Autor: Alberto Fuguet
Tytuł: Filmy mojego życia
Podróżujący z Chile do Japonii młody sejsmolog Beltrán Soler zatrzymuje się w hotelu na obrzeżach Los Angeles i zamiast kontynuować lot – bierze się za spisanie listy najważniejszych filmów swojego życia. Ranking ów pozwala mu zanurzyć się we własną przeszłość, bo przecież każdemu seansowi towarzyszą różne wspomnienia, okoliczności, ludzie i rozmowy.
Słoneczne dzieciństwo w hollywoodzkiej Kalifornii i bolesne dojrzewanie w surowym Santiago, nixonowska Ameryka i pinochetowskie Chile, ekscentryczna rodzina w kryzysie i filmowa obsesja, pierwsze miłości i zdrada najbliższych, Bliskie spotkania trzeciego stopnia i Carrie – wszystko to splata się w fascynującą opowieść w rytmie pop.
"Filmy mojego życia" to najgłośniejsza powieść Alberta Fugueta, czołowego przedstawiciela „pokolenia McOndo”.
Opinie:
Siła Fugueta kryje się w umiejętności przywoływania radości, traum, lęków i nadziei dzieciństwa oraz młodości, a to, jak się wydaje, przekracza wszelkie narodowe granice.
Michael Dirda, „The Washington Post Book World”
Błyskotliwy pomysł rozwinięty z ciepłem i humorem: niezwykle wciągająca historia.
„Kirkus Reviews”
seria: postm@condo
przełożył: Tomasz Pindel
Format: 125×205 mm
========
O SERII POSTM@CONDO:
W serii postm@condo prezentujemy nowe pokolenie autorów z hiszpańsko- i portugalskojęzycznej Ameryki, stawiających na prozę ambitną, poszukującą i błyskotliwą. Nie proponujemy opowieści o magicznych miasteczkach, nieśmiertelnych dyktatorach i domach nawiedzanych przez duchy. Przedstawiamy fascynujące historie pokazujące współczesną Amerykę Łacińską, a także znakomite książki latynoamerykańskich pisarzy, które z ich rodzimym kontynentem nie mają wiele wspólnego…
Już w księgarniach:
Edmundo Paz Soldán - Śmierć na ulicy Unzueta
Jaime Bayly - Noc jest dziewicą
Rodrigo Fresán - Ogrody Kensington
=======
FRAGMENT:
Jak doszło do tego, że ułożyłem listę filmów mojego życia?
Skąd przyplątał się taki pomysł? Dlaczego zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Los Angeles zacząłem sporządzać w głowie spis filmów i dlaczego przydarzyło mi się coś, co nigdy, jak myślałem, się nie wydarzy? Jak to się stało, że zjeździłem
całe to niekończące się miasto, siedząc na tylnym siedzeniu zielonego malibu, mając za szofera szpakowatego Salwadorczyka?
Co sprawiło, że w rozświetlonych salach sklepu „DVD Planet”, wypełnionego nawiedzonymi samotnikami i podejrzanymi typami różnej maści, zakręciło mi się w głowie?
Dlaczego na nowo zacząłem rozmyślać – przeżywać, cieszyć się, cierpieć – o wydarzeniach, osobach, filmach, które już dawno udało mi się wyprzeć ze swojej świadomości? Dlaczego przypomniałem sobie o nich teraz, po tak długim czasie?
Dlaczego po latach niechodzenia do kina, nieoglądania żadnych, absolutnie żadnych filmów, powróciłem w pamięci do czasów, gdy dosłownie pochłaniałem film za filmem? Innymi słowy: What the fuck is going on?
To, co właśnie się dzieje, jest straszne.
Dobra, nie aż tak straszne, chociaż dla mnie – tak, straszne. Porzuciłem zobowiązania, które miałem wobec uniwersytetu, zboczyłem z trasy, nie dojechałem tam, gdzie na mnie czekano.
Jestem w Los Angeles, „El‑ej”
The City of Angels, w zatoce
San Fernando, w Van Nuys, przy uskoku Elysian Park
System.
Co ja tutaj robię?
Dlaczego wciąż znajduję się w tym mieście? Dlaczego zamiast być w Tokio zgodnie z planem, tak jak było to ustalone, zaszyłem się w pokoju hotelu „Holiday Inn”, z widokiem na autostradę 405, i piszę jak jakiś obłąkaniec?
