Praczasa "Sulphur Phuture"

...czyli z hałasu powstałeś, w hałas się obrócisz
Przekaz - wyznacznik określający artystów tworzących pod skrzydłami Opensources i Anteny Krzyku. Podobnie sprawa wygląda z nowym wydawnictwem Rafała Kołacińskiego – współzałożyciela Masali i Village Kollectiv. Dostajemy futurystyczny krążek nagrany „pod ducha czasu”, zabierający na uświadamiający spacer przy elektrycznym księżycu, pod kłębami wydechów drapaczy chmur, na ulice tętniące od chaosu i decybeli, gdzie hałas określa byt, a za miłość się płaci.
Praczas bardzo zgrabnie zagrał eklektycznością. Na płycie "Sulphur Phuture" słychać swojski folk i motywy arabskie („lizarB”). Pojawia się też gitarowe intro magnetyzujące duchem flamenco („Zabierz Mnie”) albo ciepły jazz przechodzący w breakbeat i zaawansowaną elektronikę. Bardzo ciekawie brzmi instrumentalne „Continuum”, prezentujące muzykę klubową zmiksowaną ze wszystkich użytych na płycie dźwiękowych owoców. Ten miszmasz to pewien znak naszych czasów. Z jednej strony symbolizuje pozytywny trend czerpania z tradycji i nowoczesności, a z drugiej skłania do refleksji nad chaosem i zlewaniem się czystej formy. Albumowi Praczasa bliżej raczej do pierwszej konwencji i tu zjawisko globalnej wioski muzycznej ma swój optymistyczny wymiar.
Na krążku pojawia się kilku artystów, którzy przemycili swoje głosy, świetne teksty i/lub muzykę. Słychać m.in. Spiętego (Lao Che), Weronikę Grozdew-Kołacińską (Village Kollectiv) oraz gitarę Michała Czachowskiego z Indialucia.
„Sulphur Phuture” to fuzja najciekawszych dźwięków wyeksplorowanych na przestrzeni czasów, przenikających się wzajemnie w rzeczywistości, która nabiera coraz więcej cech abstrakcyjnych, sprzeciwiając się naturze ludzkiej zagubionej w chaosie. Wygląda na to, że trzeba wejść w czwarty wymiar świadomości i tę potęgę rzeczywistości zaakceptować.




