Rozmowa z Katarzyną Trzaską - reżyserką "10 lat do Nashville"



Default-av-2 Zuza Mierzejewska (19.12.2009 14:16)


Zuza Mierzejewska : Jak trafiłaś na swoją bohaterkę?

Katarzyna Trzaska: Na pierwszym roku reżyserii w Katowicach jeden z naszych profesorów, pan Maciej Pieprzyca, wszystkich studentów skierowuje na dworzec katowicki. Tam każdy wybiera sobie jakiś fragment życia dworca i z tego fragmentu ma zrobić krótką dokumentalną etiudę, właśnie o nazwie „Dworzec”. Od razu sobie wymyśliłam, że będą to sprzątające osoby, zwłaszcza chodziło mi o kobietę. Wydaje mi się, że sprzątaczka, nie bójmy się tego słowa, jest taką osobą, wokół której obrosło bardzo dużo stereotypów, odnośnie tego jak wygląda, kim jest, jak się zachowuje. Pomyślałam, że funkcjonuje pewien mit kulturowy dotyczący sprzątaczki i stwierdziłam, że zobaczymy jak to wygląda w realiach. Na dworcu była młoda ekipa osób sprzątających, wśród nich były dwie młode kobiety. Jedna z nich wydała mi się ciekawsza, tym bardziej potwierdziło się moje intuicyjnie spostrzeżenie kiedy zadałam jej pytanie: czy jest w życiu coś, czego żałuje? Bez wahania odpowiedziała, że żałuje tego, że nie jest muzykiem, że nie gra. Spędziła siedem lat na paskudnym dworcu, a z drugiej strony miała te marzenia o muzyce. Wydało mi się to właśnie takie bardzo filmowe (śmiech).

Z.M : Jaka była reakcja tej kobiety, gdy powiedziałaś jej, że chciałabyś zrobić o niej film dokumentalny?

K.T : Ona oraz cała ekipa sprzątająca podczas kręcenia tej etiudy szkolnej przyjęła to bardzo pozytywnie. Nie mieli nic przeciwko, żebym rejestrowała ich przy pracy. Wtedy jednak nie było mowy o życiu prywatnym, była mowa tyko o tym, że nie wychodzimy poza dworzec. Realizując dokument trzeba liczyć się z tym, że nie jest to film fabularny, gdzie ustalamy schemat dnia, gdzie aktor musi się dostosować do tego planu. Tutaj są to ludzie pracy, którzy mają bardzo mało czasu wolnego i z tego później wynikało dużo problemów.

Generalnie bohaterka i bohater nie mieli nic przeciwko, z drugiej strony nie są to takie osoby, które maja tzw. parcie na szkiełko. Obecność ekipy realizującej, nawet dla takich osób, które na początku podchodzą bardzo entuzjastycznie do tego, że robi się o nich film, później może stać się męcząca.

Z.M : W filmie 10 lat do Nashville oprócz głównej bohaterki pojawia się Mariusz, jej przyjaciel. Czy początkowo zakładałaś, że wystąpi on w filmie czy zmieniło się to później gdy poznałaś ją lepiej?

K.T : Na początku zakładałam, że będzie to film tylko o niej. Później okazało się, że jest ktoś z kim ona się bardzo mocno przyjaźni, Mariusz. Dla którego Stany Zjednoczone też są tak jak Eldorado, taką krainą szczęścia, do której chciałby pojechać i zobaczyć jak tam jest. Nie ukrywam, że dla samej konstrukcji filmu było lepiej, żeby był to wyjazd dwojga osób. Gdyby Iza pojechała sama, byłoby to trudniejsze realizacyjnie. Później już pojawiło się myślenie, że będziemy towarzyszyć im obojgu.





Z.M : Bohaterkę poznajemy w momencie planowania podróży, potem zaś jest przeskok w czasie, rok później, nie wiemy jak zebrała pieniądze na podróż do USA?

