KRAWACIK, OKULARY…
KRAWACIK, OKULARY…
W pociągu do Warszawy
o miłym dość poranku
pan starszy sobie jedzie
w swoim podróżnym wdzianku
A obok inżynierek
na posiedzenie śpieszy
Wygalantował znów się
niech się publika cieszy
Przez środek zaś wagonu
gość młody ciałem, duchem
przechodzi, zagaduje
i łokieć nagłym ruchem
potrąca inżyniera
lecz dnia przychylna pora
nastraja do grzeczności:
─ Przepraszam profesora!
− rzecz kończąc tymi słowy
przechodzień się oddala
Inżynier do rozmowy
z sąsiadem się zapala:
─ Pan widzi − panie starszy
jak to się śmiesznie plecie
− ktoś mnie zwie „profesorem”
nie poraz pierwszy przecie
A sąsiad się uśmiecha:
─ Cóż dzisiaj ludziom wzorem
− krawacik, okulary?
gdy tutaj niespodzianka
− ja jestem profesorem…
Wielce szanownemu Profesorowi ASP oraz Europejskiej Akademii Sztuk − Romanowi Starakowi
− śląskiemu grafikowi z Zabrza, w jego dostojne 80-lecie
na pamiątkę spotkania w Intercity Górnik
Rymżynier Sławomir Latos
Zabrze, 17 kwietnia 2009
W pociągu do Warszawy
o miłym dość poranku
pan starszy sobie jedzie
w swoim podróżnym wdzianku
A obok inżynierek
na posiedzenie śpieszy
Wygalantował znów się
niech się publika cieszy
Przez środek zaś wagonu
gość młody ciałem, duchem
przechodzi, zagaduje
i łokieć nagłym ruchem
potrąca inżyniera
lecz dnia przychylna pora
nastraja do grzeczności:
─ Przepraszam profesora!
− rzecz kończąc tymi słowy
przechodzień się oddala
Inżynier do rozmowy
z sąsiadem się zapala:
─ Pan widzi − panie starszy
jak to się śmiesznie plecie
− ktoś mnie zwie „profesorem”
nie poraz pierwszy przecie
A sąsiad się uśmiecha:
─ Cóż dzisiaj ludziom wzorem
− krawacik, okulary?
gdy tutaj niespodzianka
− ja jestem profesorem…
Wielce szanownemu Profesorowi ASP oraz Europejskiej Akademii Sztuk − Romanowi Starakowi
− śląskiemu grafikowi z Zabrza, w jego dostojne 80-lecie
na pamiątkę spotkania w Intercity Górnik
Rymżynier Sławomir Latos
Zabrze, 17 kwietnia 2009











