Bazyl, człowiek z kulą w głowie - recenzja
"Bazyl Człowiek z kulą w głowie", to kolejny film, gdzie w głównej roli możemy oglądać Danego Boona.
Tym razem wcielił się on w postać tytułowego Bazyla, człowieka który przez przypadek został postrzelony. W wyniku tego niefortunnego zdarzenia kula utkwiła mu w mózgu. Jego życie zostało uratowane, jednak jest ryzyko, że w każdej chwili może umrzeć. Oprócz spokojnego życia i zdrowia Bazyl stracił mieszkanie a zaraz potem pracę. W konsekwencji ląduje na ulicy stając się jednym z wielu bezdomnym. Los jednak nie jest taki okrutny, po paru miesiącach samotnego życia kloszarda poznaje innych wiodących taki sam żywot ludzi. Są ciepli i serdeczni, a przy ty, niezwykle różnorodni i zdecydowanie niecodzienni. Szybko wszyscy zaprzyjaźniają się i tworzą coś na podobieństwo przybranej rodziny.
Jednak nie to jest głównym tematem filmu. Bazyl postanawia zemścić się na sprawcach swoich nieszczęść, dwóch największych producentach broni.
Dzięki wsparciu przyjaciół jest mu dużo łatwiej, niemożliwe staje się możliwe. Jednak czy grupka bezdomnych ludzi jest w stanie zwyciężyć z dwoma gigantami produkującymi broń?
Najnowszy film Jean Pierra Jueneta, reżysera min Amelii, dość w niecodzienny i oryginalny sposób podejmuje problem broni i krzywd jakie niesie za sobą jej produkcja. Albowiem robi to posługując się gatunkiem komedii. Bazyl, człowiek z kulą w głowie jest to z jednej strony film sympatyczny i lekki z drugiej zaś podejmujący poważny temat. Jest sprawnie zrealizowany, ogląda się go dobrze i płynnie. Choć nie jestem pewna czy taki temat rzeczywiście nadaje się aby wpasować go w ramy komedii. Można przyjąć, że w ten sposób zwróci to uwagę większej liczby osób, które pewnie poważne kino omijają szerokim łukiem. Jednak mnie to do końca nie przekonuje.









