Rozmowa z Maciejem Piwowarczukiem, reżyserem " Epidemii miłości "



Default-av-2 Zuza Mierzejewska (26.11.2009 19:35)




O swoim najnowszym filmie - Epidemii miłości opowiada Maciej Piwowarczuk.


Zuza Mierzejewska : Skąd pomysł na zrealizowanie filmu Epidemia miłości?

Maciej Piwowarczuk : Szukałem odpowiedzi na pytanie czym było Powstanie Warszawskie? Pomyślałem, że był to zryw, którego celem było odzyskanie poczucia wolności, zdobycie świadomości tego, że jesteśmy wolni. W końcu po pięciu latach okupacji mamy prawo decydować o naszym losie. Szukałem największej metafory, apoteozy tego pojęcia wolności. Trafiłem na relacje kilku osób, które wzięły ślub w czasie Powstania Warszawskiego. Okazało się, że to nie było tylko kilka osób, ale była to prawdziwa epidemia. Poszliśmy za ciosem, zrealizowaliśmy ten temat.

Z.M : Jak szukał Pan bohaterów do filmu, dlaczego akurat te pary, ci bohaterowie?

M.P : Nastąpiła selekcja naturalna tych bohaterów, której nie zrobiłem ja tylko ręka boska.
Jest mało świadków. Trudno było szukać, nie były prowadzone żadne badania socjologiczne ani historyczne w tym aspekcie. Ta szara, zwykła ,codzienna i ludzka sfera Powstania Warszawskiego ciągle oczekuje na poszerzoną i głęboką eksplorację naukową. Życie codzienne powstania zachowane jest w pamiętnikach, pojedynczych wspomnieniach, ale nie ma na ten temat opracowań naukowych. Wcześniej nikt tego nie badał. Kilka artykułów ukazało się, ale dopiero po filmie.
Docieraliśmy od powstańca do powstańca, od wspomnienia do wspomnienia. Wielką rzeczą pod tym względem jest też Archiwum Historii Mówionej, Muzeum Powstania Warszawskiego. Jest tam ponad 1000 wywiadów z Powstańcami Warszawskimi.

Z. M : Czy były trudności z dostępem do archiwów, z ich wykorzystaniem?

M.P : Nie, nie było. Jednak było sporo pracy przy archiwach, która jest dość żmudna. Ciężko jest napisać artykuł czytając np. 30 pamiętników. Czy też przeczytanie tysiąca relacji z Muzeum Powstania Warszawskiego. To pochłania czas.

Z.M : Czy trudno było namówić byłych powstańców do udziału w tym filmie? Jak wyglądał ten proces?

M.P : Umawialiśmy się na rozmowę o Powstaniu Warszawskim, o ich wspomnieniach. Pod tym względem byłem nieetyczny. Przy kolejnych rozmowach tłumaczyłem co chcę zrobić z tą rozmową, w jakim kierunku ją poprowadzić. Mówiłem, że może powinienem pójść w kierunku filmu o miłości. Film powstawał wspólnie z Nimi. Naprawdę bałem się powiedzieć komuś na początku, np. w czasie pierwszej rozmowy telefonicznej - chcę zrobić film o pańskim ślubie ( śmiech). Myślę, że każdy miałby z tym problem, nawet współczesny człowiek. Każdy chce mieć kontrolę nad swoimi wspomnieniami i zachowuje je dla siebie.








Z. M : Jak wyglądała sytuacja podczas zdjęć, trudno było Pańskim bohaterom otworzyć się, bywały sytuacje kiedy trzeba było przerwać ujęcie?

M. P : Tak. Okazuje się, że łatwiej jest mówić o śmierci. Powstańcy są w pewien sposób przyzwyczajeni do śmierci. Za każdym razem to przeżywają. Mają poczucie obowiązku świadczenia o tamtych czasach także ze względu na przyjaźń, która ich łączyła z tymi, którzy zginęli. Czują taki obowiązek opowiadania o Powstaniu . Mają świadomość, że są żywym świadectwem tamtej bitwy, tamtej walki. I nagle pojawiają się pytania ‘spoza’, których nikt im przez 50 lat nie zadał, o miłość, normalne życie.