Siedzę tu tak już od czterech dni, przez ten czas balansując na krawędzi, idąc na całego, momentami w zwolnionym tempie, czasami na podwójnym fast forward. Jest 6 : 43 rano, właśnie wzeszło słońce, ciepły powiew wiatru od strony
Santa Ana zachęca do kąpieli w hotelowym basenie na dole. Lód, w którego poszukiwaniu wyruszyłem w głąb korytarza, zdążył się już roztopić. Dywan zdobią okruszki po Twinkies i resztki po pestkach z dyni.
Czy weszliście kiedyś do kuchni, znudzeni, zmęczeni, zaspani, snując się niczym zombi, czując suchość w gardle, trampek w ustach, i mając jedno marzenie – otworzyć schłodzoną, orzeźwiającą dwulitrową butelkę coca‑coli, przyssać
się do niej i pociągnąć z gwinta duży łyk? Właśnie wtedy, przekręcając zakrętkę, nie zanotowawszy nic podejrzanego, spostrzegacie, że ktoś (może wy sami) chwilę wcześniej bezlitośnie wstrząsnął butelką, jest już jednak za późno, zawsze jest za późno, plastikowa nakrętka zostaje odkręcona, i puff, paff, tsszzzzt… cała ciemna zawartość butelki, piana i bąbelki gazu, wybucha ci prosto w twarz, roztrzaskując się o nią jak wodospad o skałę, i nie można zrobić już nic więcej, tylko czekać, aż erupcja dobiegnie końca. No, więc właśnie w takim mniej więcej stanie znajduję się teraz.
W rzeczywistości jest dużo gorzej. Ale nie jest źle. Powiedzmy, że to ja jestem butelką coca‑coli, a tym, kto mną wstrząsnął, jest kobieta, której (całkiem możliwe) już nigdy nie zobaczę. To ona spojrzała mi prosto w oczy, ona sprawiła,
że się uśmiechnąłem, stałem się rozmowny, wywołała u mnie wątpliwości, sprawiła, że inaczej spojrzałem na niektóre sprawy. Otworzyła mi pamięć i wypuściła
Independent.pl jest patronem medialnym tej książki
Tytuł: Filmy mojego życia
Podróżujący z Chile do Japonii młody sejsmolog Beltrán Soler zatrzymuje się w hotelu na obrzeżach Los Angeles i zamiast kontynuować lot – bierze się za spisanie listy najważniejszych filmów swojego życia. Ranking ów pozwala mu zanurzyć się we własną przeszłość, bo przecież każdemu seansowi towarzyszą różne wspomnienia, okoliczności, ludzie i rozmowy.
Słoneczne dzieciństwo w hollywoodzkiej Kalifornii i bolesne dojrzewanie w surowym Santiago, nixonowska Ameryka i pinochetowskie Chile, ekscentryczna rodzina w kryzysie i filmowa obsesja, pierwsze miłości i zdrada najbliższych, Bliskie spotkania trzeciego stopnia i Carrie – wszystko to splata się w fascynującą opowieść w rytmie pop.
"Filmy mojego życia" to najgłośniejsza powieść Alberta Fugueta, czołowego przedstawiciela „pokolenia McOndo”.
Opinie:
Siła Fugueta kryje się w umiejętności przywoływania radości, traum, lęków i nadziei dzieciństwa oraz młodości, a to, jak się wydaje, przekracza wszelkie narodowe granice.
Michael Dirda, „The Washington Post Book World”
Błyskotliwy pomysł rozwinięty z ciepłem i humorem: niezwykle wciągająca historia.
„Kirkus Reviews”
seria: postm@condo
przełożył: Tomasz Pindel
Format: 125×205 mm
========
O SERII POSTM@CONDO:
W serii postm@condo prezentujemy nowe pokolenie autorów z hiszpańsko- i portugalskojęzycznej Ameryki, stawiających na prozę ambitną, poszukującą i błyskotliwą. Nie proponujemy opowieści o magicznych miasteczkach, nieśmiertelnych dyktatorach i domach nawiedzanych przez duchy. Przedstawiamy fascynujące historie pokazujące współczesną Amerykę Łacińską, a także znakomite książki latynoamerykańskich pisarzy, które z ich rodzimym kontynentem nie mają wiele wspólnego…
Już w księgarniach:
Edmundo Paz Soldán - Śmierć na ulicy Unzueta
Jaime Bayly - Noc jest dziewicą
Rodrigo Fresán - Ogrody Kensington
=======
FRAGMENT:
Jak doszło do tego, że ułożyłem listę filmów mojego życia?
