Contemporary Noise Quintet "Pig inside the gentelman"



Rock_logo Redakcja działu Rock (08.11.2006)

Ha!
Druga połowa Something Like Elvis kazała na siebie długo czekać, ale się opłaciło! Bracia Kapsa i ich ziomale [Wojtek Jachna (m.in Mordy), Tomek Glazik (ze swietnego Sing Sing Penelope), Pawel Urowski (m.in. Soul Esence) + goscie] stworzyli bowiem grupę, która już na starcie zasługuje na najwyższą uwagę! Electric Eye Studio (wlasność Kapsów) już w tej chwili jest oblegane przez żądnych nagrania muzyków - gdy pozostali usłyszą, co panowie sobie wyprodukowali, CNQ nie będą mieli czasu na koncertowanie. Kazdy z utworów pozornie spokojny, uderza większą siłą niźli rockowe składy o lotniskowym potencjale. Świetne, transowe, basowe sekcje ilustrują przestreń niezgorzej od zornowskich filmworks. Perkusja, gdy już się rozpędzi, każe wznosić ręce do góry, a trąbka z saksofonem najbardziej nadaje charakteru nazwie grupy. Pianino pulsuje w kaźdej piosence, nie pozwalając nazwać tych dziesięciu utworów, sztampowym tylko określeniem, muzyki filmowej. Oczywiście jest tu mnogo obrazów i plamy także są, ale w tak młodym stażem składzie, zbyt dużo jeszcze wigoru aby w ryzach nerwy utrzymać. Jednakże jakby zaprzeczając poprzedniemu zdaniu, doświadczenie muzyków mówi jedno: tu nie ma żartów. tu się robi przemyślane dźwięki. W opusie 4 (Goodbye Monster) doskonale słychać szacunek jakim darzy siebie kwintet i gdzie instrumentarium wymienia swą wagę kolejno. Nikt tu nie jest pominięty. Jeśli utwór zaczyna się od podkreślającej rytmikę sekcji, za chwilę włączy się pianino z trąbkami które pomiesza w głowie na tyle dobrze, by zastanowić się co MUZYCY mieli na myśli i spojrzeć na tytuł. Praca nad nagraniem do najłatwiejszych nie należała bo godzinny album jest maksymalnie koncepcyjny. Dęte hałasują i opowiadają wraz z pianinem i basem. Bartek Kapsa na perkusji tylko pozornie oszczędnie podkreśla akcenty (bo jak trzeba to i zdawałoby się, iż trzecią rękę posiada), a syntezatory z efektami nadają powietrzu wibracji w odpowiednich momentach, nie posądzając o przeładowanie treścią...
Z takim "akompaniamentem" pograc nie powstydziłby się Piotr Baron a i Patricia Barber pewnie cos by chciala ponucic. Jazz, ilustracja, hałas o wysokim iq i improwizacja na bardzo wysokim poziomie. Osobiscie szczerze kibicuję grupom powstałym z śp. sle, i wolałbym unikać porównań między Potty Umbrella (także wyrosła z elvisów) a Contemporary Noise Quintet, a tym samym życzyć obu zespołom rozwijania obranego kierunku. Jesień 2006 należy do CNQ. Czekam na jeszcze.

Powiązane:

powiązania

Komentuj