Muzyka o życiu, przemijaniu, o walce człowieka z rzeczywistością...
Z Jackiem Zielińskim i Waldkiem Szoffem, członkami zespołu Night Rider Symphony rozmawia Aleksandra "Jajko" Wu.
Aleksandra „Jajko” Wu. : Witam. Jak właściwie powstał pomysł stworzenia takiego projektu muzycznego? Skąd tego typu zainteresowania?
Night Rider Symphony: Pomysł przyszedł ze Stanów Zjednoczonych. Razem z zespołem byliśmy na koncertach w Chicago. Poznaliśmy tam Wandę Majher, zadzwoniła do nas z propozycja stworzenia czegoś nowego. Zaczynał wówczas się festiwal filmów, z czym wiązał się bardzo prestiżowy koncert w równie prestiżowym miejscu. Powiedziała: Zróbcie projekt o nazwie Night Rider Symphtony. Zacząłem się śmiac, bo było to praktycznie nie do zrobienia. Myślę, że ludzie do tej muzyki jeszcze nie dorośli, dlatego na początku powiedziałem - Nie. Jednak przemyślałem to i zmieniłem zdanie. W tym czasie byliśmy na etapie promowania Night Rider’a rockowego. Zastanawiałem się jak to ogarnąc. Jestem muzykiem rockowym, a nie symfonicznym, więc zadzwoniłem do Waldusia. On dla odmiany jest zarówno muzykiem rockowym jak i klasycznym. Powiedziałem: Ratuj człowieku, bo coś trzeba zrobic. Śmiał się tak samo, jak ja za pierwszym razem, bo było to praktycznie nie awykonalne. Jednak zastanowiliśmy się, jakie numery moglibyśmy zrobic, braliśmy pod uwagę najróżniejszych twórców. Od kiedy dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście gramy ten koncert, do jego czasu minęło około 7-8 miesięcy. Mięliśmy bardzo mało czasu na przygotowania, ale udało nam się to.
J. : Biorąc pod uwagę wasze doświadczenia za granicą, czy uważacie, że w stosunku do reszty świata, Polska scena cierpi na deficyt tego rodzaju muzyki?
N. R. S. : My Polskiej sceny praktycznie nie mamy. Coraz więcej zespołów gra z orkiestrami symfonicznymi, robi się to coraz bardziej modne, ale to zupełnie co innego. My gramy utwory klasyków przearanżowane na rockowe. Mamy własne utwory ale inspirację czerpiemy z klasyków.
J. : Czyli my bardzo kulejemy pod tym względem. A w reszcie świata jak się to przedstawia?
N. R. S. : No reszta świata jest pod tym względem bardzo zaawansowana. W Danii, czy Norwegii jest sporo tego typu zespołów.
J. : Czy wasza twórczość w chwili obecnej wygląda dokładnie tak, jak zamierzyliście to sobie na początku?
N. R. S. : Myślę, że nigdy nie będziemy zadowoleni. Oczywiście, że chcielibyśmy jeszcze podłubac przy produkcji niektórych rzeczy, ciągle coś ulepszac. W pewnym momencie jednak trzeba powiedziec – stop, kończymy. Jesteśmy zadowoleni, że udało nam się to skończyc. Wydaje mi się, że brzmi to nieźle ale wiem, że będzie jeszcze lepiej.
J. : Chciałabym wiedziec do czego dążycie? Czy jest taki punkt, gdzie chcielibyście dotrzec?
N. R. S. : Ta muzyka jest bardzo wymagająca. Nie można źle wykonac Mozarta czy Bethovena, bo Cie wyśmieją. Na chwilę obecną planujemy spektakl z wielką ilością świateł,w odpowiednim miejscu, w odpowiednim punkcie, żeby było to tak jak robi się to na świecie. Tak naprawdę skończyliśmy to ponad rok temu, tylko nie chcemy tego jeszcze pokazac. Możemy tu nawiązac do pytania, jak się to ma to do reszty świata. Właśnie tak chcemy to zrobic. Z maksymalną ilością osób, które mieszczą się na scenie, czyli ponad 60, a do tego potrzebna jest odpowiednia konstrukcja.
J. : W którymś z wywiadów usłyszałam, że poprzez rockowe aranżacje utworów klasycznych, jakie tworzycie, mieliście na celu dotarcie do młodzieży i zaszczepienie zamiłowania do muzyki poważnej. Udało wam się to?
N. R. S. : Jeszcze nie ale jestem pewien, że do nich dotrzemy. Jest to dla nich bardzo ważne. Oczywiście nie pomijamy tych starszych, którzy znają tego typu rzeczy sprzed wielu, wielu lat. Młodzi ludzie coraz rzadziej słuchają muzyki klasycznej, a po wysłuchaniu takich rockowych aranżacji będą, mam nadzieję, chcieli sięgnąc do źródeł.
J. : Kim jest podmiot liryczny waszych tekstów? Jak byś go zdefiniował?
N. R. S. : To jest muzyka o życiu, przemijaniu, o walce człowieka z rzeczywistością. Jest to sens ukryty, ale teksty są na prawdę fajne, słuchając ich jesteś w stanie stworzyc sobie własny świat w głowie. Myślę, że teksty będą docierac do ludzi.
J. : Bardziej rock czy muzyka klasyczna?
N. R. S. : Wiesz, ogólnie to gadasz z rockmanem, ale muzyka klasyczna jest na tyle potężna, że momentami potrafi pobic najcięższe zespoły rockowe. Byłem w filharmonii na IX symfonii Bethovena i usłyszałem do czego zdolny jest chór, a było tam z 200 czy 300 osób, heavy metal to przy tym nic. Niektóre z utworów są bardzo potężne. Z resztą my wykorzystaliśmy właśnie niektóre rify u nas.
J. : Co jeszcze chcielibyście zrobić? Co macie w planach?
N. R. S. : Na jesieni chcemy wydac płytę, no i przede wszystkim premierowy koncert w Polsce. W stanach graliśmy w bardzo prestiżowym miejscu, wróciliśmy do kraju i okazało się, ze nikt nie chce z nami grac (śmiech) Nie no, żartuje, głównie chodzi tu o finanse. Plany koncertowe są już bardzo zaawansowane. Na pewno zaczynamy w listopadzie. Nie chcę podawac jeszcze dokładnej daty i szczegółów, bo jeszcze wszystko nie jest zapięte na ostatni guzik.
J. : A czego chcielibyście uniknąć?
N. R. S. : Najbardziej chciałbym uniknąc nieprofesjonalizmu osób trzecich. Jestem pewien zespołu, muzyków, ale najbardziej boję się, że na przykład kabelek się przetnie, coś się zepsuje… i tych kabelków powiedzmy będzie setki. Każdy będzie miał mikrofon, odsłuch, będzie ponad 60 osób i niech któremuś coś zaszwankuje. Najbardziej boję się takich rzeczy. Wszystko musi być dokładnie poukładane. Kilka koncertów już zagrałem w swoim życiu i takie rzeczy się zdarzają, wtedy trzeba się ratowac. A muzyka na pewno nie pójdzie w innym kierunku, niż to sobie zamierzyliśmy. Następna płyta na pewno uda nam się lepiej, bo wiem jakich rzeczy należy unikac.
J. : Tego wam życzę, dziękuję za rozmowę.
N. R. S. : Dziękujemy.








