Wywiad z Erikiem Gandinim, autorem Wideokracji
Film "Wideokracja" E.Gandiniego pokazywany był w ramach 7. Festiwalu Planete Doc Review 2010.
Z tej okazji udało nam się spotkać i porozmawiać z twórcą filmu.
Zuza Mierzejewska: Dlaczego postanowiłeś zrobić film o włoskiej telewizji ?
Erik Gandini: Dlatego, że Włochy są moim rodzinnym krajem. To zjawisko, które obserwowałem przez wiele lat, jak świat telewizji stawał się coraz bardziej wpływowy. Myślę, że to jedyny kraj na świecie, gdzie telewizja tak silnie łączy się z władzą polityczną.
Gdy we Włoszech wypowiadam słowo televisione, myślę o niej w kategoriach jakiegoś monstrum, które zmieniło kraj, przeprowadziło rewolucję kulturalną i wykreowało ogromną władzę.
Pytanie jakie sobie postawiłem kręcąc film to : Co się stanie kiedy wejdziesz do świata telewizji od środka? Opowiadam o tym w sposób w jaki ten świat nigdy sam o sobie by nie opowiedział.
Z.M: Jak dobierałeś bohaterów do swojego filmu ?
E.G: Poznałem wielu ludzi z tego środowiska. Ale są to ludzie, z którymi trudno się rozmawia, zajmują się PR-em, są ekspertami w pokazywaniu i promowaniu siebie, nie ma w tym żadnej esencji. Jednak w jakiś sposób zainteresowałem się nimi, byłem ciekawy.
Są to bardzo wpływowi ludzie, jak Lele Mora, Berlusconi, który reprezentuje przeszłość i teraźniejszość telewizji, ale także Corona, który jest przyszłością.
Z.M: To przerażające.
E.G: Tak, to jest totalnie przerażające. Ponieważ to jest system gdzie moralność nie istnieje, gdzie nie ma wspólnej idei. Myślisz tylko o sobie, własnych korzyściach, zarabianiu pieniędzy, o tym żeby dobrze wyglądać i stać się sławnym. W tym nie ma żadnej ideologii.
Z.M: Czy trudno było Ci przekonać bohaterów do wzięcia udziału w tym dokumencie ?
E.G: Tak, ponieważ kiedy robi się dokument nie wiesz tak naprawdę jakie będzie zakończenie.
Ci ludzie są przyzwyczajeni do pokazywania siebie, są totalnymi ego-maniakami. Nie sądzę, że ja byłem dla nich interesujący, może raczej moja kamera. Nie są też przyzwyczajeni do bycia filmowanym przez kogoś kto jest niezależnym filmowcem. W ich świecie takie pojęcie nie istnieje, myślę, że nie wiedzą czym naprawdę jest dokument.
Z.M: Jak w takim razie zareagowali po obejrzeniu filmu ?
E.G: Część z nich była bardzo zaskoczona i bardzo zła. Nie myśleli, że to co robiłem to film, który znajdzie się na Festiwalu Filmowym w Wenecji, który będzie dystrybuowany do setek kin. Chcieli mnie pozwać, np. jak Lele Mora, który na początku był wściekły i straszył mnie w telewizji.
Corona też był zły, ponieważ chciał pieniędzy, krzyczał na mnie przez telefon, że jego image warty jest 1 mln Euro, a jego fiut 300 tys. Euro Ostatecznie Corona stwierdził, że Wideokracja to arcydzieło (śmiech).
Z.M: W filmie padają często szokujące wypowiedzi, czy trudno było Ci wtedy zachować obiektywizm ?
E.G: To nie było trudne. Dla mnie wygląda to zupełnie inaczej kiedy filmuje.
Kiedy trwają zdjęcia i poznaje ludzi, to właśnie to jest miejsce gdzie gromadzę swoje uczucia i emocje do opowiadania historii. Im więcej czuję i przeżywam tym lepiej. Jestem absolutnie subiektywny, nie staram się pokazywać rzeczywistości takiej jaką jest, staram się pokazać jak ja ją widzę i jak sam ją odbieram. Doświadczenie jest moim najsilniejszym narzędziem.
Z.M: We Włoszech film obejrzało ponad milion widzów, jakie były reakcje publiczności ?
E.G: Reakcja była bardzo silna. Ponieważ kiedy film został pokazany na festiwalu w Wenecji a dystrybutor chciał promować film, włoska telewizja zakazała pokazywać trailer. Ludzie zaczęli rozprzestrzeniać film przez Internet. W konsekwencji okazało się to być dobrą kampanią i reklamą filmu, więc cała cenzura odniosła przeciwny skutek.
