Drugs of Faith

Drugs of Faith to zespół Richarda Johnsona, który w latach dziewięćdziesiątych hałasował w Enemy Soil. Obecnie wspiera on również Agoraphobic Nosebleed, ale to właśnie Drugs of Faith zdaje się być jego priorytetem. W związku z niedawną premierą pierwszego stuprocentowo oficjalnego wydawnictwa tercetu, mini-albumu „Drugs of Faith”, zadaliśmy muzykom kilka pytań. Odpowiadali wspomniany Richard oraz basistka, Taryn Wilkinson.
Independent: Wasza nazwa kojarzy mi się ze słynną marksistowską frazą „religia to opium dla mas”. Czy takie właśnie skojarzenie chcieliście wywołać?
Richard: Mówiąc szczerze, to po prostu pomyśleliśmy sobie, że ta nazwa brzmi doskonale. Zaproponował ją przyjaciel, z którym dawno temu grałem w jednym zespole, i to właśnie tamtej kapeli miała ona służyć. Ostatecznie nie wykorzystaliśmy jej, więc pozwoliłem sobie ten szyld przywłaszczyć. A jeśli chodzi o wywoływanie jakichś skojarzeń, to nasze były dokładnie takie same, jak twoje.

Independent: Na okładce waszego mini-albumu znalazła się znajoma twarz. Przypuszczam jednak, że jesteście ostatnimi, którzy byliby skłonni poprzeć politykę George’a W. Busha. Co macie mu w pierwszym rzędzie do zarzucenia?
Richard: Niestety Bushowi wiedzie się całkiem nieźle, jeśli chodzi o realizację jego planów. A plany te zakładają – w ramach polityki wewnętrznej – ekspansję władzy prezydenckiej, zarówno w odniesieniu do wpływu na rząd, jak i na obywateli Stanów Zjednoczonych.
Taryn: Moglibyśmy napisać całą książkę o tym, w jaki sposób administracja zniszczyła kraj, jaki kiedyś znaliśmy. Być może najbardziej dokuczliwym aspektem tego wszystkiego, przynajmniej z mojego punktu widzenia, jest kompletne zignorowanie ustaleń dotyczących ochrony środowiska. Naszemu krajowi nie spieszyło się wyegzekwowanie konserwacji i wprowadzenia alternatywnych źródeł energii. W USA trwa wojna przeciwko nauce, w pewnym sensie przeciwko logice.
Independent: Nie sądzicie, że gorzką ironią jest, iż to właśnie Amerykanie najzajadlej krytykują Busha, podczas gdy niektóre z europejskich rządów zdają się być jego oddanymi sojusznikami?
Richard: Niektórzy Amerykanie rzeczywiście krytykują, ale wielu jednak nie. Poparcie dla Busha wśród przeciętnych obywateli Stanów Zjednoczonych waha się pomiędzy trzydziestoma a czterdziestoma procentami. Naturalnie ci, którzy bezrefleksyjnie łykają wszystko, co podsunie im News Corporation, podobnie jak zorientowani na prawo chrześcijanie oraz republikanie, wciąż twierdzą, że prezydentura Busha jest najlepszym, co zdarzyło się od czasów Ronalda Reagana. Niektórzy członkowie Unii Europejskiej krytykują Stany tylko wtedy, kiedy im to pasuje, a udzielają Bushowi poparcia, kiedy chcą zaspokoić własne interesy. To globalna polityka.
Taryn: Wydaje mi się, że po wrześniowych atakach państwa takie, jak Francja, Włochy, Hiszpania i Niemcy popierały Busha, kiedy ten rozpoczynał wojnę w Iraku, lekceważąc sobie głosy europejskich obywateli oraz ustalenia prawa międzynarodowego. Wnioskuję po tym, że nie są to najwspanialsze dni dla demokracji. Pamiętam, jak oglądałam relacje, w których miliony sfrustrowanych uczestników manifestacji wychodziło na ulice Europy, kiedy tylko Bush odwiedzał Stary Kontynent. Jak Europejczycy radzą sobie z taką zdradą?
