Autorka: Agnieszka Wójcińska
Tytuł: Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami
Fascynujący zbiór siedemnastu wywiadów z najlepszymi polskimi reporterami. Agnieszka Wójcińska pyta dziennikarzy o warsztat, o poszukiwanie tematu, o jasne i ciemne strony pracy nad reportażem. Wybitni reporterzy zdradzają, w jaki sposób docierają do swoich rozmówców, na co zwracają uwagę w terenie i jakie cechy, według nich, charakteryzują dobrze napisany reportaż.
... bo jak widać po recenzji z Podróży dla niektórych "recenzentów" przeczytanie książki to za duże wyzwanie....
----------------
"Ten zawód porywa, ale też strasznie rozrywa w środku. Wysysa, eksploatuje. Choć robię to z przyjemnością, psychicznie mnie to dużo kosztuje. (...) To jest jak praca kominiarza. On też może spaść z komina, ale wspina się wysoko i patrzy na świat z góry. To kapitalne. Naprawdę można mi pozazdrościć tej roboty".
Jacek Hugo-Bader
"Kiedy ktoś mi coś opowiada, jestem wczepiona w to, co on mówi. Tak strasznie chcę się dowiedzieć. Ludzie wyczuwają, że nie rozmawiam z nimi, jak o sadzeniu kapusty. Przeżywam to, co mówią. To nie jest wywiad, tylko rozmowa z drugą osobą, która musi zapomnieć, że jestem dziennikarką. Dlatego ten zawód jest niezbyt etyczny, ale bez tego nie da się zrobić dobrego reportażu".
Barbara Pietkiewicz
"Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć".
Wojciech Tochman
Fragment:
Małgorzata Szejnert (ur. 1936)
Dziennikarka, reporterka, pisarka. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego.
Po studiach pracowała w „Kurierze Polskim”, „Tygodniku Demokratycznym”,
„Panoramie Polskiej”, współpracowała także z tygodnikiem
„Polityka”.
W latach 1973–1981 była reporterką i kierowniczką działu reportażu
w tygodniku „Literatura”. W latach osiemdziesiątych zaangażowała
się w działalność opozycyjną. Po ogłoszeniu stanu wojennego odmówiła
pracy
w mediach oficjalnych i straciła etat w „Literaturze”. W tym samym
roku wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracowała m.in. w nowojorskim
„Nowym Dzienniku”.
Współzałożycielka „Gazety Wyborczej”, w której od 1990 roku przez
piętnaście lat prowadziła dział reportażu. Wychowała i wyszkoliła wielu
młodych reporterów.
Autorka zbiorów reportaży: Borowiki przy ternpajku (Warszawa 1972),
Ulica z latarnią (Warszawa 1977), I niespokojnie tu i tam (Olsztyn 1980),
wywiadu rzeki z Bohdanem Korzeniewskim Sława i infamia (Warszawa
1988) oraz książek Szczecin: Grudzień, Sierpień, Grudzień (Warszawa 1984,
współautor Tomasz Zalewski), Śród żywych duchów (Londyn 1990), Czarny
ogród (Kraków 2007) i Wyspa klucz (Kraków 2009).
Laureatka Nagrody Literackiej Gdynia za Wyspę klucz oraz Literackiej
Nagrody Mediów Publicznych Cogito i Górnośląskiego Tacyta za Czarny
ogród, nominowana za tę książkę do Nagrody Literackiej Nike i Literackiej
Nagrody Europy Środkowej Angelus. Uhonorowana nagrodą PEN Clubu
im. Ksawerego Pruszyńskiego za Śród żywych duchów i Nagrodą Kulturalną
„Solidarności” za Szczecin: Grudzień, Sierpień, Grudzień.
Kufry
W 1907 roku, w szczycie imigracyjnym, na Ellis Island wylądowało
około miliona przybyszy. Muzeum Imigracji, otwarte na
wyspie w 1990 roku, podwoiło ten rekord. Przyjmuje co roku
dwa miliony ludzi ze Stanów i świata. Wysiadają tłumnie na
nabrzeżu promowym, wchodzą w wielkie drzwi głównego
gmachu i natykają się na miasto kufrów.
