Wódeczka i panienki - wywiad z Xawerym Tatarkiewiczem, reżyserem filmu
Zuza Mierzejewska : Dlaczego akurat film Wódeczka i panienki, skąd pomysł na taką fabułę?
Xawery Tatarkiewicz: Pomysł wziął się od mojego kolegi Szymona Karpińskiego, który parę lat temu napisał opowiadanie zlepione z kilku prawdziwych relacji procesów sądowych. Były to niesamowite historie, potwierdzające zasadę, że najlepsze scenariusze wymyśla samo życie. Szymon wybrał trzy najciekawsze sprawy sądowe a ja potem skleiłem z tego krótki trzy-aktowy scenariusz. Oczywiście trochę zmieniliśmy pewne szczegóły, bo oryginalne historie działy się za PRL-u, a nie stać nas było na odtwarzanie realiów tamtych czasów.
Z.M : Film jest czarną komedią, jednak mimo że w żartobliwym tonie to jednak podejmuje tematy poważne takie jak zdrada, depresja czy samobójstwo.
X.T : Tak, to prawda, choć generalnie chcieliśmy żeby była to po prostu, zwykła komedia. W efekcie powstało coś takiego jak pomieszanie depresji i komedii, co nazwaliśmy "komedią depresyjną". Same opowieści opierają się na komedii sytuacyjnej, ale naszemu operatorowi, Pawłowi Banasiakowi udało nam się też przekazać stan depresyjny głównego bohatera, Stefana, poprzez "depresyjny" klimat zdjęć. Przez wiele lat mieszkałem na warszawskim Powiślu i zawsze chciałem pokazać tą niesamowitą obdrapaną atmosferę szarych kamienic, gdzie wszystko jest brudne, szare, prawie czarno-białe.
Z.M : Czyli film powstał czarno – biały tylko ze względu na estetykę ?
X.T : Głównie tak, ale były też prozaiczne, techniczne powody. Paweł kręcił na jednej z pierwszych kamer HDV. Obraz był cacy, żyleta, nawet musieliśmy później dodać ziarno i trochę zmiękczyć obraz. Jednak kolory na HDV były jakieś dziwne, prawdopodobnie ma to związek z silną kompresją obrazu, np. kolor skóry jest podobny do koloru… dyni. Od początku chciałem osiągnąć wygląd spranych kolorów, taki styl "gritty" no i w trakcie montażu za każdym razem jak robiłem korekcję barwną co raz bardziej odejmowałem kolor aż w pewnym momencie kolor totalnie odjechał i problem nienaturalnych kolorów zniknął. I tak już zostało.
Z.M : W filmie pojawia się Barbara Bursztynowicz w nietypowej dla siebie roli – gra emerytowaną prostytutkę. Jak doszło do waszej współpracy?
X.T : Do Basi zadzwoniłem zanim jeszcze scenariusz był totalnie zapięty, zanim jeszcze połączyliśmy wszystkie historie. Z grubsza wiedzieliśmy, że będzie to rola emerytowanej prostytutki. Zapytałem się czy dałoby się ewentualnie taką rolę odegrać, no i Basia, jak prawdziwa profesjonalistka, nie oceniała postaci pod względem moralnym - od razu zaczęła zastanawiać się jakiego rodzaju postacią jest filmowa Magda. Myślę, że z jednej strony aktor nie chce sobie zepsuć popularnego wizerunku - w przypadku Basi to jest dobrze usytuowana aptekarka, przedstawicielka middle-class z "Klanu" - ale z drugiej strony jest to też coś odświeżającego dla aktora. Dobrzy aktorzy zgadzają się grać czarne charaktery albo niestandardowe postacie bo widzą to jako szansę na pokazanie wachlarza swoich umiejętności - a poza tym bardziej charakterystyczne postacie lepiej zapadają widowni w pamięci. Dogadaliśmy się od razu, Basia zgodziła się na podstawie samego pomysłu, nawet bez czytania scenariusza.
Z.M : W filmie pojawiają się także Michał Koterski i Maria Niklińska, aktorzy którzy na co dzień są popularni. Czy trudno jest namówić takie osoby do udziału w projekcie niezależnym? Jakie mają do tego podejście?
X.T : Z Marią Niklińską znaliśmy się już wcześniej i zgodziła się od razu. Bardzo pomogła nam też Ewa Ziętek, która nie tylko zgodziła się zgrać fryzjerkę, ale z energią prawdziwego producenta, zorganizowała ekipę no i skontaktowała nas z Miśkiem. Przy okazji warto wspomnieć, że sceny w zakładzie fryzjerskim są improwizowane przez Ewę - fajnie było oglądać jak Ewa i Basia tworzyły ciepłą relację między swoimi postaciami bez większych przygotowań, czy właśnie scenariusza. W takich przypadkach widać wieloletnie doświadczenie wyniesione z teatru. Przed zdjęciami, Ewa opowiadała nam, że kiedyś musiała zagrać rolę nie tylko bez tekstu, ale i bez prób, tego samego dnia, od razu jak tylko pojawiła się w teatrze. W paru zdaniach dowiadujesz się relacji między postaciami i jedziesz. No i podobnie powtórzyło się u nas na planie.
