Więzienne kroniki Marco Polo



Literatura_logo Redakcja działu Literatura (18.08.2010 15:27)


"Opisanie świata" to wydana 18 sierpnia 2010 przez Wydawnictwo W.A.B. niezwykła historia Marco Polo - kupca weneckiego, który wyruszył na Wschód na początku lat siedemdziesiątych XIII wieku.

Towarzyszy on swemu ojcu oraz stryjowi, którym przyświecają ważne cele polityczne: papież Grzegorz X wysłał ich do władcy Chin, Kubilaja. Podróż do Państwa Środka trwa trzy lata. Przybysze bardzo przypadają do serca wielkiemu chanowi i stara się on w pełni wykorzystać ich odwagę i uzdolnienia. Marco Polo jest przez niego wielokrotnie posyłany w misjach dyplomatycznych do różnych prowincji Chin, a nawet do Indii. W trakcie wojaży poznaje także Azję Mniejszą, Persję, Półwysep Indochiński i Indonezję.

Po ponad dwudziestu latach nieobecności trzej wenecjanie nie bez kłopotów powracają do domu. Niedługo później Marco Polo trafia do genueńskiej niewoli. W więzieniu poznaje Rustycjana z Pizy, twórcę romansów rycerskich. Ten spisuje opowieści Marca, prawdopodobnie korzystając także z jego zapisków. Wydane drukiem "Il Millione" spotyka się z niedowierzaniem, a jego bohater zostaje okrzyknięty kłamcą.

Już wkrótce jednak "Opisanie świata" czytać będą królowie, książęta, dostojnicy kościelni, uczeni i podróżnicy. Marco Polo nie dożył jednak chwili triumfu.



Fragment

Umberto Eco, Milion: opisanie nieznanego (przedmowa w przekładzie Joanny Wajs)