K.T : Ona miała pewne oszczędności. Dla ich obojga największą barierą wówczas (film powstał 3 lata temu) jeżeli chodzi o wyjazd do Stanów było otrzymanie wizy. Oboje należeli do tej kategorii osób, której konsul regularnie wizy odmawiał - to osoby nie znające angielskiego, może zajmujące się pracą fizyczną, zresztą to jest chyba loteria. Kilkakrotnie starali się o tę wizę i my rzeczywiście w tym im pomogliśmy, otrzymać ją. Kwestia przelotu
i życia tam okazała się być na ich możliwości.


Z.M : Bohaterowie nie znają języka angielskiego, widzimy jak trudno jest się im porozumieć. Czy Ty i ekipa ingerowaliście czasami, zdarzyło się wam im pomóc?

K.T : Od razu się z nimi umówiliśmy, że ponieważ robimy film, to staramy się nie ingerować. Sytuacji, których nie ma w filmie, kiedy nasza pomoc rzeczywiście okazała się niezbędna, było bardzo niewiele. W filmie są zaś tylko te sytuacje, w których oni radzili sobie sami.

Z.M : Czy przygotowywałaś swoich bohaterów w jakiś sposób do filmu? Ponieważ są to zwykli ludzie, którzy nie mieli wcześniej styczności z filmem.

K.T : W dokumencie z reguły rejestruje się bohatera w różnych sytuacjach. Na pewno się nie inscenizuje i nie zakłada się, że jakieś sytuacje się wydarzą. Długo kręciłam tą etiudę na dworcu, więc Iza wiedziała na czym polega praca ekipy filmowej. Zdawała sobie sprawę, że głównie chodziło o to, żeby nie zwracała na nas specjalnej uwagi i żeby zajmowała się swoimi sprawami. Mariusz w ogóle tego doświadczenia nie miał. Jednak dokument zakłada, że jest to film o autentycznych ludziach, w autentycznych sytuacjach, więc takie doświadczenie nie jest w ogóle potrzebne. Wiadomo, że każdy człowiek trochę inaczej zachowuje się przed kamerą, nawet jak się kręci w domu Święta Bożego Narodzenia. Może jest w bohaterach jakaś doza autokreacji, ale nie było tak, że ja mówiłam np. nie przeklinajcie lub nie poruszajcie jakiś tematów. Oni starali się być tacy jacy są naprawdę.

Z.M : W filmie pojawiają się też Amerykanie, ludzie miejscowi, bezdomni. Jak od tej strony przedstawia się realizacja dokumentu?

K.T : Jest taka zasada, że trzeba pytać wszystkich o zgodę. Mieliśmy taką sytuację, że zaczęliśmy bez zezwolenia kręcić bezdomnego. W ciągu kilku minut przyjechała policja. Bezdomny na naszych oczach wyciągnął telefon komórkowy i zadzwonił po policję, zrobił wielką awanturę. Policjanci byli w stosunku do nas bardzo uprzejmi z racji tego, że byliśmy turystami. Polski bezdomny to nie jest bezdomny amerykański, który jest w pełni świadomy swoich praw, tego że nie wolno go filmować i wykorzystywać w jakikolwiek inny sposób. Ma telefon komórkowy, stać go na rozmowy.
Wspaniałą osobą okazała się Ania Wydra, nasz kierownik produkcji, która zbierała pozwolenia na wykorzystanie wizerunku w formie pisemnej.
Ogólnie w Stanach nie ma z tym problemu. Ekipa tam zwykle kojarzy się z telewizją, na zasadzie, że od razu gdzieś ktoś będzie pokazany w jakimś programie.

Z.M : Czy film od początku miał mieć taką wymowę gdzie mamy dwoje głównych bohaterów, którzy wydają się być spełnieni, prawdziwą przyjaźń i marzenia? Czy założenia pierwotne uległy zmianie w trakcie realizacji?