W długim tunelu ze szkła stłoczono skrzynie podróżne, wykonane
przed wielu laty ciesielskim sposobem, na zrąb. Napierają
na siebie jak budynki w gęsto zaludnionej dzielnicy,
w której nie ma ulic lepszych i gorszych, a kamienice, spichrze,
stodoły, lamusy, świątynie sąsiadują ze sobą. Najwspanialszy
kufer ma beczkowaty dach na grubych żebrach, mocowanych
do zrębu na jaskółczy ogon, a złączenia uchwycono jeszcze
żelaznymi klamrami. Na każdej wytłoczono lub wykuto misterną
rozetę. Ściany licowano blachą, połyskującą różowo lub
lila, pięknie groszkowaną, która nie tylko zdobi, lecz chroni
jak zbroja. Ten kufer mógłby pełnić w mieście za szkłem rolę
synagogi.
Budowla, która dotyka ją węgłem, jest jeszcze większa niż
ona, ale prymitywna, z czerwonawych desek, i udaje ceglaną.
Jej ambitny właściciel także pomyślał o ozdobach i o bezpieczeństwie
– namalował na ścianach trzy czarne kwiaty,
regularne jak gotyckie maswerki, i wzmocnił konstrukcję
poprzeczną drewnianą obejmą. Obok stoi buda upleciona z łyka, a przy niej cisną się jeszcze biedniejsze schronienia,
namioty‑legowiska
ze szmat. Na niektórych domach widać
ślady wielokrotnych remontów, tu wysmołowano kawał ściany,
tu zabito dziurę dyktą, a jurty ze starych kilimów, dywanów
i koców są łatane, wiązane sznurkami, umacniane plecionkami,
spinane na rzemienie.
Tu i ówdzie stoi kamieniczka, wysoka, lecz wąska, o wzorzystych
kolorowych ścianach. Nie są one jednak malowane,
jak kamienice starówek lubelskiej, warszawskiej lub gdańskiej,
lecz obite grubą mocną tkaniną, prawdopodobnie zbitą
w foluszach.
Stodoły, które wciskają się między domy mieszczańskie,
marnie oheblowano, ale dobrze spasowano na węgłach. Niektóre
złożono z desek nie spod piły, ale spod siekiery; widać,
jak ostrze głaskało pień.
Gdyby wzdłuż szklanej ściany przeszedł się bagażowy Peter
McDonald, na pewno umiałby określić ojczyzny tych skrzyń,
kufrów, worów i tobołów. Zdziwiłby się, że wróciły na Ellis
Island.
Fragment książki Wyspa klucz
Krajobraz po detonacji
Dlaczego reporterka z Polski pisze o Ellis Island?
To, że zajęłam się tematem Ellis Island, jest wynikiem mojego
wieloletniego zainteresowania emigracją. Na początku było
ono związane z historiami rodzinnymi, ponieważ część mojej
rodziny po wojnie nie wróciła do Polski. Potem sama wyjechałam.
Po stanie wojennym nie chciałam już mieszkać w Polsce,
więc przez dwa i pół roku żyłam i pracowałam w Nowym Jorku.
To doświadczenie przyczyniło się do mojego uwrażliwienia na
ten temat, który przecież ciągle jest żywy. Wówczas nie zobaczyłam
muzeum na wyspie, bo było w remoncie. Ale o nim
mówiono, pisano, widać je było z brzegu.
A kiedy odwiedziła pani wyspę po raz pierwszy?
W latach dziewięćdziesiątych. Byłam wstrząśnięta tym, co
zobaczyłam. Ale wtedy jeszcze nie myślałam, by o tym pisać.
Zaczęłam pracę w „Gazecie Wyborczej”, byłam pochłonięta
tworzeniem działu reportażu, redagowaniem. Gdy przeszłam
na emeryturę, napisałam Czarny ogród. A potem zaczęłam się
zastanawiać, co znowu napisać.
I przypomniała sobie pani o Ellis Island?
Myślę, że z wszystkimi większymi tematami jest tak, że one
powoli się w człowieku osadzają, aż w pewnym momencie
następuje detonacja. Byłam z wizytą u przyjaciółki, która
prowadziła jakieś poszukiwania genealogiczne w internecie,
i powiedziałam jej: „Zajrzyj do witryny Ellis Island, oni mają
wielki program genealogiczny, może tam coś znajdziesz”.
Weszłyśmy razem i zaczęłyśmy szukać. I nagle olśnienie – to
jest temat! A kiedy zaczęłam sprawdzać w polskich bibliotekach
i okazało się, że nikt go nie tknął, byłam już absolutnie
pewna.
