Gardela historia w komiksie opowiedziana
Może i duet Carlos Sampayo/Jose Munoz stworzył dzieło wybitne. Jednak ich komiks o Carlosie Gardelu nie zrobił na mnie wrażenia.
Zadania zilustrowania życia najsłynniejszego śpiewaka z Argentyny podjęli się jego krajanie - dwaj emigranci z Ameryki Południowej, którzy w latach 70. z powodów politycznych osiedli na Starym Kontynencie. Mowa o scenarzyście Carlosie Sampayo i rysowniku Jose Munozie. Twórcach, do tej pory w Polsce raczej nieznanych. Ich „Carlos Gardel. Głos Argentyny” to ponoć dzieło, jakim zachwycają się na całym świecie. Ale mnie album ten najzwyczajniej zamęczył. Przyznaję, nie przebrnąłem nawet do jego końca. W pewnym momencie złapałem się, że oglądam już tylko grafiki.
Przy lekturze nie zatrzymał mnie nawet ciekawy zabieg fabularny. Otóż Sampayo splótł ze sobą dwa czasy. Rok 2000, kiedy to w telewizji trwa dyskusja na temat kompozytora i pieśniarza. A chwilę później przeskakujemy do lat 30. XX wieku, kiedy to talent Gardela rozkwitł na dobre. Do czasów, gdy Gardel porywał tłumy, podbijał Amerykę, ale i jednocześnie był pod stałą kontrolą służb wywiadowczych. A dokładniej przeskakujemy do nich we wspomnieniach zaproszonych do TV gości: socjologa - speca od tożsamości narodowych i doktora – speca od twórczości Argentyńczyka.
Komiks ukazuje się w Polsce w ramach egmontowej kolekcji „Zebra”. Przykro mówić, ale odstaje od dotychczasowego poziomu, jaki gwarantowali Christophe Chaboute (w dwóch albumach „Henri Desire Landru” oraz „Samotnik”), Pascal Rabate (w stworzonym na bazie prozy Tołstoja „Ibikusie) a nawet Apollo i Lewis Trondheim (w „Wyspie Burbonów. Rok 1730”). Nawet nie tyle pod względem rysunków. Grafiki Jose Munoza bowiem doprawdy mogą intrygować. Zresztą to one pozwoliły mi obejrzeć - tak, obejrzeć - komiks do końca. Raz to drapieżne postaci, raz ledwie zaakcentowane i odpowiednio wycieniowane czarnymi plamami (w stylu Franka Millera, który w ten sposób wyrysował swoje „Sin City”). Problem tkwi w nużącym scenariuszu.
I dlatego sobie myślę, czy aby tak musiała się rozpocząć polska przygoda Argentyńczyków? Pod biogramami twórców można wszak przeczytać, że panowie stworzyli wspólnie – prócz „Carlosa…” - jeszcze bodaj sześć innych komiksów. Czy nie lepiej byłoby więc wrzucić na rynek - na dobry początek - „lżejszą” gatunkowo historię, a dopiero później przyatakować „Głosem Argentyny”?
A Gardela sobie posłuchałem. Jak to mawiają na wschodzie - sercoszczypacielnyj jest. Nie powiem...
Carlos Sampayo, Jose Munoz „Carlos Gardel. Głos Argentyny”, wyd. Egmont Polska











