Cegły rzucane na ulice - rozmowa z muzykami zespołu Wieże Fabryk



Dij Łukasz Walczuk (09.02.2010 19:28)


Rozmowa przeprowadzona przed koncertem Wież Fabryk w ramach projektu "Słońce wschodzi na Wschodniej".

Smutek ulicy Wschodniej dostrzegany jest już na pierwszy rzut oka. Przechadzając się chodnikiem dostrzegamy zniszczone kamienice, odrapane nie tylko z wierzchniej farby, ale nawet z tynku, spod którego widać stare, czerwone cegły. W wielu oknach brakuje firanek, niektóre straszą wybitymi szybami. Nie ma żadnej wątpliwości skąd wziął się negatywny stereotyp panujący na temat Wschodniej wśród łodzian.

Co ciekawe, istnieją ludzie, którzy odnajdują w tym stanie rzeczy swoiste piękno. Wieże Fabryk to zespół, który podczas swoich koncertów prezentuje wizualizacje obrazujące zdjęcia zniszczonych kamienic, fabryk, dworców. Prezentowane migawki idealnie współgrają z ich smutną, mroczną muzyką.

"Powiedz to do mnie jeszcze raz: Litzmannstadt!". To fraza jednej z piosenek Wież - zespołu, do którego przylgnęła specyficzna etykieta „łódzkości”. Zarówno muzyka jak i teksty grupy kojarzą się jednoznacznie z naszym miastem: ciemnym, tajemniczym, często melancholijnym.

Nie potrafię wyobrazić sobie lepszej grupy, z którą można by porozmawiać na temat Łodzi oraz sposobu życia w tym mieście. Pod koniec września spotkałem się z basistą grupy Adamem Sitarkiem oraz z gitarzystą Adamem Studzińskim znanym jako Studnia. Rozmawialiśmy późnym wieczorem w dawnym kinie „Adria”, które przez wiele lat (jakież to typowe dla Łodzi!) stało opuszczone i straszyło zdewastowanymi ścianami. Dziś, zamienione na klub muzyczny jest miejscem prób wielu niezależnych, łódzkich zespołów.

Nie rozmawialiśmy ani o muzyce, ani o koncertach. Tematem wywiadu miała być Łódź. Jej architektura, klimat, mieszkańcy.

-Poprzedniego lata wracałem z wakacji stopem. Podwoziła mnie rodzina z Poznania, z którą rozmawialiśmy sobie o naszych miastach. Kierowca wychwalał Poznań za atrakcyjną i pękną starówkę – wiadomo, miał się czym pochwalić. Gdy przejeżdżaliśmy wzdłuż ulicy Zachodniej poznaniacy patrząc na otaczające nas zabudowania stwierdzili, iż to zaskakujące, że w centrum Łodzi znajduje się tyle zniszczonych i opuszczonych kamienic. Jakież było ich zdumienie gdy powiedziałem im, że w tych domach wciąż mieszkają u nas ludzie..
Chciałem zacząć od pytania: czy podróżując po Polsce spotykacie się ze stereotypem Łodzi jako brudnego i zniszczonego miasta, z którego ludzie masowo wyjeżdżają, gdyż nie widzą tu żadnych perspektyw?


Studnia: Ja tak, ja się spotykałem. Generalnie jak rozmawiasz z ludźmi z innego miasta i opowiadasz im, że jesteś z Łodzi, to wszyscy mówią: „Aaa! Łódź: Piotrkowska i Manufaktura”. I to wszystko. Zwiedzając inne miasta mam wciąż głowę w górze, aż mnie kark boli. Natomiast chodząc po Łodzi nie mam takiego nawyku. Moim zdaniem Łódź jest taką dzielnicą robotniczą Polski, jak Katowice na przykład. Płaska i bardzo równo pocięta ulicami. Jest po prostu monotonna, ale to także ma jakiś swój urok.

-No tak, ale pomimo tej monotonii i szarzyzny, o której mówisz macie na swoich wizualizacjach prezentowanych podczas koncertów wiele zdjęć „Starej Łodzi”: zniszczonych fabryk, dworców, kamienic. Obrazy te idealnie współgrają z Waszą muzyką. Musicie zatem odnajdywać w tym coś ciekawego?

