Osiedle Swoboda. Wydanie drugie, zmienione
Niezbyt często się zdarza, by współczesny polski komiks doczekał wznowienia. Zaszczytu tego dostąpiło „Osiedle Swoboda” Michała Śledzińskiego.
Przed laty komiks drukowany był w odcinkach w magazynie „Produkt”. W roku 2010 „Osiedle Swoboda” doczekało się zbiorczego wydania, przygotowanego przez Kulturę Gniewu. Była to elegancko wydana solidna „cegła” w twardych oprawach, z czternastoma epizodami z lat 1999-2004. Dodatkowo, pod planszami, pojawiły się wspomnienia Śledzia z czasów pracy nad „Produktem”, „Osiedlem...” i ogólnie z czasów, gdy tworzenie komiksów stało się jego sposobem na życie (w taki sam sposób zresztą Śledziu „opowiadał” cóż się u niego dzieje w czasach produktowych; był to więc jeszcze jeden – prócz samego komiksu - powrót do klimatu tego magazynu). „Cegła” rozeszła się momentalnie wśród starych fanów „Produktu” oraz tych, którzy do tej pory znali „Osiedle Swoboda” jedynie z opowieści. Po trzech miesiącach nie było po niej śladu. Tym, którzy nie zdążyli z zakupem, pozostało szukanie okazji na portalach aukcyjnych. Teraz to się zmienia. Kultura Gniewu przygotowała bowiem dodruk albumu. Hm. A może lepiej tak: wydanie drugie zmienione. Ale zanim o zmianach...
„Osiedle Swoboda” można porównać do pierwszej płyty kapeli Cool Kids of Death. To, podobnie jak w przypadku kapeli w której do mikrofonu krzyczy – notabene inny komiksiarz - Krzysiek Ostrowski, głos pewnego pokolenia. Z tym, że nie jest to głos buntowników, którzy chcą wychodzić z rewoltą na barykady. To głos ekipy, która w życiowym bezsensie szuka ukojenia w kilku browarkach na ławce w towarzystwie najbliższych kumpli, w lufce trawy. W niekończących się praktycznie imprezach, W muzyce. W historiach ze Smutnym, Szopą, Wirażem, Kundziem i Niedźwiedziem nie brakowało filozoficznych debat. Najczęściej po kilku browarkach (...). Jak wtedy, gdy Niedźwiedź ze Smutnym prawią o dresiarzach: „Skąd się to gówno wzięło? Dlaczego normalny człowiek boi się wyjść po zmroku na ulicę?” Albo, gdy ktoś ze swobodnych rzuca: „Człowiek musi mieć w życiu jakiś cel, inaczej zmieni się w zombie…”. Celem ekipy jest głównie zdobycie kaski na kolejną imprezę, na kolejny dzień życia. Parają się więc najróżniejszych zajęć. Szopa handluje stuffem z Holandii, Dźwiedziu ze Smutnym próbują swych sił przy nieboszczykach w prosektorium, innym razem załapują się do podkładania głosów w hiszpańskich pornolach, do roznoszenia ulotek w przebraniu pingwina… Z jednej strony więc samo życie. Z drugiej – radość z tegoż życia. Browarek na ławce. Imprezka z wyżerką. Nocne powroty do domu, nader często kończące się urwanym filmem. Jakiś hafcik… Wspominki…
Drugie wydanie „Osiedla...” zostało pozbawione twardej oprawy oraz uszczuplone o komentarze Śledzia. W sumie słusznie, bo dziś część z nich nie byłaby aktualna. Bardziej odczuwalny jest brak galerii – a składało się na nią kilkadziesiąt osiedlowych tribute’ów autorstwa m.in. Andrzeja Janickiego, Filipa Myszkowskiego, Łukasza Ryłko, Bartosza Minkiewicza, Ryśka Dąbrowskiego oraz grafiki Śledzia. Niejako w zamian otrzymujemy zupełnie nową historię - „Centrum”. Dziesięć narysowanych w 2011 roku plansz będących obrazkiem z kawałka imprezki w „Cepeenie”. Lokalu osadzonym gdzieś w tytułowym śródmieściu, do którego przeniósł się nasz stary znajomy – Kundzio. Poprzez niego poznajemy kolejnych popaprańców – Barnabę, Robura, Spoka i Ślepaka. Wizjonerów, „twórców” słynnego e-booka „Żwir w kolanie” oraz bloga, na którym ich bohaterka Grażyna Marr „trzy razy w tygodniu bawi i tumani”. Oczywiście i księga i blog to jedna wielka ściema, ale czego się nie robi, by poznać imprezowe Krystę i Bulę… Tyle na dobry początek. Ale można już przypuszczać, że to ci panowie (i panie?) wraz z Kundziem - a nie Niedźwiedź, Szopa, Wiraż i Smutny – pociągną nową „swobodną” serię, do której Śledziu zamierza przysiąść w tym roku.
Michał „Śledziu” Śledziński „Osiedle Swoboda”, wyd. Kultura Gniewu
Fragmenty pochylone pochodzą z recenzji pierwszego wydania „Osiedla Swoboda”. Cały tekst można znaleźć tutaj