Independent: Myślisz, że istnieje jakaś rozsądna alternatywa dla państw takich jak Polska, państw, które otwarcie uzależniały niektóre ze swoich decyzji w ramach polityki zagranicznej od ruchów USA?
Richard: Nie będzie łatwo, skoro ostatnie doniesienia informują, że USA chce wybudować bazę rakietową właśnie w Polsce. Bazę, nad którą polski rząd nie będzie miał jakiejkolwiek kontroli, a na dodatek nie będzie informowany, jeśli Stany przeprowadzą test rakietowy. Polskie pragnienie dołączenia do Unii Europejskiej oczywiście też mogło mieć wiele wspólnego z unijnym poparciem dla USA.
Independent: Czy sensownym byłoby opisywać Drugs of Faith jako zespół zaangażowany politycznie?
Richard: Nie, ponieważ jako kapela nie angażujemy się w politykę, chociaż robimy co w naszej mocy, na tyle, na ile czas pozwala, by wesprzeć nasze idee.
Independent: Wolno zapytać mi o wasze poglądy polityczne?
Richard: Ja osobiście powinienem opisać siebie jako lewicowca, jednakowoż nie zgadzam się ze wszystkim, o czym mówi lewica. Jestem na przykład przeciwny kontroli broni, którą forsują w Stanach konserwatyści i republikanie.
Taryn: Ja uznana zostałabym za centrolewicowca, chociaż dość często nie mam pojęcia, cóż to miałoby właściwie znaczyć, jeśli wziąć pod uwagę naszą aktualną kulturę polityczną. Nasz rząd jest tak bliski centroprawicy, że cały krajobraz polityczny się zamazał. Logika jest pod oblężeniem już od ponad sześciu lat, a ja głęboko wierzę w zdrowy rozsądek.
Independent: Czy staracie się promować wasze poglądy inaczej, niż tylko za pomocą tekstów zespołu?
Richard: Cóż, śpiewamy o polityce, ale to nie znaczy, że zaklasyfikowalibyśmy Drugs of Faith jako zespół polityczny w tym sensie, w jakim był nim Dead Kennedys. Chodzi mi o to, że Jello Biafra ubiegał się o stanowisko burmistrza San Francisco. To była, kurwa, akcja polityczna. Poza tym nie chcemy być utożsamiani z kapelami punkowymi, które dużo gadają, a których pomysł na działanie sprowadza się do sięgnięcia do lodówki po kolejne piwo.

Independent: Zmieniając temat, jak doszło do podpisania umowy z polską wytwórnią Selfmadegod?
Richard: Chętnie o tym opowiem. Przyjaźnię się z Karolem od dawna, ponieważ mam wkład w jego magazyn, a także recenzuję jego wydawnictwa na stronach mojego zine’a. W związku z tym zapytałem po prostu, czy nie zechciałby wydać Drugs of Faith. Przesłałem mu surowy miks naszego materiału i tak to się zaczęło.
Independent: Na ile „Drugs of Faith” różni się od waszych wcześniejszych nagrań?
Richard: Mamy obecnie nowego bębniarza, Shane’a, z którym gramy od lata zeszłego roku. Jego wkład powoduje duże różnice. Shane podchodzi do gry na perkusji inaczej, niż poprzedni bębniarze Drugs of Faith, wnosi wiele pomysłów na aranżacje, ale także na partie gitar. Jego pomysły świetnie się sprawdzają.
Independent: Czy na wydanym właśnie mini-albumie są jakieś utwory z demówek?
Richard: Myślę, że na „Drugs of Faith” są tylko dwa utwory, które we wcześniejszych wersjach nie ukazały się na demówkach i kompilacjach.
Independent: W mojej opinii muzykę Drugs of Faith trudno przyporządkować do konkretnego gatunku muzyki ekstremalnej. Odbieram wasze utwory jako miksturę grindu, hardcore’u, noise’u i może czegoś jeszcze, czego nie potrafię nazwać. Postrzegasz to podobnie?