Skąd przyplątał się taki pomysł? Dlaczego zaraz po wylądowaniu na lotnisku w Los Angeles zacząłem sporządzać w głowie spis filmów i dlaczego przydarzyło mi się coś, co nigdy, jak myślałem, się nie wydarzy? Jak to się stało, że zjeździłem
całe to niekończące się miasto, siedząc na tylnym siedzeniu zielonego malibu, mając za szofera szpakowatego Salwadorczyka?
Co sprawiło, że w rozświetlonych salach sklepu „DVD Planet”, wypełnionego nawiedzonymi samotnikami i podejrzanymi typami różnej maści, zakręciło mi się w głowie?
Dlaczego na nowo zacząłem rozmyślać – przeżywać, cieszyć się, cierpieć – o wydarzeniach, osobach, filmach, które już dawno udało mi się wyprzeć ze swojej świadomości? Dlaczego przypomniałem sobie o nich teraz, po tak długim czasie?
Dlaczego po latach niechodzenia do kina, nieoglądania żadnych, absolutnie żadnych filmów, powróciłem w pamięci do czasów, gdy dosłownie pochłaniałem film za filmem? Innymi słowy: What the fuck is going on?
To, co właśnie się dzieje, jest straszne.
Dobra, nie aż tak straszne, chociaż dla mnie – tak, straszne. Porzuciłem zobowiązania, które miałem wobec uniwersytetu, zboczyłem z trasy, nie dojechałem tam, gdzie na mnie czekano.
Jestem w Los Angeles, „El‑ej”
The City of Angels, w zatoce
San Fernando, w Van Nuys, przy uskoku Elysian Park
System.
Co ja tutaj robię?
Dlaczego wciąż znajduję się w tym mieście? Dlaczego zamiast być w Tokio zgodnie z planem, tak jak było to ustalone, zaszyłem się w pokoju hotelu „Holiday Inn”, z widokiem na autostradę 405, i piszę jak jakiś obłąkaniec?
Siedzę tu tak już od czterech dni, przez ten czas balansując na krawędzi, idąc na całego, momentami w zwolnionym tempie, czasami na podwójnym fast forward. Jest 6 : 43 rano, właśnie wzeszło słońce, ciepły powiew wiatru od strony
Santa Ana zachęca do kąpieli w hotelowym basenie na dole. Lód, w którego poszukiwaniu wyruszyłem w głąb korytarza, zdążył się już roztopić. Dywan zdobią okruszki po Twinkies i resztki po pestkach z dyni.
Czy weszliście kiedyś do kuchni, znudzeni, zmęczeni, zaspani, snując się niczym zombi, czując suchość w gardle, trampek w ustach, i mając jedno marzenie – otworzyć schłodzoną, orzeźwiającą dwulitrową butelkę coca‑coli, przyssać
się do niej i pociągnąć z gwinta duży łyk? Właśnie wtedy, przekręcając zakrętkę, nie zanotowawszy nic podejrzanego, spostrzegacie, że ktoś (może wy sami) chwilę wcześniej bezlitośnie wstrząsnął butelką, jest już jednak za późno, zawsze jest za późno, plastikowa nakrętka zostaje odkręcona, i puff, paff, tsszzzzt… cała ciemna zawartość butelki, piana i bąbelki gazu, wybucha ci prosto w twarz, roztrzaskując się o nią jak wodospad o skałę, i nie można zrobić już nic więcej, tylko czekać, aż erupcja dobiegnie końca. No, więc właśnie w takim mniej więcej stanie znajduję się teraz.
W rzeczywistości jest dużo gorzej. Ale nie jest źle. Powiedzmy, że to ja jestem butelką coca‑coli, a tym, kto mną wstrząsnął, jest kobieta, której (całkiem możliwe) już nigdy nie zobaczę. To ona spojrzała mi prosto w oczy, ona sprawiła,
że się uśmiechnąłem, stałem się rozmowny, wywołała u mnie wątpliwości, sprawiła, że inaczej spojrzałem na niektóre sprawy. Otworzyła mi pamięć i wypuściła
Wydawca: Muchaniesiada.com
Data wydania: 2008-11-03
Independent.pl jest patronem medialnym tej książki











