jest?), Kobiety i kilka mało znanych zespołów, próbujących - z lepszym lub gorszym skutkiem - coś tam ciekawego robić. Pozostałe to jakieś nic nie warte popłuczyny po popularnych kapelach sprzed dziesięciu, piętnastu lat. Z zespołów związanych z trójmiejską alternatywą z lat 80-tych najmilej wspominam w sumie Dzieci Kapitana Klossa. Nawet teraz czasem sobie włączę.

Na październik (2005 rok - przyp. Europeans Records) planujesz dwie premiery - przedstaw je.
Wreszcie ukaże się płyta Plum - „Nothing Personal”. Plum to kapela grająca noise na światowym poziomie. Powinien posłuchać każdy kto słucha Sonic Youth, Today Is The Day czy Jezus Lizard. Jest to druga część sesji jaką nagrali jeszcze w 2003 roku. To się od początku chyba układało im w dwie oddzielne konceptualnie części. Ep-ka, która wyszła w tamtym roku to takie bardziej wprowadzenie. W sumie Marcin i Rafał nagrali ją we dwójkę - Marcin oprócz basu i wokali zagrał też na perkusji. To co teraz się ukaże to już będzie danie główne. A drugie wydawnictwo to będzie debiutancka płyta Let The Boy Decide. Rozśpiewany pozytywnie indie rock dla fanów Pixies, starego The Cure czy Blonde Redhead. Chyba pierwsza tego typu płyta w Polsce od czasów Happy Pills. No i pierwsza śpiewająca pani w Europeans Records. Informacje o nowościach najlepiej śledzić na bieżąco na naszej stronie internetowej.

Kontakt


Imię nazwisko: Artur Maszota
Telefon: 889 555 651

Adres


Gdańsk
Telefon:
Fax:
WWW: http://www.europeans-records.com

komentarze

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz