Wywiad z reżyserem Bartkiem Konopką

fot. M. Skalski/SFP
Ruszyły zdjęcia do fabularnego debiutu Bartka Konopki pt. "Lęk wysokości". W rolach głównych zobaczymy Marcina Dorocińskiego i Krzysztofa Stroińskiego. O filmie, jego idei i bohaterach opowiada Bartek Konopka.
Zuza Mierzejewska : Historia ukazana w Lęku wysokości porusza trudne problemy, takie jak choroba psychiczna czy trudne relacje z najbliższymi. Jak powstawała ta opowieść, są tu elementy zaczerpnięte z własnego doświadczenia czy więcej jest obserwacji życia, otoczenia ?
Bartek Konopka : Jest to historia, którą znam z życia, która ciągnie się za mną od wielu lat. Pierwszą przymiarkę zrobiłem w filmie dyplomowym „ Czubek”, gdy kończyłem szkołę w Katowicach , w 2002 roku. Potem zostawiłem ten temat, było to dla mnie za trudne żeby to ogarnąć, nie miałem dystansu. Wróciłem do tego w 2005 roku. Zacząłem pisać coś w rodzaju noweli, opowiadania. Myślałem, że zrobię dokument, jednak doszedłem do wniosku, że jest to temat lepszy na fabułę. Szukałem scenarzysty, okazało się że Piotr Borkowski, którego znam z Trójki do wzięcia, też zna tego typu problem z własnego doświadczenia. Zgraliśmy się, wiedzieliśmy o czym piszemy, i jest to dla nas ważne. Opowiadamy o ważnych emocjach w życiu, o ważnej relacji.
Można to porównać do „ 21 gramów” czy „ Drogi do szczęścia”. Gdzie jest prosta, zwykła historia, miedzy dwojgiem ludzi, ale pod koniec daje po głowie. Można opowiedzieć o bardzo małych, prostych sprawach, ale także jest w tym cały mikrokosmos.
Jest to też opowieść o spotkaniu dwóch różnych światów, normalnego człowieka, który stara się normalnie żyć, dba o rodzinę, karierę, (w tej roli Marcin Dorociński) w którego życie wkracza chory psychicznie ojciec (Krzysztof Stroiński). Jest to spotkanie z szaleństwem, z zupełnie innym podejściem do życia.
Z.M : Film porusza problem choroby psychicznej, jaki ma Pan stosunek do jej przedstawienia, nie boi się Pan, że trudno jest wyjść poza schemat, uniknąć stereotypowego pokazywania jej?
B.K : Wszystko w tej realizacji jest o wiele bardziej zniuansowane. Nie wiemy przez dłuższą część filmu czy jest to choroba czy jest to udawanie. Kluczem do tej postaci (bohater grany przez Krzysztofa Stroińskiego) jest to, że pogmatwało mu się życie i nie poradził sobie z tym do końca. Lęk wysokości przeniósł mu się na życie, nie potrafił ułożyć go sobie tak jak chciał. Nie wytrzymał różnych nacisków, zewnętrznych w sensie czasów w których żył jak i rozpadu rodziny. Nie wytrzymał zapadania się w siebie. Jedyne co próbuje uratować to własną godność, życie na własnych warunkach. To opowieść o szukaniu godności, ale już na dnie.
Przy postaciach wariatów łatwo jest zgubić zainteresowanie widza, który zacznie patrzeć z dystansem, dlatego że jego to nie dotyczy, bo jest normalny. Staramy się nie robić standardowych ‘odpałów’, w stylu że bohater coś udaje, że jest wariatem. Szpital psychiatryczny też przedstawiamy w nieco inny sposób, taka jest nasza ambicja.