Z.M : Jakie były reakcje bohaterów już po obejrzeniu gotowego filmu?

M.P : Byli zadowoleni. Najważniejsze było dla mnie, to co powiedziała jedna z głównych bohaterek - Róża Nowotna, która na początku miała bardzo duże obawy co do tego filmu. Bała się bardzo jak ta miłość zostanie przedstawiona. Bała się takiego plastikowego, ‘popkornowego ‘, współczesnego ujęcia. Potem powiedziała mi, że bardzo dziękuje, że jest to piękna pamiątka. Jest to prawdziwe.
Chyba jest to duży sukces, że oddało się to co oni czuli na prawdę.
Język tamtego pokolenia jest bardzo oszczędny, delikatny. Inaczej mówią o emocjach niż my. Jest więcej między zdaniami. Udało się odtworzyć te ‘miedzy - zdania’ w tym filmie. Jest jeszcze coś między słowami, w ich spojrzeniach, które wymieniają między sobą, gestach. To jeszcze podbija wartość tej miłości, o której oni mówią.









Z. M : Nie ma Pan czasem wrażenia, że dziś, współcześnie nie zdarza się miłość, tak silna i prawdziwa?

M.P : Myślę, że miłość zawsze jest ta sama. Jest pojęciem, które jest przypisane człowiekowi. Albo kochasz albo nie. Jest jedna rzecz, która odróżnia nas od tamtych czasów. Mianowicie żyjemy w cywilizacji gdzie jest nam łatwo zmienić nasze zdanie, opinie. Żyjemy w świecie, w którym jesteśmy przekonani o tym, że zmiana decyzji nic nas nie kosztuje. Wszystko jest bardzo łatwo dostępne.
To co jest bardzo fajne w miłości dla wielu osób ogranicza się do zakochania, do czucia adrenaliny. Zapominamy, że miłość to po prostu wzięcie odpowiedzialności za kogoś. Jest to wyrzeknięcie się siebie, swoich potrzeb na rzecz drugiej osoby. To jest świadectwem miłości.


Z.M : Czy to prawda, że filmem zainteresowane są Stany Zjednoczone, jednakże liczą na pewne zmiany w filmie?

M.P : Tak są zainteresowane. Oczekują delikatnych zmian, inaczej bym się nie zgodził. Ten film już jest przyjazny widzowi zagranicznemu, ale tylko redaktorom w telewizjach. Oni rozumieją o co chodzi. Epidemia miłości nie będzie wyświetlana jako niezwykła historia zapomnianej bitwy z II Wojny Światowej.
Film będzie przedstawiany jako opowieść o niezwykłych postawach ludzkich, niezwykłych miłościach i uczuciach.
Im więcej czasu mija od powstania filmu, to coraz bardziej myślę, że jest to film przede wszystkim o miłości.

Z.M : Czy w Polsce film trafi do kin?

M.P : Tak, film wchodzi na ekrany 11 grudnia 2009 roku.

Z.M : Czy spotkał się Pan z negatywnym odbiorem, gdzie ktoś by sugerował, że niepoważnie podszedł Pan do tematu Powstania Warszawskiego?

M.P : Nie było takich zarzutów, że w jakiś sposób dopuszczam się nadinterpretacji historii. Może rzeczywiście jest to w jakiś sposób bluźniercze, że dla mnie w filmie o Powstaniu Warszawskim ważniejszy jest los siedmiu małżeństw, w tym tylko jeden z bohaterów jest osobą znaną, historyczną ( Jan Nowak Jeziorański), a reszta osób jest anonimowa. Dla mnie jest to atut, że to nie są znane osoby, nie ma wielkiej polityki. Mnie interesuje los tych ludzi.

Z.M : Film ma być też promowany w okresie walentynek, czy nie boi się Pan za dużej komercjalizacji?

M.P : Nie, nie boję się. Chciałbym żeby film zobaczyło jak najwięcej ludzi.


Rozmawiała Zuza Mierzejewska

powiązania

Komentuj