COMA live at Arena Ursynów - relacja



I_love_my_penis Aleksandra "Jajko" Wu. (10.12.2009 17:40)

fot. mat. prasowe


Coma od premiery najnowszego albumu przeżywa oblężenie. Coraz więcej zaproszeń na komercyjne imprezy, coraz więcej nagród i co najważniejsze - fanów. Wiedzie im się ostatnimi czasy iście hipertroficznie. Nadmiar, przerost, niestety coraz częściej formy nad treścią.

Mystic Production, ich nowa wytwórnia płytowa wyszła z inicjatywą wydania koncertu na dvd. Skoro ostatnimi czasy jest tak wielki boom na Comę i tego nie mogło zabraknąć.

Afisze na ulicy, reklamy na MTV, wszystko by przyciągnąć 9 grudnia 2009 do warszawskiej Areny Ursynów jak największą rzeszę fanów. Niestety nie wprowadzono ograniczeń wiekowych co skutkowało tłumem nastolatek skandujących: Piotruś! Od kiedy wokalista w rytm muzyki żwawo rusza tyłkiem i posyła w tłum przeszywające na wskroś spojrzenia i serdeczne uśmiechy, nie da się tego uniknąć. Gitarzysta Witczak stara się w tym fachu dzielnie dotrzymując mu kroku, co udaje mu się wyśmienicie. Dla odmiany Kobza stoi jakby niewzruszony robiąc co do niego należy. Jednak chłopaki mają ten swój niebywały urok.

Koncert przeszło trzygodzinny. Zburzenie muru na początku iście widowiskowe. Pomysł z tańczącymi na scenie i ocierającymi się o chłopaków w rytm "Dyskotek" panienek też nie najgorszy. Niestety pomysł z niebiańską paradą wzbudził we mnie jedynie uczucie rozbawienia i politowania jednocześnie. No cóż, może to właśnie mięli na celu.
Setlista dobrana była wyśmienicie. "Rytmiczne i dynamiczne" kawałki na początku by spocić dostatecznie widownię, ballady na koniec. Zapoczątkowana w Lublinie tradycja, by obniżac swój poziom podczas 100 000 jednakowych miast miała w Warszawie swój ciąg dalszy. Przyznam, że zdziwiło mnie to bo był to mój pierwszy warszawski koncert, gdzie widownia podczas tego kawałka zachowała się jak należy. Coma perfekcyjnie potrafi solidaryzować ludzi. Niestety scena ustawiona była wyjątkowo nisko, dlatego w miarę dobra widoczność sięgała jedynie trzech pierwszych rzędów. Ja na szczęście znajdowałam się w pierwszej trójeczce, co pozwalało mi obserwować to show.

Nagle widownia zaczęła migrować - no tak, Roguc znowu rzucił się w tłum. Popływał chwilę na fali i rozradowany wrócił gdzie jego miejsce. Doznania trzymających go nastoletnich fanów zapewne bezcenne, jednak mógł wymyslic coś nowego zamiast powielac wzorzec obowiązująco niezmiennie podczas jesiennej trasy koncertowej. Na szczęście zagrali "Listopad". Nie przeszkadzali mi nawet gimnazjaliści śpiewający z Rogucem "amfetamina ma gorzki smak". Według mnie nie o taką gorycz mu chodziło ale to już inna bajka.
Gdyby był to jeden z pierwszych koncertów Comy, w którym uczestniczyłam prawdopodobnie byłabym zachwycona. I nie chodzi tu o to, że stac ich na więcej, po prostu zmiany są nieodłącznym postępującym procesem u artystów. Obojętnie czy przyczyny dla których teraz tworzą mijają się z pierwotnymi, nadal robią to dobrze i potrafią wyśmienicie trafic do odbiorców. Mam tylko nadzieję, że z biegiem lat, mimo iż prawdopodobnie ich priorytety zmieniły się, nie zapomnieli co to znaczy czuc.