Studnia: Tak, wiele osób robiąc z nami wywiady pyta nas o to, w jakim stopniu Łódź wpływa na naszą muzykę. Myślę, że niekoniecznie jest on zbyt duży, bo gdy mieszka się tu od urodzenia, to już tego nie czujesz. Przyjmujesz to jako codzienność: wychodzisz z klatki, widzisz codziennie tą samą kamienicę, albo blok... Osiedla Łodzi są podobne do osiedli innych miast, te stare dzielnice mają zbliżone budownictwo, każda dekada miała określoną architekturę.
Oczywiście osoba, która jedynie przejeżdża przez Łódź, jest po prostu załamana: wjeżdża i witają ją kominy, potem kilka na pierwszy rzut oka opuszczonych kamienic i na koniec bloki, które wyglądają tak, jakby zostały rzucone z nieba i tak już pozostały. Jednakże gdy zaczynasz chodzić po Łodzi i widzisz wszędzie podobne obrazy to zaczynasz odnajdywać naprawdę ciekawe miejsca w jakiś zakamarkach lub też na zaniedbanych, opuszczonych terenach. Ciężko mi odpowiedzieć jaki wpływ na naszą twórczość ma Łódź... Na pewno nasza muzyka jest prosta i surowa, czyli właśnie taka jak Łódź.

-I czy właśnie ta prostota Łodzi jest taka fascynująca?

Studnia: Wiesz co, tak! Mnie bardziej interesują takie proste nie przesłodzone formy niż rzeczy, które zostały mocno zaaranżowane. Łódź to miasto pocięte ulicami. Proste, surowe cegły rzucone niekiedy wprost na ulice.

-Jak zatem odbieracie przemiany, które zachodzą w Łodzi? Jak odnosicie się na przykład do odnawiania kamienic na mdły, lukrowy kolor?

Studnia: Wiesz, wszystko ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony, jeśli te budynki miałyby paść i miałoby ich w ogóle nie być, to myślę, że jednakże fajnie jest móc za kilkadziesiąt lat powiedzieć: „Tu stała ciekawa fabryka. O! te mury są właśnie z tej fabryki, a te szklane ściany to już współczesna dobudowa”. Wszystko zależy od tego w jaki sposób będzie to realizowane, ważne aby mieć jakiś fajny, ciekawy pomysł.

Adam Sitarek: Ale gdy będzie to jedynie takie lukrowanie z zewnątrz kilkuset budyniowych kamienic w centrum miasta to nie będzie to miało sensu. Upiększa się tylko i wyłącznie fasady budynków, a podwórka i klatki schodowe pozostają wciąż obskurne i brudne. Widzimy to chociażby na ulicy Andrzeja Struga czy też nawet na Piotrkowskiej.

Studnia: Tak, tak! To jest takie pudrowanie syfa. Widzisz: fajna kamienica, pięknie! Wchodzisz w bramę i po prostu się dusisz.
Adam Sitarek: Całościowa odnowa byłaby ciekawym pomysłem, ale nie oszukujmy się nie ma na to kasy...

-Co jest zatem Waszym zdaniem przyczyną, że „Stara Łódź” jest tak zaniedbana? Jak sami mówicie: jest ona jedynie przypudrowana od wierzchu. Czy jest to związane np. z ludźmi, którzy żyją właśnie w takich miejscach, czy też zależy to od czegoś innego?

Adam Sitarek: To kwestia ekonomiczna. Łatwiej jest wybudować nowy budynek niż remontować stary. Wychodzi to dużo, dużo taniej: tak jak zrobiono to na Placu Wolności, gdzie postawiono szklany budynek banku. Architektonicznie jest to pomysł zdecydowanie poroniony, ale wyszło im to na pewno taniej.
Poza tym, inwestorzy szukają tych najbardziej atrakcyjnych miejsc, które są przy reprezentacyjnych ulicach, przy placach, a nie np. przy ulicy Wschodniej, gdzie po pierwsze nie ma dojazdu, po drugie parkingu, po trzecie nie ma żadnego autobusu, który tamtędy jeździ, a po czwarte panuje opinia, iż mieszkają tu niebezpieczni ludzie. Wiesz, o wiele łatwiej wybudować sobie biurowiec na przykład przy Piłsudskiego.