Wydanie I
Format: 125x205 mm
oprawa twarda, foliowana i lakierowana
Liczba stron: 280
Tytuł: Reporterzy bez fikcji. Rozmowy z polskimi reporterami
Fascynujący zbiór siedemnastu wywiadów z najlepszymi polskimi reporterami. Agnieszka Wójcińska pyta dziennikarzy o warsztat, o poszukiwanie tematu, o jasne i ciemne strony pracy nad reportażem. Wybitni reporterzy zdradzają, w jaki sposób docierają do swoich rozmówców, na co zwracają uwagę w terenie i jakie cechy, według nich, charakteryzują dobrze napisany reportaż.
... bo jak widać po recenzji z Podróży dla niektórych "recenzentów" przeczytanie książki to za duże wyzwanie....
----------------
"Ten zawód porywa, ale też strasznie rozrywa w środku. Wysysa, eksploatuje. Choć robię to z przyjemnością, psychicznie mnie to dużo kosztuje. (...) To jest jak praca kominiarza. On też może spaść z komina, ale wspina się wysoko i patrzy na świat z góry. To kapitalne. Naprawdę można mi pozazdrościć tej roboty".
Jacek Hugo-Bader
"Kiedy ktoś mi coś opowiada, jestem wczepiona w to, co on mówi. Tak strasznie chcę się dowiedzieć. Ludzie wyczuwają, że nie rozmawiam z nimi, jak o sadzeniu kapusty. Przeżywam to, co mówią. To nie jest wywiad, tylko rozmowa z drugą osobą, która musi zapomnieć, że jestem dziennikarką. Dlatego ten zawód jest niezbyt etyczny, ale bez tego nie da się zrobić dobrego reportażu".
Barbara Pietkiewicz
"Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz albo smród. Żeby się ubrudził, porzygał albo popłakał z bezradności. Chciałbym, by czytelnik chociaż na chwilę wszedł w skórę bohatera. Żeby zadrżał i pomyślał: i mnie się to może przydarzyć".
Wojciech Tochman
Fragment:
Małgorzata Szejnert (ur. 1936)
Dziennikarka, reporterka, pisarka. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego.
Po studiach pracowała w „Kurierze Polskim”, „Tygodniku Demokratycznym”,
„Panoramie Polskiej”, współpracowała także z tygodnikiem
„Polityka”.
W latach 1973–1981 była reporterką i kierowniczką działu reportażu
w tygodniku „Literatura”. W latach osiemdziesiątych zaangażowała
się w działalność opozycyjną. Po ogłoszeniu stanu wojennego odmówiła
pracy
w mediach oficjalnych i straciła etat w „Literaturze”. W tym samym
roku wyjechała do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracowała m.in. w nowojorskim
„Nowym Dzienniku”.
Współzałożycielka „Gazety Wyborczej”, w której od 1990 roku przez
piętnaście lat prowadziła dział reportażu. Wychowała i wyszkoliła wielu
młodych reporterów.
Autorka zbiorów reportaży: Borowiki przy ternpajku (Warszawa 1972),
Ulica z latarnią (Warszawa 1977), I niespokojnie tu i tam (Olsztyn 1980),
wywiadu rzeki z Bohdanem Korzeniewskim Sława i infamia (Warszawa
1988) oraz książek Szczecin: Grudzień, Sierpień, Grudzień (Warszawa 1984,
współautor Tomasz Zalewski), Śród żywych duchów (Londyn 1990), Czarny
ogród (Kraków 2007) i Wyspa klucz (Kraków 2009).
Laureatka Nagrody Literackiej Gdynia za Wyspę klucz oraz Literackiej
Nagrody Mediów Publicznych Cogito i Górnośląskiego Tacyta za Czarny
ogród, nominowana za tę książkę do Nagrody Literackiej Nike i Literackiej
Nagrody Europy Środkowej Angelus. Uhonorowana nagrodą PEN Clubu
im. Ksawerego Pruszyńskiego za Śród żywych duchów i Nagrodą Kulturalną
„Solidarności” za Szczecin: Grudzień, Sierpień, Grudzień.
Kufry
W 1907 roku, w szczycie imigracyjnym, na Ellis Island wylądowało
około miliona przybyszy. Muzeum Imigracji, otwarte na
wyspie w 1990 roku, podwoiło ten rekord. Przyjmuje co roku
dwa miliony ludzi ze Stanów i świata. Wysiadają tłumnie na
nabrzeżu promowym, wchodzą w wielkie drzwi głównego
gmachu i natykają się na miasto kufrów.