Milion należy do bogatej tradycji opowieści encyklopedycznych (zresztą tradycja ta na nim wcale się nie kończy), prawie zawsze mówiących o ziemiach nieznanych mniej lub bardziej legendarnych, pisanych przez autorów, którzy ani na krok nie ruszyli się z domu. I choć Marco Polo przygląda się niemal tym samym rzeczom, co jego poprzednicy, czyni to z perspektywy reportera, a właściwie korespondenta specjalnego.
Na dwa stulecia przed wynalazkiem druku, na trzy lub cztery przed tryumfem pierwszych gazet relacja Marca Polo wyprzedza narodziny gatunku. Tyle że wyprzedza tak bardzo, iż jest trudna do przyjęcia dla współczesnych. Oto przykład. W dużo późniejszym od Miliona pięknym manuskrypcie francuskim, dziś przechowywanym w Bibliothèque Nationale w Paryżu, widnieje miniatura ilustrująca rozdział [...], w którym Polo opisuje królestwo Kojlum na wybrzeżu Malabaru. W rozdziale tym mówi się o ludzie zbierającym pieprz i (w wersji toskańskiej) mirabolani emblici , o których nie wiem na pewno, czy są rodzajem śliwek, czy może innych owoców bogatych w taninę. A jak przedstawia mieszkańców Malabaru miniaturzysta? Otóż jeden z nich należy do blemiów , czyli owych fantastycznych bezgłowych stworzeń z ustami na brzuchu, drugi, wylegujący się w cieniu swojej jedynej stopy, do jednonogów , a trzeci do jednooków. Czyli istot, które odbiorca rękopisu spodziewał się zastać w tym regionie, a mianowicie w Indiach, królestwie legendarnego Księdza Jana czy też Presto Giovanni, jak nazywał go Polo. Najlepsze jest to, że w tekście te trzy potwory w ogóle się nie pojawiają. Polo mówi, że mieszkańcy Kojlumu są czarni, że chodzą nago i że ziemie te (pomyśleć tylko, jakie pole do popisu dla miniaturzysty) obfitują w czarne lwy, białe papugi z czerwonymi dziobami oraz pawie. Ponadto Polo, z tą kapitalną obojętnością typową dla niego w opisach obyczajów dość niespotykanych wśród zacnych chrześcijan, odnotowuje, że tubylcy mają małe pojęcie o moralności i że bez mrugnięcia okiem poślubiają swoje kuzynki, macochy oraz szwagierki.
Czemu miniaturzysta pozwala sobie na umieszczenie na ilustracji tych trzech stworzeń, które nie istnieją w świecie Miliona (zresztą nie istnieją również w świecie nauk przyrodniczych i społecznych), wbrew wszelkim zapisanym w tekście dowodom? Otóż dlatego, że podobnie jak jego odbiorcy w czasach Polo, a nawet późniejszych, wierzył w nieprzerwany ciąg najuczeńszych encyklopedii roztrząsających cuda i dziwy świata i wiedział, że stworzenia owe powinny istnieć. Kupiec Marco Polo był zwyczajnym zuchwalcem, który miał czelność opisywać rzeczy nie takimi, jakie one być muszą, lecz (wedle słów jego samego lub też Rustycjana z Pizy) takimi, jakie „na własne oczy widział". Naoczny świadek. To wydaje się łatwym rzemiosłem, ale w tamtych czasach bynajmniej takim nie było. Dla korespondenta specjalnego nie ma jeszcze wówczas definicji.
[...]
Wyjaśnijmy sobie jedno. Polo był kupcem, nie erudytą. Poza tym wyrusza w pierwszą podróż jako siedemnastolatek, powraca, gdy ma lat czterdzieści jeden, a w ciągu trzech kolejnych lat walczy na polu bitwy, zostaje jeńcem wojennym i dyktuje wspomnienia. Nie mógł czytać zbyt wielu dzieł europejskich, najwyżej legendy, o których napomyka w tekście, natomiast bajki, którym najwyraźniej daje wiarę, usłyszał w Kataju. Ale mimo wszystko otarł się o kulturę średniowiecznych encyklopedii (poza wszystkim duża część wiedzy w nich zapisanej przywędrowała z biegiem dziejów z katalogu cudowności Orientu). A piękne w panu Marcu Polo jest to, że mimo wszystko należy on do swojej epoki i nie może wyzwolić się spod wpływu jej ksiąg - których może wcale nie czytał - uczących go, jak należy patrzeć.
Najbardziej znaczący jest fragment o jednorożcach napotkanych przezeń na Jawie . Co do tego, że jednorożce istnieją, człowiek średniowiecza nie ma najmniejszych wątpliwości. Swoją drogą, sądząc z owego wszechobejmującego traktatu The Lore of the Unicorn Odella Sheparda (1930), tacy, co zobaczyli i opisali jednorożca, pojawiali się jeszcze długo po Marcu Polo. Wśród nich elżbietański podróżnik Edward Webbe, Vincent Le Blanc, który w 1567 roku oglądał trzy egzemplarze tego gatunku: w seraju sułtana, w Indiach oraz nawet w pałacu Eskurial w Madrycie, jezuicki misjonarz Lobo w XVII wieku, który widział to zwierzę w Abisynii (o czym wiemy z jego dzieła przełożonego przez Samuela Johnsona ), później John Belle w 1713 roku, a wreszcie jako ostatni (choć tu wszystko może jeszcze ulec zmianie) nie kto inny, lecz sam doktor Livingstone.
O tym, że jednorożce istnieją, czytamy w Fizjologu, który dał w Europie początek legendzie mówiącej, że aby schwytać to zwierzę, trzeba umieścić w lesie niepokalaną dziewicę, i jak pisał na trzydzieści lat przed Markiem Polo Brunetto Latini: „...myśliwi wysyłają tam, gdzie żyją jednorożce, niewinną dziewicę, ponieważ zgodnie ze swą naturą jednorożec przychodzi prosto do niej i pozbywszy się całej swej dzikości, zasypia słodko na jej łonie..." . Czy mógł więc Marco Polo nie szukać jednorożców? Szuka ich i je znajduje. Chcę przez to powiedzieć, że nie może uniknąć oglądania rzeczy oczami kultury. Ale gdy tylko spojrzy i zobaczy - przez filtr tradycji - od razu zaczyna rozumować jak korespondent specjalny, czyli ktoś, kto nie tylko dostarcza nowych wiadomości, lecz także podważa lub potwierdza klisze fałszywego egzotyzmu. Albowiem jednorożce, jakie widzi, są w rzeczywistości nosorożcami, cokolwiek odmiennymi od owych wdzięcznych białych jelonków ze spiralnym rogiem figurujących w herbie Wielkiej Brytanii.
Polo nie zna litości: jednorożce „sierść mają podobną do bawolej, a nogi jak słonie", róg ich jest czarny i wielki, język kolczasty, głowa jak u odyńca i zdecydowanie „szkaradny jest widok tego zwierzęcia". Potem zaś dodaje: „Całkiem nie są takie, jak my to w krajach naszych mówimy i opowiadamy, twierdząc, że dają się chwytać dziewicom". Jakby chciał przez to powiedzieć: nie przysyłajcie jednorożcowi dzieweczek, bo spuści łeb i weźmie je na róg. Smutne, ale prawdziwe.
Kolejna rzecz, która uderza w opowieści Polo, w tym przedstawianiu rzeczy, jakimi są naprawdę, to fakt, że jego dzieło przepełnia ciekawość, lecz nie naiwne zdumienie, a już bynajmniej nie konsternacja. Autor relacjonuje niczym współczesny antropolog, jeśli zaś w jakiejś cywilizacji panuje zwyczaj ofiarowywania żony przybyszowi, a mężowie jeszcze się z tego cieszą, opisuje to i już.
[...]