Studnia: Zwłaszcza, że to wszystko powstaje w moment. Prosta konstrukcja, maksymalnie pół roku i stoi fabryka, w której pracują ludzie.

Adam Sitarek: Inwestorzy zaczną myśleć o miejscach na uboczu dopiero wtedy, gdy zapełnią się już te wszystkie atrakcyjne, „puste” miejsca. Tak było w przypadku Manufaktury. W centrum Łodzi nie ma już miejsc by zrobić tak ogromny kompleks handlowy, więc zajęli się fabryką Poznańskiego mimo, że znajduje się nieco na uboczu. Zwłaszcza, że jest to dla nich bardzo korzystne pod względem finansowym, gdyż właściciele dostają różne ulgi itd.

-Wychowaliście się zapewne w Łodzi? Jaką Łódź pamiętacie z dzieciństwa?

Adam Sitarek: Ja mieszkałem przy Żeromskiego i muszę przyznać, że jeśli chodzi o tą konkretną kamienicę, w której to nic się nie zmieniło od czasu ostatniego remontu w latach 50. Identyczne podwórko, od lat taka sama, zniszczona klatka. Wszystko stoi w miejscu.

-Czy ludność nie jest zła na taki stan rzeczy? Nie buntuje się?

Studnia: Ja myślę, że w Łodzi społeczeństwo nie zwraca na to uwagi.

Adam Sitarek: Ludzie się przyzwyczaili.

Studnia: Tak, ludzie albo ganiają za pracą, albo po prostu uciekają z Łodzi. Tak naprawdę jest niewiele organizacji, które zwracają uwagę na to jak się w Łodzi żyje. Myślę, że jeśli zapytasz o to wielu przypadkowych przechodniów, odpowiedzą ci, że jest im to obojętne.

Adam Sitarek: Jest też inny powód takiego stanu rzeczy. Jeśli chodzi np. o ulicę Żeromskiego, to ludzie z mojej klatki boją się po prostu remontów, gdyż kiedy odnowiono sąsiednią kamienicę podniesiono jednocześnie czynsz o 300%. Czyli albo ludzie mieszkają w 80-metrowym mieszkaniu za 300 złotych, albo też je remontują i zaczynają płacić więcej. A na to stać tak naprawdę niewielu...

-Czyli nie opłaca się remontować kamienic w dzielnicach gdzie mieszkają ludzie niezamożni?

Studnia: Z punktu widzenia mieszkańców na pewno nie.

Adam Sitarek: Miasto nie zaryzykuje, bo ci ludzie nie dają gwarancji, że będą utrzymywać porządek na odnowionym terenie. Zwłaszcza jeśli są to miejsca ogarnięte patologią...

-Czy zatem ta patologia rodzi się dlatego, gdyż ci ludzie żyją w zniszczonym miejscu, czy też gdyby ich okolica była odnowiona, oni także zachowywaliby się inaczej i utrzymywaliby ją w porządku?


Studnia: Są różne opinie. Wiesz, czytałem kiedyś, że gdy MPK wypuściło kilka nowych autobusów to jeździły one przez pół roku i praktycznie nie było w nich żadnych zniszczeń poza tymi wynikającymi z normalnej eksploatacji. Inaczej zaś było w starych autobusach, które były pomazane, pocięte itd. Prawda musi tkwić gdzieś po środku. Być może jeśli otaczasz się bałaganem, to zaczynasz łapać niezdrowe nawyki i tak naprawdę dobrze ci z tym. Nie oszukujmy się, ludzie boją się zmian, które są niewygodne, które zmieniają ich przyzwyczajenia. Myślę, że gdyby społeczeństwo żyło od początku w takich odnowionych kamienicach, wtedy ludzie pilnowaliby tego.

Adam Sitarek: Tyle, że musieliby odmienić wszystko całościowo w bardzo krótkim czasie. Cała Łódź musiałaby nagle wypięknieć, wtedy może zmieniliby się także sami jej mieszkańcy.

-Czyli mamy wyzwanie dla nowych władz miasta! Dziękuję za rozmowę.

Powiązania:

Komentuj