W długim tunelu ze szkła stłoczono skrzynie podróżne, wykonane
przed wielu laty ciesielskim sposobem, na zrąb. Napierają
na siebie jak budynki w gęsto zaludnionej dzielnicy,
w której nie ma ulic lepszych i gorszych, a kamienice, spichrze,
stodoły, lamusy, świątynie sąsiadują ze sobą. Najwspanialszy
kufer ma beczkowaty dach na grubych żebrach, mocowanych
do zrębu na jaskółczy ogon, a złączenia uchwycono jeszcze
żelaznymi klamrami. Na każdej wytłoczono lub wykuto misterną
rozetę. Ściany licowano blachą, połyskującą różowo lub
lila, pięknie groszkowaną, która nie tylko zdobi, lecz chroni
jak zbroja. Ten kufer mógłby pełnić w mieście za szkłem rolę
synagogi.
Budowla, która dotyka ją węgłem, jest jeszcze większa niż
ona, ale prymitywna, z czerwonawych desek, i udaje ceglaną.
Jej ambitny właściciel także pomyślał o ozdobach i o bezpieczeństwie
– namalował na ścianach trzy czarne kwiaty,
regularne jak gotyckie maswerki, i wzmocnił konstrukcję
poprzeczną drewnianą obejmą. Obok stoi buda upleciona z łyka, a przy niej cisną się jeszcze biedniejsze schronienia,
namioty‑legowiska
ze szmat. Na niektórych domach widać
ślady wielokrotnych remontów, tu wysmołowano kawał ściany,
tu zabito dziurę dyktą, a jurty ze starych kilimów, dywanów
i koców są łatane, wiązane sznurkami, umacniane plecionkami,
spinane na rzemienie.
Tu i ówdzie stoi kamieniczka, wysoka, lecz wąska, o wzorzystych
kolorowych ścianach. Nie są one jednak malowane,
jak kamienice starówek lubelskiej, warszawskiej lub gdańskiej,
lecz obite grubą mocną tkaniną, prawdopodobnie zbitą
w foluszach.
Stodoły, które wciskają się między domy mieszczańskie,
marnie oheblowano, ale dobrze spasowano na węgłach. Niektóre
złożono z desek nie spod piły, ale spod siekiery; widać,
jak ostrze głaskało pień.
Gdyby wzdłuż szklanej ściany przeszedł się bagażowy Peter
McDonald, na pewno umiałby określić ojczyzny tych skrzyń,
kufrów, worów i tobołów. Zdziwiłby się, że wróciły na Ellis
Island.
Fragment książki Wyspa klucz
Krajobraz po detonacji
Dlaczego reporterka z Polski pisze o Ellis Island?
To, że zajęłam się tematem Ellis Island, jest wynikiem mojego
wieloletniego zainteresowania emigracją. Na początku było
ono związane z historiami rodzinnymi, ponieważ część mojej
rodziny po wojnie nie wróciła do Polski. Potem sama wyjechałam.
Po stanie wojennym nie chciałam już mieszkać w Polsce,
więc przez dwa i pół roku żyłam i pracowałam w Nowym Jorku.
To doświadczenie przyczyniło się do mojego uwrażliwienia na
ten temat, który przecież ciągle jest żywy. Wówczas nie zobaczyłam
muzeum na wyspie, bo było w remoncie. Ale o nim
mówiono, pisano, widać je było z brzegu.
A kiedy odwiedziła pani wyspę po raz pierwszy?
W latach dziewięćdziesiątych. Byłam wstrząśnięta tym, co
zobaczyłam. Ale wtedy jeszcze nie myślałam, by o tym pisać.
Zaczęłam pracę w „Gazecie Wyborczej”, byłam pochłonięta
tworzeniem działu reportażu, redagowaniem. Gdy przeszłam
na emeryturę, napisałam Czarny ogród. A potem zaczęłam się
zastanawiać, co znowu napisać.
I przypomniała sobie pani o Ellis Island?
Myślę, że z wszystkimi większymi tematami jest tak, że one
powoli się w człowieku osadzają, aż w pewnym momencie
następuje detonacja. Byłam z wizytą u przyjaciółki, która
prowadziła jakieś poszukiwania genealogiczne w internecie,
i powiedziałam jej: „Zajrzyj do witryny Ellis Island, oni mają
wielki program genealogiczny, może tam coś znajdziesz”.
Weszłyśmy razem i zaczęłyśmy szukać. I nagle olśnienie – to
jest temat! A kiedy zaczęłam sprawdzać w polskich bibliotekach
i okazało się, że nikt go nie tknął, byłam już absolutnie
pewna.
Wydanie I
Format: 125x205 mm
oprawa twarda, foliowana i lakierowana
Liczba stron: 280