Marian Lewicki Wstęp
Wiek XIII jest okresem wzmożonych kontaktów Europy ze Wschodem. Rosnąca potęga Mameluków egipskich zagraża istnieniu państw łacińskich w Syrii i Palestynie, z Azji Środkowej zaś wylewają się na wschód, zachód i południowy wschód masy tatarskie, które niszcząc napotykane na drodze swej ekspansji organizmy polityczne, wyraźnie dążą do utworzenia uniwersalnego imperium mongolskiego. Likwidacja księstw ruskich (1238-1240) i bitwa pod Legnicą zelektryzowały Europę, której pozycjom na Lewancie zagrażają muzułmańscy Mamelukowie. Zaczyna się gorączkowa akcja dyplomatyczna, która zmierza do odwrócenia niebezpieczeństwa i, jeśli możliwości na to pozwolą, skaptowania Mongołów do wspólnej akcji przeciwko muzułmanom.
Wojny z Mamelukami i najazd Mongołów nie przeszkodziły miastom-republikom włoskim, szczególnie Genui i Wenecji, pomnażać swojej potęgi i bogactwa. Mimo stanu wojny obie te republiki utrzymują z Mamelukami ożywione stosunki handlowe, a kiedy powstało imperium mongolskie, które na zachodzie i południowym zachodzie rozciągało się aż po Morze Czarne i Morze Śródziemne, Genua i Wenecja rychło się zorientowały co do korzyści, jakie im może przynieść ta okoliczność, że olbrzymie obszary Azji i wschodniej Europy z ich bogactwami, doskonałą siecią dróg i ważnymi ośrodkami handlowymi znalazły się odtąd pod jedną władzą. Republiki włoskie nie omyliły się. Zręczną polityką zapewniły sobie monopol handlu między imperium mongolskim i pozostałymi krajami Wschodu a Europą.
Właśnie na ten okres bujnego rozkwitu handlu ze Wschodem przypadają podróże trzech Polów. Wiadomości, które zebrali, a które Marco Polo polecił spisać, bogacą w sposób dotychczas niebywały wiedzę geograficzną o Azji i na pewno byłyby obaliły uczone poglądy współczesnych na rozmiary ekumeny, zwłaszcza w granicach Azji, gdyby współcześni nie uważali wiadomości Polowych za zbyt fantastyczne i niewiarygodne.
[...]
Mniej więcej do roku 1245 najdalszym celem podróży nielicznych zresztą Europejczyków było miasto Bagdad. Jakże skromnie wygląda ich podróż w zestawieniu z podróżą, którą Marco Polo odbył w niespełna trzydzieści lat później. Przemierzył w kierunku południowym Azję Mniejszą, Persję i przez całą Azję Środkową dotarł do Chin, odbył podróż po Chinach, zawadził o Półwysep Indochiński, wyspy Indonezji i Indie i drogą morską, z której przed nim korzystali jedynie kupcy muzułmańscy, a której znaczenie należycie ocenili w sto lat później odkrywcy portugalscy, powrócił do Azji, a stamtąd do Europy. [...]
Nasz podróżnik jest odkrywcą w pełnym znaczeniu tego słowa: odkrywa nowe ziemie i nowe
ludy. [...]


seria: terra incognita
wydanie: IV (wydanie I: 1954; wydanie II: 1975; wydanie III: 1993)
tytuł oryginału: Il Millione
gatunek: relacje z podróży
przekład: Anna Ludwika Czerny
oprawa: twarda
format: 14,5 x 20,5 cm
liczba stron: 856
ilustracje: ilustracje
przypisy i wstęp: Marian Lewicki
przekład przedmowy Umberta Eco: Joanna Wajs
69,00zł


Independent.pl jest patronem medialnym tej książki

Komentuj