W ogóle powiedziałbym, że w Polsce przemysł filmowy jest dużo bardziej otwarty na pracę z początkującymi filmowcami. Łatwiej jest zrobić mały, niezależny film z top aktorami. To nie jest problem jak w Los Angeles, gdzie ewentualnie dodzwonisz się do agenta (albo asystenta agenta) i usłyszysz grzeczne, że "prosimy nie dzwonić, to my do pana zadzwonimy". W Polsce zauważyłem też, że istnieje nawet pewien rodzaj pozytywnego snobizmu wśród aktorów, że fajnie jest zagrać w szkolnej etiudzie. Jak popatrzysz na szorty robione w łódzkiej filmówce to bardzo często widzisz znanych aktorów, grających z czystej pasji.
Z.M : Mieszkasz teraz w USA, masz tam styczność z kinem niezależnym, jak tam wygląda ta branża ?
X.T : Kończę filmówkę na UCLA i miejmy nadzieję, że do lata się wyrobię. Czasami przeraża mnie tutejsza skala kina niezależnego. Co roku produkuje się około czterech tysięcy filmów niezależnych (tyle wysłano na festiwal Slamdance, gdzie mieliśmy premierę w 2009) - mówimy tu o filmach niezależnych, sam Hollywood produkuje kolejne kilkaset wysokobudżetowych produkcji rocznie. Dlatego tutaj nawet kino niezależne ma parę warstw. Właśnie Slamdance powstał jako konkurencja do Sundance, gdy Sundance zbytnio się skomercjalizował i przestał przyjmować mniejsze produkcje. Po prostu kolesie odrzuceni ("slammed down") z Sundance otworzyli festiwal w tym samym czasie, ale po drugiej stronie ulicy. Jak popatrzysz sobie na absolwentów Slamdance, znajdziesz na przykład Christophera Nolana, który tam właśnie miał premierę swojego pierwszego filmu "Following" - tak więc jesteśmy bardzo dumni z premiery na Slamdance, choć nie zdziwię się jak ktoś niedługo otworzy Slam-slamdance czy coś takiego. Po prostu rynek jest zalewany filmami a festiwali jest tyle ile jest.
Ogólnie, wydaje mi się, że teraz cały przemysł filmowy upodabnia się od kina niezależnego. Nowe technologie bardzo dużo zmieniają. Kamery są tańsze, bardziej światłoczułe, a post-produkcje możesz zrobić na zwykłym laptopie. Nawet mainstreamowi filmowcy jak Steven Soderbergh kręcą cyfrowo, z mniejszymi ekipami, z mniejszym wsparciem dużych studiów filmowych, ale za to z większą swobodą twórczą. Oczywiście w dalszym ciągu jest to droga zabawa bo musisz zapłacić za jedzenie, miejsca zdjęciowe, ubezpieczenie, itp. - ale co raz bardziej produkcja filmowa zbliża się do niezależnych produkcji teatralnych gdzie liczy się twórcze przetworzenie tekstu, a nie budżet czy rodzaj kamery, na której kręcisz.
Z.M : Śledzisz co się dzieje w Polsce w kinie niezależnym i filmie?
X.T : No pewnie, wszystko elegancko możesz sobie sprawdzić na sieci. Słyszę też sporo od znajomych w Warszawie. Wygląda na to, że mamy teraz renesans polskiego kina niezależnego. Przyszłość właśnie należy do małych, ale specyficznych produkcji. Nie zdziwię się jak za parę lat będziesz w stanie zredukować cała ekipę do paru osób a kręcenie będzie tak szybkie i spontaniczne, że cały film będzie można nakręcić w tydzień, dwa. To pewnie przełoży się na nową, lżejsza estetykę kina niezależnego. Podejrzewam, że cały przemysł rozwarstwi się właśnie na małe, niezależne produkcje i Hollywoodzkie kolosy typu Avatar w 3D (gdzie na sam marketing wydaje się sto kilkadziesiąt milionów). Produkcje ze średnimi budżetami będą wymierać bo mają za małe budżety na marketing i nawet koszty nie będą się zwracać.
Z.M : Wróćmy jeszcze do filmu, czy tytułowe panienki i wódeczki są w pewnym momencie dla mężczyzny ważne?
X.T : Wiesz, często w szkole widzę, że ludzie robią filmy o sobie i dla siebie, np. tata i mama się rozwodzą, a koleś zamiast pójść na jakąś psychoterapię, leczy się przez robienie filmu o tym jaki rozwód jest straszny bez zastanowienia się czy ktokolwiek będzie to chciał w ogóle oglądać. Bardzo dużo osób myślało, że "Wódeczka i panienki" to film o moim osobistym życiu co oczywiście nie jest prawdą, choć niektóre dialogi pochodzą z sytuacji, w których byłem. Chociaż muszę przyznać, że jest jednak coś takiego, że nawet nie chcąc, pewne sytuacje podświadomie przenosisz do filmu - a widzisz to dopiero rok później po skończonym montażu. Mój ojciec zawsze żartował, że jak masz doła to najlepsze są "wódeczki i panienki" i to był właśnie pomysł do sceny ze Stefanem w wannie - no i w końcu nasz tytuł.
