Musisz się zalogować lub zarejestrować

Black Label Society w Stodole (FOTOrelacja)



Ja Paweł Kociszewski (10.03.2011 21:34)


Nie można napisać inaczej, niż to, że koncert zespołu Black Label Society w Stodole był jednym z lepszych na jakich byłem. Mimo ogromnego tłoku i ścisku w fosie dzień był idealny pod każdym względem.

W fosie kilkunastu fotografów, jak zawsze te same, znane twarze. Z tym, że w tym dniu pojawili się chyba wszyscy. Ścisk, bieganina, trudno było znaleźć dogodne miejsce do strzału.

Zakk wyłonił się zza wielkiej, czarnej płachty, która na początku rozciągała się przed całą sceną. No i zaczął... Włosy latały wszędzie, gitara aż się paliła. Wielką scenę ozdabiały wzmacniacze i kolumny. Pod nogami wokalisty stało kilka case'ów, na których stawał i grał niesamowite solówki.

Wszystko było świetnie zagrane, scena wyglądała potężnie (jak rzadko w Stodole), a Zakk miotał się po niej z każdą nutą coraz bardziej. Nie wiem tylko czy zagrali "Born to Lose", bo musiałem w pewnym momencie obejść Stodołę dookoła, ale był "Suicide Messiah", "Stillborn" i "In This River". Chociaż ten ostatni mnie trochę rozczarował, bo liczyłem na show jak to z Paryża, gdzie Zakk zagrał na początku 3-minutowe solo, a pod koniec utworu zagrał z gitarą za głową, ale... Na ścianie Marshalli (najpiękniejszy widok dla gitarzysty) wyświetlony był portret Dimebaga Darrella, a Wylde zagrał na kalwiszach. Zrekompensował to późniejszym 7-minutowym solo między utworami.

Można się przyczepić tylko do nagłośnienia (prawie nie słychać było wokalu) i wielkiego ścisku. Kolejka przed wejściem do klubu też była spora.






















Wywiad, który przeprowadziliśmy z Zakkiem telefonicznie można przeczytać tutaj: http://independent.pl/n/12393

Wywiad wideo przeprowadzony w dniu koncertu będzie dostępny już niedługo. Na pewno o tym poinformujemy.


Tekst i zdjęcia: Paweł Kociszewski

Komentuj