K.T : Masz racje, że przy realizowaniu filmu dokumentalnego mamy jakieś założenia na początku, ale później może się okazać, że bohater się zmienił, może się okazać, że jest innym człowiekiem niż nam się wydawało, że jest. Mogliśmy go w czasie tego całego procesu kręcenia filmu lepiej poznać. Myślę, że realizując film dokumentalny trzeba być przede wszystkim bardzo otwartym człowiekiem, który nie stara się zakładać sobie wcześniej wysnutych hipotez i tez. Trzeba być otwartym na to, co powstanie na tym stole montażowym; może się okazać, że film będzie miał inny wydźwięk niż miał mieć na początku projektu. W dokumencie jest inaczej niż w filmie fabularnym, bo mamy do czynienia z żywym człowiekiem, a nie papierowym bohaterem, który został wcześniej nakreślony przez scenariusz. Myślę, że najważniejszą wymową akurat tego filmu jest to, że bohaterka jest pogodzona sama ze sobą, że znalazła jakieś swoje miejsce w świecie.




Z.M : Bohaterka jest wielką fanką muzyki country, która w Polsce nie należy do najpopularniejszych. Jak Ty się odnajdujesz w tej muzyce, jaki to miało wpływ na wymowę filmu i jego realizację, jak czułaś się w Nashville?

K.T : Nie byłam fanką country. Przez realizację tego filmu moje nastawienie do muzyki country zmieniło się. Jest to całkiem fajna muzyka, posłuchałam paru kawałków. Dla mnie na początku miało to o tyle takie znacznie, że dodawało to egzotyki tej postaci. Jest sprzątaczka, która nie dość, że gra na gitarze i kiedyś chciała gdzieś występować, to jeszcze bardzo lubi muzykę country, która w Polsce jest niszowym gatunkiem.
Jeżeli chodzi o Nashville, to kojarzyłam tą nazwę ze znanym filmem Altmana. Jednak wyobrażałam je sobie zupełnie inaczej, bardziej jak amerykańskie Mrągowo: piękne krajobrazy, jeziora, łąki. Spodziewałam się czegoś podobnego, że będzie to np. jakaś scena poza miastem, wśród zieleni.
Okazało się na miejscu, że całe to święto country, które odbywa się co roku w czerwcu jest w samym centrum, pomiędzy drapaczami chmur, w betonie. Było to dla mnie nawet pewne rozczarowanie.

Z.M : Czy bohaterowie widzieli film, jakie były ich reakcje?

K.T : Tak, widzieli już jakiś czas temu. Mariusz był zadowolony, chociaż ubolewał, że na planie nie było charakteryzatora... a z Izą jeszcze się nie rozmawiałam. Ponieważ po zakończeniu zdjęć wreszcie zerwała z pracą na dworcu. Zaczęła pracować w Holandii. Jest to również praca fizyczna, ale tam się lepiej odnajduje i na pewno lepiej zarabia. W związku z tym bardzo rzadko bywa w Polsce. W zawodowym życiu Mariusza raczej nic się nie zmieniło.
Bohaterowie mają mnie odwiedzić w styczniu, na co niecierpliwie czekam. Poza tym myślę, że zorganizujemy pokaz filmu w Katowicach dla nich i ich znajomych.
Bohaterów, oprócz samego filmu, interesują wszystkie materiały z całej tej podróży, ponieważ traktują ją niewątpliwie w kategorii wielkiego wyjazdu swojego życia.

Rozmawiała Zuza Mierzejewska


Katarzyna Trzaska – studiowała reżyserię telewizyjną i filmową na Wydziale Radia i Telewizji w Katowicach. Jest scenarzystką i reżyserką, autorką takich filmów krótkometrażowych jak : „ Nad jeziorem”, „ Pod powieką” oraz dokumentalnych – „ Schody”, „ 10 lat do Nashville” .

Komentuj