
Nowa płyta Lao Che jest wyjątkowo spięta – więcej w niej undergroundowego absurdu niż paraliżującej warstwy muzycznej. O ile antyszantowy debiut lidera kapeli brzmi w tej eksperymentalnej konwencji świetnie, o tyle w wydaniu Lao Che taki surrealizm tekstów budzi mieszane uczucia. Ma się wrażenie, że to inteligentne dziwactwo werbalno-dźwiękowe sięgnęło zenitu, a rzeka metafor wylewa się już z brzegów, co grozi potopem, a w dalszej kolejności hydropiekłowstąpieniem. Czy to oznacza, że poprzednia płyta była proroctwem? Rzeczywiście bliżej nowemu krążkowi pt. Prąd stały / Prąd zmienny do piekła niż do aureoli świętości, ale przekaz …

W chłodny marcowy wieczór 6 marca 2010 stolicę rozgrzewało Palladium, gdzie przybyli najwięksi fani zespołu LAO CHE. O godzinie 19:00 klub przy ulicy Złotej 9 był wypełniony. Gdzieniegdzie można było zobaczyć na koszulkach napisy Radio Bagdad, które było suportem w tym dniu. Reszta to wierni fani Spiętego i spółki. Koncert zaczął jednak z kilkuminutowym opóźnieniem drugi z suportów tego wieczoru – Bajzel. To człowiek–orkiestra, który jest w zespole sam. Gra na gitarze, zapętla ją i dodaje sample perkusyjne. Całość twórczości można określić jako mieszanka rocka alternatywnego z odrobiną elektroniki. Publiczność może nie szalała podczas …