Wywiad z Beltaine
Independent.pl: Witaj Grzegorzu!
Zacznijmy nasz wywiad od początku, od "Rockhill"... Dużo upłynęło czasu od tamtej chwili, ale czy nagrywając nową płytę sięgałeś czasem pamięcią do "Rockhill" właśnie?
Grzegorz Chudy (Beltaine): Rockhill jest płytą szczególną, dlatego zawsze wracamy do niej myślami – nie będziemy ukrywać, że z wielkim sentymentem. Płyta miała to, co zwykle określanie jest mianem tzw. „klimatu” i bardzo zależało nam na tym, żeby podobny ładunek „klimatyczności” miała Triu.
Inde: Od dawna łączycie różne style, wplatacie w brzmienie Beltaine nutę nie tylko czysto celtycką. To już zaczęło się na krążku "Koncentrad"... Czy "Tríú" jest tego naturalną kontynuacją czy raczej dalszą częścią eksperymentu ?
G.Ch: Myślę, że raczej kontynuacją. Ale dużo pewniejszą i dojrzalszą. Dawno odeszliśmy od grania tradycyjnego na rzecz fuzji stylów i kultur. Myślę, że dopiero Triu pozwoli ten fakt w pełni odczuć.
Inde: Czy i tym razem wygracie zatem "Wirtualne Gęśle"? ;)
G.Ch. Niestety, talentów wróżbiarskich nie posiadam, ale będę bardzo szczęśliwy, jeżeli płyta trafi pod jak największą ilość strzech sprawiając ludziom jak najwięcej frajdy. Nagrody i wyróżnienia to tylko dodatki. Nie będziemy ukrywać – bardzo miłe – ale nie to jest najważniejsze.
Inde: Graliście już parę koncertów, jak publiczność odbiera nowe kawałki?
G.Ch. Na ogół bardzo pozytywnie. Nowe utwory mają w sobie duży potencjał, ładunek energii, ale również spore zróżnicowanie, co powoduje, że trudno nimi znużyć słuchacza.
Inde: Opowiedz zatem o "Tríú" , o czym opowiada płyta, czy jest monolitem, czy to luźne, niezwiązane z sobą historie?
G.Ch. Raczej nie traktowaliśmy płyty jako opowieści, jak miało to miejsce w przypadku Rockhilla, wydaje mi się, że to raczej muzyczna podróż w głąb każdego z nas i w pewnym sensie zestaw muzycznych anegdot o zespole, co widać chociażby w tytułach utworów.
Inde: Pod koniec czerwca wybieracie się do Włoch. Opowiedz po krótce o tym jak doszło do tego, czy będziecie tam jedynym polskim zespołem?
G.Ch. W Trieście zagramy drugi raz. Jakoś tak się składa, że mamy szczęście do włoskiej publiczności. Gra się tam naprawdę wspaniale, a nowa płyta stała się pretekstem do zagrania w krainie tysiąca i jednego makaronu ponownie.
Inde: Wcześniej też graliście w Malezji i w Meksyku, jakie wrażenia? Czy były momenty niezapomniane do końca życia ;) ?
G.Ch. Z całą pewnością. Myślę, że zwłaszcza koncert w Malezji był wspaniałym przeżyciem. Zagranie dla 10 000 ludzi w środku lasu deszczowego to naprawdę coś niesamowitego. Okazało się, że wśród widzów jest grupa Polaków, którzy nauczyli tłum skandować po polsku. Dzień po koncercie postanowiliśmy wybrać się na zwiedzanie Borneo, co chwilę trafialiśmy na osoby, które były na naszym koncercie. Z niemal każdym zamieniliśmy kilka zdań. To bezsprzeczny dowód na to, że w muzyce nie istnieje pojęcie granic.
Inde: Sporo też jeszcze zagracie w Polsce.
G.Ch. Tak, sezon dopiero się zaczyna. Sporo ciekawych miejsc jeszcze w tym roku odwiedzimy, także zapraszamy wszystkich.
Inde: Nagraliście video - opowiedz o tym.
G.Ch. To były szalone cztery godziny, kiedy dyrygowani przez Koprucha z wytwórni Przedmarańcza robiliśmy z siebie przed kamerą absolutnych wariatów. A może po prostu byliśmy sobą? Wystarczy powiedzieć, że obudziły się w nas rozbrykane dzieciaki... materiału spokojnie wystarczyłoby na kilka teledysków.
Inde: I na zakończenie pytanko małe o tegoroczny Będzin, czy już coś więcej wiadomo co i jak.
G.Ch. Póki umowy nie są podpisane – trzymamy wszystko w tajemnicy. Z całą pewnością znów będzie międzynarodowo. Polecam jednak śledzenie strony będzińskiej imprezy www.zamekfestival.pl
Inde: Wielkie dzięki za wywiad !!! Do rychłego spotkania na żywo !!!