fot. G. Torzewski/SFP
Z.M : Jak Pan oraz aktorzy przygotowywali się do tego filmu, takiego tematu? Czy odwiedzili państwo np. szpital psychiatryczny ?
B.K : Tak. Przygotowujemy się od miesięcy. Od czerwca o tym myślimy, rozmawiamy i próbujemy. Jest to proces obserwowania ludzi, ale też oglądanie innych filmów i czytanie książek. Zawsze jest to przetwarzane przez to co my chcemy osiągnąć, naszą wrażliwość i nasze wyobrażenie jak to powinno wyglądać. Chodzi o ukazanie zwykłej postaci, której coś się stało i czasami dzieją się z nią dziwne, nieobliczalne rzeczy.
Z.M : Powiedział Pan, że chciałby żeby był to mądry film o życiu w Polsce, czy zatem będzie to również historia uniwersalna, czy też ważniejsza będzie polska rzeczywistość, realia tu i teraz?
B.K : Tak jest to historia uniwersalna. Jednak jej uniwersalność polega na tym ,że skupiamy się tylko na relacji, na emocjach, które są między dwojgiem ludzi. Nie jest ważna polityka, ale historia indywidualna, gdzie akcent jest położony na emocje i na to co jest w tych ludziach, a nie na otoczenie, gdzie pracują, z kim żyją.
Z.M : Akcja filmu rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, współcześnie i na początku lat 80’, jakie ma znaczenie dla tej historii powrócenie do przeszłości, do tamtych lat?
B.K : Jest to powrót do czasów dzieciństwa, świetnej więzi, pokazanie że ojciec był fantastycznym gościem.
Chodzi też o to, że jest to opowieść o zwykłych ludziach, inteligentnych, mądrych, ciepłych i wrażliwych. Którzy jakby chcieli mogliby po jednej scenie, jednym konflikcie świetnie ze sobą żyć i dogadywać się. Niestety wszystko tak im się gmatwa i oni sobie gmatwają , tak że jest to problem i konflikt trwa przez cały film.
Z.M : Główny bohater, grany przez Marcina Dorocińskiego nie do końca uporał się z przeszłością. Czy mamy tu do czynienia z ukazaniem traumy, tego w jaki sposób przeszłość, dzieciństwo wpływają na nasze dorosłe życie?
B.K : Trochę tak. Ale jest to bardziej powrót do szczęśliwego dzieciństwa, do klimatów z tamtych czasów, do więzi która była miedzy nimi ( ojcem a synem). Jest o dochodzeniu do takiej dojrzałości w momencie, gdzie widzisz upadek twojego rodzica. Jak się wobec tego zachować. Czujesz instynktownie, że się odradza jakieś uczucie wobec niego. Jest to miłość, ale trudna. Jest to lekcja dojrzałości, jak się odnaleźć gdy się widzi w tym upadku rodzica, kiedy stajesz się ojcem dla swojego ojca lub matką dla matki. Rodzice są zniedołężniali , nie wyrabiają. Jak sobie z tym poradzić, jak ich zaakceptować, jak z tym godnie żyć.

fot. M. Skalski/SFP
Z.M : Wspomniał Pan, że w filmie pojawią się też elementy komediowe, czy przy podjęciu takiego tematu jest tu jeszcze miejsce na komizm?
B.K : Tak jest. Są to sceny, momenty gdy wydaje się, że więź się miedzy nimi odradza. Wydaje się, że będzie tak jak kiedyś.
Z.M : Jak wyglądała sprawa obsady, wiedział Pan od początku, że będą to Marcin Dorociński i Krzysztof Stroiński, czy odbywały się castingi?
B.K : Były castingi. Jednak myślę, że jest to trochę taki film dla aktorów. Wiedziałem, że potrzebuje takiego aktora, który ma pewną dojrzałość i ma duży wachlarz, ma temperament. Potrafi być wściekły, ale też bardzo czuły, wrażliwy i bezsilny. Bezradny jak chłopiec. U Marcina to wszystko znalazłem. Wydaje mi się też, że nie do końca to wszystko było wykorzystywane wcześniej, takie bieguny, takie skrajności. Marcin z Krzyśkiem są też dobrze dobrani na zasadzie, że są to dwaj faceci, którzy poruszają innych ludzi. Nie wstydzą się swoich emocji , potrafią uruchamiać emocje i wywołuje to emocje u ludzi, nawet wzruszenie, śmiech, bo obydwaj też są dobrymi komediantami.
Z.M : Co jest najważniejsze dla Pana w tym filmie? Czym jest ta opowieść?
B.K : Jest to prosta historia o ludziach i emocjach. Skupiona jest na czterech postaciach, ale na tyle ciekawych, atrakcyjnych, różnorodnych a także tragicznych i śmiesznych, że wystarcza to na cały film.
Rozmawiała Zuza Mierzejewska









