Louve. Siostra wilków
„Raissa” to pierwszy tom kolejnej serii odpryskowej ze świata Thorgala. Tym razem opowiada o przygodach Louve. Małej dziewczynki, która rozmawia ze zwierzętami.
Stali czytelnicy Thorgala poznali Louve w szesnastym tomie serii – „Wilczycy”. Można wręcz rzec, że byli świadkami jej narodzin. Dla przypomnienia – wygnana z wioski Aaricia szukała wówczas miejsca, gdzie będzie mogła spokojnie urodzić dziecko; znajduje je w końcu w jaskini, w której w tym samym czasie szczeni się wilczyca. Stąd też imię dziewczynki - tłumaczone jako „Wilczyca” właśnie. Od tamtego czasu jednak nigdy nie była jakoś główną bohaterką. Thorgal – jeśli już oddawał palmę pierwszeństwa – to raczej swojemu synowi, Jolanowi. A Louve? No cóż. Dziewczynka po prostu plątała się gdzieś po kadrach… Teraz to się zmienia. Louve ma stać się siłą napędową nowej, okołothorgalowej serii. Została więc obdarowana cechami – zadziornością i uporem, spod których – na szczęście - wymyka się jeszcze niepewność kilkuletniej przecież dziewczynki! Otwarcie cyklu tomem „Raissa” przypomina nieco początek ziemskich losów Thorgala. Zaczyna się właściwie w tym samym miejscu, gdzie przed laty Leif Haraldsson znalazł kapsułę z jej ojcem. Na plaży po sąsiedzku z wioską Wikingów zagubioną gdzieś na dalekiej północy. Gdzie mało kto zagląda, by nie zezłościć przypadkiem bogów. Ale Louve miejsce to nie przeraża. Podobnie jak znaleziony tu kawałek „metalu, który nie istniał”. Zresztą młoda „Wilczyca” do strachliwych nie należy. A jeśli ktoś z nią zadrze…
Jednak to nie waśniom i sporom z innymi dzieciakami – tymi młodszymi i nieco starszymi - z wioski poświecona jest seria. Nie. To by było zbyt banalne. Yann (czyli Yannick le Pennetier znany też pod pseudonimem „Balac”), autor scenariusza, wymyśla na otwarcie historię, w której dziewczynka ma pomóc wilczycy Griz odzyskać kontrolę nad watahą utraconą na rzecz Raissy. Czarnej wilczycy „opętanej wściekłością i straszliwą żądzą krwi”. I kto wie, jak zakończyła się ich walka, gdyby nie zapach jaki nosi na sobie dziewczynka. Ciekawi mnie jak potoczą się jej dalsze losy - w krainie Azzaleptöna, do której dostanie się przypomina rytuał przejścia „na drugą stronę lustra”. Na razie niewiele wiemy i o krainie, i o samym Azzaleptönie. Choć do grona pozytywnych bohaterów na pewno nie da się go zaliczyć.
Za graficzną stronę serii odpowiada Rosjanin Roman Surżenko. I świetnie wtopił się w świat wykreowany przez Jeana Van Hamme’a i Grzegorza Rosińskiego. Moim zdaniem wypada nawet lepiej niż Giulio De Vita zaproszony do ilustrowania przygód Kriss de Valnor - to jej poświęcona jest kolejna seria stanowiąca rozwinięcie wątków z głównego cyklu. Surżenko – zafascynowany Rosińskim, do czego przyznaje się w notce na okładce komiksu – nie dość, że jest cholernie dokładny, to jeszcze z łatwością kreuje kolejne przestrzenie, w których dzieje się akcja – wioskę, mroczne lasy w okolicy i wreszcie baśniową krainę Azzaleptöna. Miło będzie więc podziwiać jego rysunki w kolejnym tomie Louve. A wcześniej – bo już na początku przyszłego roku – na łamach jubileuszowego numeru magazynu „Krakers”, gdzie pokazany zostanie jego cykl „Wielesław”.
Yann, Roman Surżenko „Thorgal Louve#1: Raissa”, wyd. Egmont Polska