Był to także czas kiedy wydarzyło się wiele skandali wokół Berlusconiego, głównie związanych z kobietami. Myślę, że po raz pierwszy wszystko stało się jasne dla społeczeństwa, że to co widzimy w telewizji niczym nie różni się od tego człowieka - Berlusconiego. Jego styl życia, mentalność, podświadomość, to co widzimy w TV to dokładnie to o czym jest mój film.
Największą inspiracją dla mnie było to, jak jeden człowiek przez 30 lat narzuca swoje gusty i osobowość społeczeństwu.
Telewizja to język emocji a nie faktów, który promuje dobrą zabawę, beztroskę etc. Ja mówię, że to jest przerażające, pozbawione wartości moralnych i bezcelowe. Myślę, że było to zaskoczeniem w kraju gdzie tradycją jest pozywanie.
Dla mnie image, jest nawet czasem silniejszy niż słowa, bardziej wieże w obraz niż w słowa.
Z.M: Jakie były reakcje widzów w innych krajach ?
E.G: To zabawne, bo w każdym inny kraju gdzie film był pokazywany ludzie mówili, że to jest straszne, ale u nas jest tak samo. Szwecja np. (miejsce zamieszkania reżysera, przyp.red) jest pod tym względem inna od Włoch. Ludzie rozumieją ideę kultury banału, gdzie wszystko krąży wokół dobrej zabawy, że jest ona bardziej niebezpieczna i że jest w tym coś złego.
Włochy są krajem rządzonym przez wizerunek, tym dla mnie jest wideokracja – gdy obrazy sprzedają prawdę i próbują być od niej ważniejsze.
Gdy kręciłem mój film Gitmo - Nowe prawa wojny, nowe prawa wojny zauważyłem pewien nowy trend. Nie ma teraz cenzury, nikt nie mówi, że nie możesz przyjść. Istnieje za to strategia używania fasady, która udaje że wszystko jest ok. Trzeba mieć pozycję i władzę żeby pokazać co innego, realia, ale kino takie jest, ma dużą moc.
Z.M: Mieszkasz w Szwecji, czy tam jest większa wolność słowa ?
E.G: W Szwecji jest zupełnie inaczej. Stanowi o tym chociażby fakt, że nakręcono tu wiele dokumentów. Najbardziej popularne są programy detektywistyczne czy dokumentalne. Istnieje poczucie, że nikt nie jest za słaby żeby robić filmy. Ludzie nie boją się tego co pojawia się w telewizji i o wiele częściej czytają gazety niż we Włoszech.
Jednak największą różnicą jest zgoda co do pojęcia prawdy, czym ona jest. Np. jeżeli jakiś dziennikarz pisze jakąś historię, w której fakty są niezaprzeczalne nikt nie powie, że to nie jest prawda. We Włoszech z kolei jedna część mediów powie, że to nie prawda, że to rodzaj konspiracji, druga powie, że to jest prawdą. W rezultacie człowiek nie wie jaka jest prawda. Nazywamy to qualunquismo, co oznacza, że nie ma prawdy, są tylko opinie.
Z.M: Twój film skupia się na włoskiej telewizji, jednak myślę, że podobne zjawiska można zaobserwować w innych krajach.
E.G: Myślę, że zjawisko sławy i celebrytów to globalny fenomen. Na pewno tak też jest tutaj.
Kiedy pomiędzy ludźmi, którzy posiadają telewizje i władzę jest taki silny związek, gdzie na pierwszym miejscu jest zarabianie pieniędzy, potem zdobycie władzy politycznej a wszystko to dla własnych korzyści wtedy traci się coś ważnego. Oczywiście, że telewizja jest też rozrywką, nie mam z tym problemu, ale jednocześnie kiedy ma się taką władzę powinno się ją wykorzystać także do dobrych celów, powinno się zrobić z tym coś pożytecznego dla społeczeństwa.
Z.M: Czy myślisz, że w jakiś sposób można to powstrzymać ?
E.G: Mam świadomość, że kiedy ogląda się Wideokrację, sprawia to wrażenie przygnębiające. Ale to jest koniec tego systemu. Sam fakt, że zrobiłem ten film, że byłem tam i przedstawiłem tego własną wizję. To jest dokładnie to co stało się na miarę skali globalnej. Żyjemy w czasach gdzie nigdy wcześniej nie było takich możliwości w sposobie wyrażania siebie, można zakładać własne strony internetowe, blogi, publikować własne materiały na youtube, który jest teraz największym kanałem telewizyjnym na świecie.
Cały monopol, który został zbudowany w latach 80’ dzisiaj jest już niemożliwy.
Posiadanie kamery jest bardzo tanie, w przeszłości sprzęt był bardzo drogi, to jest najlepszą tego gwarancją.
Rozmawiała: Zuza Mierzejewska









