Chcemy dotrzec do ludzi wrażliwych - wywiad z zespołem Made In Poland
Aleksandra „Jajko” Wu: Witam. Zacznijmy od genezy nazwy zespołu. Powstała ona z powodu deficytu innych pomysłów, czy może jest chęcią podkreślenia waszych patriotycznych zamiłowań?
Made in Poland: Wybieram odpowiedź A. Wymyślił ją ówczesny manager zespołu. Nazwa powstała w wyniku burzy mózgów, a że akurat ta nam się spodobała… więc wygrała.
J. : Do jakiej grupy docelowej chcieliście trafic poprzez swoje utwory? Mieliście w tym względzie jakieś konkretne zamierzenia?
M. I. P. : Tak, chcieliśmy dotrzec do ludzi wrażliwych. Nie mieliśmy żadnych innych kryteriów.
J. : Co skłoniło was do kolejnej reaktywacji zespołu kilka lat temu?
M. I. P. : Głód muzyki, jakiej brakuje na rynku. Zespół pochłania mnie do tego stopnia, że zawodowo poza nim nie zajmuję się niczym innym.
J. : Postaraj się zestawic wasze czasy świetności w latach 80-tych i obecnie. W czym dostrzegasz największą różnicę?
M. I. P. : Zdecydowanie w chwili obecnej znacznie gorzej jest z promocja tego typu muzyki. Są zupełnie inne media, inni dziennikarze, inny stopień otwartości. W latach 80-tych stosunek dla sceny był znacznie większy, kiedyś na nią nie pchał się byle kto. Wydaje mi się, że kiedyś ludzie wychodząc na scenę prezentowali znacznie więcej niż dzisiejszy biznes. Teraz jest o wiele łatwiej dostac się do jakiej kolwiek muzyki niż kiedyś. Wtedy trzeba było tej muzyki szukac i nie zawsze się ją znajdywało. W tamtych czasach muzyka nazywana, w chwili obecnej muzyką alternatywną , znajdywała się w głównym nurcie.
J. : Pomijając fakt, że każdy koncert jest inny i w pewnym stopniu szczególny, który z festiwali, na których graliście najbardziej zapadł wam w pamięc?
M. I. P. : Ostatnio nie graliśmy na żadnym, a szczerze mówiąc chcielibyśmy zapomniec o tamtym okresie i zacząc zupełnie od nowa, tak się czujemy.
J. : Mam przez to rozumiec, że zaliczyliście same porażki?
M. I. P. : Tak, zdecydowaną większośc. W poprzednim składzie może zagraliśmy dwa w pełni akceptowalne przez nas koncerty.
J.: Z jakiego powodu? Chodzi o używki?
M. I. P. : Zupełnie nie. Z używek właśnie niektórzy zbyt mało korzystają, albo w ogóle. W naszym przypadku wokalista notorycznie kładł te koncerty.
J.: A Castle Party, na którym graliście dwa lata temu?
M. I. P. : To był całkiem fajny koncert, z tym że o godzinie 16. Graliśmy w pełnym słońcu i daliśmy radę, ale taka muzyka potrzebuje pewnej oprawy, odpowiedniego klimatu. Oprócz tego było naprawdę pieknie.
J.: Jesteście jednym ze sztandarowych przedstawicieli cold wave w Polsce. Celowo obraliście taki gatunek muzyczny? Jeśli tak to dlaczego? Nie jest on zbyt popularny w naszym kraju.
M. I. P. : To nie jest tak, dziennikarze szufladkują, nie ma czegoś takiego. Są pewne dźwięki, więcej psychodeli. Kiedyś ktoś tak to nazwał, nie było to Led Zeppelin czyli jakiś hard rock tylko coś bliżej Joy Division i wrzucili to tam. Gramy po prostu swoją własną muzykę, która ma takie a nie inne kolory.
J : Jak postrzegasz wkroczenie cenzury w teksty Waszych kawałków, które uniemożliwiło wam w 1989 roku rejestrację studyjną Martwego Kabaretu?
M. I. P. : Bardzo trudno jest cos powiedziec na ten temat. Wtedy to była taka pajęczyna, że nawet nie chcąc doszukiwali się cenzury, zupełnie nic im nie podchodziło. Słowa naszych kawałków nie ubliżały nikomu, ale były odbierane jako wkroczenie w pewna sferę tabu. Nadal mamy teksty o tym samym, o czasach, w których żyjemy. Jest i polityka i miłośc… i wojna jest również.
J.: Jakie są wasze dalsze plany? Zarówno na najbliższą przyszłośc jak i na tą bardziej odległą.
M. I. P. : Chcemy grac, spełniac się, proponowac ludziom naszą muzykę. 9 października zapraszamy do Palladium, gdzie gramy z Killing joke. Jeśli wyniknie coś wcześniej, to na pewno o tym poinformujemy.