Richard: Zdecydowanie, cieszę się, że to zauważyłeś. Kiedy nasz kawałek pojawił się na składance dołączonej do jednego z numerów magazynu „Terrorizer”, opis dźwięków Drugs of Faith brzmiał następująco: „Czy to ptak? Czy to samolot? Czy to punk? Czy to metal?”. To bardzo dobry sposób odbioru naszej twórczości.
Independent: Dlaczego nigdy nie ukazała się wasza EP dla Reptilian?
Richard: Wytwórnia włożyła cały swój wysiłek w publikację słowa pisanego i przestała koncentrować się na wydawnictwach muzycznych. Doszło do tego zresztą na dość długo po tym, jak zaproponowali nam współpracę. Nie wydarzyło się nic szczególnego.
Independent: Skoro mowa o nieopublikowanych nagraniach, to co dzieje się z anonsowanymi przez was splitami z Anodyne, Misery Index, Battletorn i Pig Destroyer?
Richard: O, odrobiłeś lekcje. O większości z tych materiałów nie rozmawialiśmy od dawna. Z następujących przyczyn: a) Anodyne rozpadło się, b) Misery Index wydali EP „Dissident”, z czego się cieszymy, bo to niesamowita muzyka, c) zarówno Battletorn, jak i wytwórnia frontmana tego zespołu, która miała split wydać, zwrócili swoją uwagę w innym kierunku. W 2007 pojawi się natomiast wydawnictwo dzielone z Pig Destroyer. Właśnie na przyszły rok zespół ten planuje powrócić do serii splitów.
Independent: Możesz wymienić wszystkie kawałki z cudzego repertuaru, jakie kiedykolwiek wykonywaliście? Jeśli się nie mylę, jeden z nich – „Success?” Napalm Death – doczeka się studyjnej rejestracji?
Richard: Wiele o nas wiesz! Co do nagrania utworu Napalm, to wciąż o tym dyskutujemy. Wytwórnia, która miała opublikować trybut dla Napalm Death – nie mówię o tym, na którym pojawia się Pig Destroyer – nie zdecydowała jeszcze, czy chce zająć się tym przedsięwzięciem, czy nie. I tak nie opracowaliśmy jeszcze tego numeru. Graliśmy natomiast kawałki Enemy Soil i Sacrifice.
Independent: Skoro wspomniałeś o Enemy Soil, to dlaczego zespół ten rozpadł się siedem lat temu?
Richard: Kurde, pytasz o prehistorię. Generalnie czułem, że nadeszła pora na coś nowego, więc dałem sobie spokój z Enemy Soil. Perkusista, z którym wówczas graliśmy (przez chwilę bębnił on zresztą w Drugs of Faith), zrezygnował, a ja uznałem, że to sygnał, by zająć się innymi rodzajami muzyki.
Independent: Jakie są najbliższe plany Agoraphobic Nosebleed?
Richard: Mam zamiar stawić się, kiedy Scott Hull będzie gotów rozpocząć nagrywanie wokali. Na tym polega mój wkład w tę kapelę: pomagam aranżować partie wokalne, które przygotowują pozostali, i trochę sam się wydzieram.
Independent: OK, to wszystko, czego chciałem się dowiedzieć.
Richard: Wszystko? Nie chcesz wiedzieć niczego więcej?
Independent: Skoro nalegasz, to zdradź jeszcze, jak będzie brzmiał split Drugs of Faith z Antigama.
Richard: Wciąż pracujemy nad utworami. Na splicie zamieścimy chyba cztery kawałki pełne zmian tempa, dysonansowych riffów i blastów. Nie możemy doczekać się premiery.
Independent: Dziękuję za poświęcony czas i mam nadzieję zobaczyć was w Polsce.
Richard: Nie bardziej, niż my!
Powiązane:
Drugs of Faith







