BrodkaWokalistka ukryta w cieniu, długo szukająca własnego miejsca na polskiej scenie muzycznej. No i płyta, na którą nikt nie czekał. Czy to wróżyło dobrze?
Niezła granda! 20 września Monika Brodka zadziwiła większość krytyków! Wydała płytę, której nikt się nie spodziewał. Odważną, lekką, żywiołową i taką, po której już nikt nie zaprzeczy, że dziewczyna pochodzi z serca gór. Ale konkrety. Na płycie otrzymujemy jedenaście nagrań, które są połączeniem muzyki elektronicznej i folku. Zgadza się to zresztą z ostatnimi muzycznymi inspiracjami Brodki, które powędrowały w stronę muzycznej alternatywy. Szysza, chyba z najbardziej wyczuwalną i w wokalu, i w instrumentarium, nutą ludową, rozpoczyna płytę z przytupem. Nastrój ten trwa aż do "Krzyżówki dnia", bardzo zgrabnej szarady. Zwalnia przy, typowym dla ludowej twórczości wszelkiego typu - erotyku "Saute", autorstwa samej Moniki. Pieśni wręcz ociekającej namiętnością i seksualnością. Piąty numer "Hejnał" zapowiada nową jakość na płycie - robi się bardziej eklektycznie, ludyczność jest traktowana raczej jako materiał doświadczalny, a nie dogmatyczne założenie, wyraźniejsza staje się elektronika. Miło słuchać, jak duże wokalne możliwości ma Brodka. Płyta kończy się francuskojęzycznym "Excipitem". Czemu francuskojęzycznym? Trudno rzec, raczej ani styl piosenki, ani tekst tego nie uzasadnia, pytanie pewnie trzeba skierować do samej wokalistki.
Całość prezentuje się zgrabnie. Teksty autorstwa Jacka "Budynia" Szymkiewicza z Pogodno i Radka Łukasiewicza z Pustek są lekkie, pełne zabawy słowem I to jest zdecydowanie mocny punkt tej płyty. Choć porównania Brodki do Nosowskiej uważam za zdecydowanie przedwczesne, to jednak z pewnością „Granda” to krok w dobrą stronę.
Czego na nim brakuje? Odwagi. Charakterności. Jak na folk, za mało tu mocnych, wyrazistych akcentów, a elektronika wydaje się zbytnio poukrywana. Wydaje się, że materiał został potraktowany bardzo delikatnie i próbnie. A szkoda, bo miał szansę wybrzmieć lepiej. Mam nadzieję jednak, że Monika się rozpędzi i o kolejnej płycie będzie można już nie tylko mówić jak o solidnym materiale, ale o jeszcze bardziej dopracowanym, świeżym albumie, który narobi sporo szumu na krajowych scenach.
< edit >
Na powyższych wynurzeniach recenzja miała się skończyć. W międzyczasie między korektą tekstu, a jego wstawieniem miałem jednak okazję być na koncercie Moniki. Obecnie mogę z czystym sumieniem wycofać ostatni akapit, gdyż zobaczyłem tam wszystko, czego mi brakowało na płycie. Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości co do materiału z „Grandy” polecam również wybrać się na niesamowitą „Granda Tour”. Jaki jest koncert „nowej” Brodki? Cudownie energetyczny, wyrazisty, dopracowany w każdym calu, radosny. Usłyszałem prawdziwy folk i niezaprzeczalną elektronikę. Każdy instrument zyskuje na żywo agresywności, której na płycie nieco mi brakowało, co dowodzi wyjątkowości materiału. Track listę z płyty dopełniły na koncercie covery, a także… piosenka z repertuaru Brodki sprzed 4 lat (niestety nie byłem wtedy jej fanem, więc nie wiem, która dokładnie) zaaranżowane w nowym stylu. Wszystko wywarło efekt piorunujący, o czym upewnić się można pytając krakowską publiczność.
Tych, którzy po przesłuchaniu płyty są pełni wątpliwości i nie mają jeszcze sprecyzowanych do niej odczuć, zachęcam do wzięcia udziału w „Granda Tour” – prawdziwym festiwalu dźwięku i koloru we wszystkich pięciu smakach! Byłem i mogę z całą pewnością stwierdzić:
Brodka jest fajna!

powiązania