Z.M : W filmie pojawia się muzyka hip-hop, napisana przez Rahima. Czy tylko taka muzyka wydała Ci się odpowiednia do tego filmu, miała podkreślić i nadać odpowiedni klimat?
X.T: Hip-hop stawia na autentyczność, bycie sobą i dlatego raperzy są też często dobrymi aktorami. No a poza tym mają dużo doświadczenia w występowaniu przed żywą publicznością. Z Rahimem zrobiliśmy dwa teledyski parę lat wcześniej. Zaproponowałem mu epizod samobójczego rapera, na zasadzie eksperymentu. Rahim się zgodził, choć pewnie do końca nie widział w co się wpakował. Przez parę godzin "wieszaliśmy" go w niewygodnej pozycji na jakieś takiej konstrukcji, żeby w kadrze wyglądało, że na prawdę się wiesza. Zdaje się, że jeszcze przez parę tygodni po zdjęciach miał siniaki na żebrach, ale do końca twardo wytrwał. W międzyczasie pomyśleliśmy, że fajnie by było dopisać do tego taki pozytywny kawałek, który by to wszystko splótł w jedną całość - bo na końcu samobójczy raper przeżywa.
Jeżeli chodzi o tło muzyczne filmu, które skomponował Mitchell Robe na potrzeby zajęć w szkole z udźwiękowienia filmu - to zależało nam na zbudowaniu lekkiej, wesołej atmosfery. Mitch skleił soundtrack w ciągu paru dni, potem to doszlifowaliśmy.
Z.M : Wspomniałeś coś o następnych projektach, czy masz na myśli coś konkretnego, czy będzie to również projekt realizowany w Polsce czy w USA?
X.T: Bardzo fajnie kręci się filmy w Polsce. W pewnym sensie jest to raj dla młodego filmowca. W Stanach nie ma czegoś takiego jak PISF, dotacji dla młodych filmowców. Tutaj wszyscy zapożyczają się, popadają w długi albo zmuszają rodziców do wzięcia drugiej hipoteki pod dom. W Polsce jest więcej szans na zrobienie filmu, przynajmniej pierwszego.
Nasza swojska kultura i język to kolejny atut. Jak pokazujemy "Wódeczkę i Panienki" ludziom nie znającym polskiego to jest to odbierane jako bardziej "autentyczne" - widz przez to bardziej się wkręca w sam film. Dlatego uważam, że robinie filmów lokalnych, nastawionych na naszą polską specyfikę to jest bardzo dobra strategia.
Na razie kończę montować mój film dyplomowy i w miedzy czasie rozwijamy stronę do dystrybucji "Wódeczek i Panienek". Na stronie www.wodeczkaipanienki.com film można obejrzeć płacąc prostym SMSem. Jest to chyba pierwszy taki system w Polsce. Chcieliśmy przetestować czy da się wypuścić film bezpośrednio do widza bez pośrednictwa dystrybutora. No i okazuje się, że się da. Ludzie przychodzą i oglądają, co bardzo nas cieszy, bo w ten sposób pomagają nam odzyskać koszty filmu i wspierają nas do następnej produkcji.
Z.M : Jak wygląda bycie filmowcem w Stanach z perspektywy bycia Polakiem? Czy trudno jest się przebić, czy obecnie to się już wyrównało?
X.T : Siedzę tutaj już parę lat, ale nie czuje się Amerykaninem i pewnie nigdy nie będę się czuł. Jak na razie, dobrze się tutaj odnajduję. Bycie obcokrajowcem nawet czasami działa na twoją korzyść, bo jesteś, jak to się mówi "z Europy" - co śmieszy mnie, bo tak jak w Polsce reklamujesz, że niektóre rzeczy są lepsze bo są "made in the USA" (co nie zawsze jest prawdą) to tutaj jest na odwyrtkę - jak chcesz przyszpanować to mówisz, że masz coś z Europy albo, że jedziesz na wakacje "do Europy" (i nie ważne gdzie w Europie bo wiadomo jak to ze znajomością geografii u Amerykanów). Tak więc polski akcent i pochodzenie to w pewnym sensie atut. W przemyśle filmowym często słyszysz nawet, ze jak dobry operator to najlepiej z Polski.
Z.M : Jakie masz najbliższe plany związane z filmem?
X.T: Jak tylko skończę film dyplomowy, chcemy nakręcić fabułę w Polsce. Lubię przeczesywać gazety w poszukiwaniu niesamowitych historii kryminalnych, tak więc możesz się spodziewać gęsto utkanego thrillera.
Rozmawiała Zuza Mierzejewska
Film jest dostępny w internecie, można go obejrzeć na stronie filmu : www.wodeczkaipanienki.com