Reasumując koncert wykonany poprawnie. Obiecane niespodzianki urozmaicały widowisko ale nie zwalały z nóg. Chciałabym cofnąć się w czasie do 2006 roku, gdy promowali "Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków". Wtedy widać było, że czuja to co robią. Widac było w tym wszystkim pasję i satysfakcję z dzieła, zarówno dla siebie jak i dla nas. Teraz wydaje mi się, że są to już wykute doświadczeniem na blachę akordy i słowa przesiąknięte aktorstwem wokalisty. Nie zakochałam się w nich po raz kolejny na tym koncercie, jednak dvd i tak kupię. Mimo wszystko chciałabym znaleźc się tam jeszcze raz, ale tym razem rozciągnięta na kanapie z paczką chipsów w jednej ręce i pilotem, pozwalającym przeskakiwac niektóre momenty, w drugiej.

Aleksandra "Jajko" Wu.

powiązania

Komentarze

I_love_my_penis Aleksandra "Jajko" Wu. (12.12.2009 17:27)
Podstawówkę skończyłam wieczorowo a gimnazjum zaocznie. Byłam w życiu na jakichś 40 koncertach tego zespołu w najróżniejszych miastach i powiem Ci, że jest z czym porównywac. Skoro to dvd miało byc posumowaniem 11 lat twórczości to mogli skondensowac ze sobą nie tylko najlepsze kawałki ale też kreowac postawy jakimi kiedys tak bardzo mnie oczarowali. To na prawdę już nie to samo co kiedyś. Po prostu z biegiem lat i pod naporem oszałamiającej kariery, zmienili się. Według mnie na gorsze ale to moja prywatna subiektywna opinia.
Default-av-2 Mnichsweet666 (12.12.2009 15:56)
Prawdopodobnie jedna z najbardziej marudnych relacji jakie w życiu czytałem. Kurczę nie widziałem tłumu nastolatek skandujących: "Piotruś". Autorka tekstu na szczęście już skończyła gimnazjum dzięki temu mogła narzekać na brak ograniczeń wiekowych. "Pierwszy koncert podczas..." - rozumiem, że zachowywanie się jak należy to powtórzenie tego co wydarzyło się na koncercie w Lublinie i nic innego-nie ma innego sposobu by się porządnie zachowywać na tym kawałku! Dziwne, byłem parę razy na Comie w Warszawie i jakoś zupełnie wystarczyło mi, że ludzie na tym kawałku się nie darli i tyle. "Doznania trzymających go nastoletnich fanów zapewne bezcenne, jednak mógł wymyslic coś nowego zamiast powielac wzorzec obowiązująco niezmiennie podczas jesiennej trasy koncertowej." Być może, ale podejrzewam, że nie wszyscy byli na koncertach z jesiennej trasy, więc niekoniecznie im to przeszkadzało. Oczywiście trudno się nie zgodzić z zarzutem, iż widowisko miało te momenty stworzone pod DVD, może faktycznie zabrakło czegoś w śpiewie Roguca, czy grze chłopaków (tylko w zasadzie czego?-może po prostu było za cicho:P), ale jeśli ktoś nastawił się na energetyczną zabawę i dał się ponieść atmosferze, to nie mógł narzekać.
Default-av-2 osimek1 (27.03.2010 00:09)
A ja polecam cofnąć się do czasów gdy na rynku nie było jeszcze "Zaprzepraszczonych sił wielkiej armii świętych znaków", do czasów kiedy coma grała underground lub kiedy chłopaki pojawili się z "pierwszym wyjściem z mroku" ktoś pamięta te czasy ? wielu starych fanów odeszło, muzyka zmieniła się, teksty zeszły na psy, a comcerty no coż kwestia tego kto co zna. coma była najlepszym zespołem na którego koncercie zdarzyło mi się być, ale podkreślam była... od czasów wydania hipertrofii zaprzestałem chodzenia na comcerty - dosyć mam popkultury, od robienia "show" jest Doda, a nie zespół który za parę lat będzie uważany za klasykę polskiego rocka.

ja rozumiem sława itd. ale nie przypuszczałem, że tak pieniądze mogą zmienić tak porządny zespół :(

z mojej strony szczere kondolencje dla zespołu coma

Komentuj