Baśnie z naszego świata



Indep Mamoń (15.08.2010 14:01)


Aż się prosi, by tekst o serii „Baśnie” zacząć od słów: Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami…

Jest jednak jeden problem. W dodatku bardzo poważny. Fabuła „Baśni” pisanych przez Billa Willinghama nie rozgrywa się ani dawno, dawno temu, ani też za siedmioma górami, za siedmioma lasami. Tekst ten trzeba więc zacząć zgoła inaczej… Gdzieś w Nowym Jorku, wielkim mieście zabudowanym drapaczami chmur znajduje się dzielnica zwana Baśniogrodem. A w niej schronienie znajdują postaci znakomicie znane z baśni, bajek i legend, wypędzone przez złego Adwersarza ze swoich autentycznych światów. Ale tylko te, które wyglądem przypominają mieszkańców Wielkiego Jabłka. Ci zaś, którzy mogliby przyprawić porządnych nowojorczyków o zawrót głowy muszą zadowolić się miejscem na Magicznej Farmie.

Dawno, dawno temu… A dokładniej przed ostatnimi wyborami burmistrza, Baśniogrodem rządził dobrotliwy król Cole, jego prawą ręką była Królewna Śnieżka zaś porządku pilnował Wilk Bigby. Dziś zaś kraina baśniowców rządzi znudzony już swoim stanowiskiem Książę Uroczy, a wspierają go Piękna oraz jej mąż – Bestia, który w chwilach złości traci swą ludzka postać.

W najnowszym, siódmym wydanym przez Egmont, odcinku serii zatytułowanym „Arabskie noce (i dnie)” do gromadki tej dochodzi jeszcze cala ferajna baśniowców z Bliskiego Wschodu dowodzona przez samego Sindbada. I choć początkowo wszystko wskazuje na to, że Arabscy chcą jedynie zjednoczenia sił w walce z Adwersarzem, to szybko okazuje się, że w zanadrzu mają… skrywanego w magicznej flaszce dżina. Zaś ich zamiary są zgoła odmienne niż miżna przypuszczać. Choć nie do końca wszystkich, a przynajmniej skrajnych arabskich radykałów w postaci niejakiego Jusufusa, który ma tylko trzy życzenia. Po pierwsze dżin ma pokonać w Bagdadzie przywódców diaspory arabskiej. Następnie zgładzić Księcia Uroczego, Króla Cole’a i innych baśniowców ze sporządzonej przez niego listy. Wreszcie zapewnić Jusufusowi bogactwo, kobiety i moce czarnoksięskie. I kto wie, jak zakończyłaby się ta misja, gdyby nie niewielka interwencja wiedźmy Totenkinder oraz zabiegi dyplomatyczne Króla Cole'a.

Uzupełnieniem czteroczęściowej, tytułowej historii jest krótka opowieść „Ballada o Rodneyu i Junie”. Ckliwa historyjka o zakochanej w sobie parze drewnianych wynalazków Dżepetto/Adwersarza, które zapragnęły zacząć żyć jak prawdziwi ludzie. Czuć, kochać, rozumieć jak ludzie i zajmować się codziennymi sprawami. Okazuje się tylko, że cena jaka muszą za to zapłacić jest znacznie wyższa niż można się by było spodziewać – bo czy w zamian za prawdziwe życie warto jest stać się szpiegami w Baśniogrodzie?

„Baśnie” to jeden z tych importów ze Stanów, które okrzepły już na naszym rynku. Można wręcz rzec, że zajęły z powodzeniem miejsce, jakie zrobiło się na nim po zakończeniu pisanego przez Neila Gaimana „Sandmana” (dziś wznawianego w twardej oprawie) oraz „Kaznodziei”, którego do życia powołał Garth Ennis. Pytanie tylko, czy będzie czym zastąpić lukę po zakończeniu „Baśni”?

Bill Willingham, Mark Buckingham, Jim Fern „Baśnie: Arabskie noce (i dnie)”, wyd. Egmont Polska

powiązania

Komentuj