Autor: Henning Mankell
Tytuł: Chińczyk
Trwa świetna passa Henninga Mankella, a jego zeszłoroczny kryminał Chińczyk stał się międzynarodowym wydarzeniem. Na początku 2010 roku ukaże się w USA, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Polska premiera już w listopadzie 2009 roku!
Mankell w swoich kryminałach nie ogranicza się do anatomii zbrodni; zabiera również głos w dyskusjach na tematy polityczne i społeczne. Taka też jest problematyka jego powieści Chińczyk, która odważnie podejmuje zagadnienie rozwoju i ekspansji światowego mocarstwa. Prawa do przekładu Chińczyka zakupiło kilkunastu wydawców z całego świata.
W styczniu 2006 roku w odludnej wiosce zostaje brutalnie zamordowanych kilkanaście osób, w Szwecji wybucha medialna gorączka, a dochodzenie w zagadkowej sprawie nie prowadzi do jej wyjaśnienia.
Tymczasem Birgitta Roslin, doświadczony sędzia, odkrywa, że jest spokrewniona z dwiema ofiarami i rozpoczyna prywatne śledztwo. Niebawem wpada na trop Chińczyka, który może być odpowiedzialny za masakrę. Ten ślad prowadzi do stolicy Chin i Birgitta wybiera się na wycieczkę do Pekinu. Szukając mordercy, poznaje rodzeństwo, które symbolizuje wewnętrzne rozdarcie tego kraju: komunistkę Hong Qui, która sprawuje nad cudzoziemką dyskretną opiekę, i jej brata Ya Ru, reprezentującego frakcję „kapitalistyczną”.
Rozgrywki polityczne w Chinach nieoczekiwanie splotą się z wydarzeniami w szwedzkiej wiosce… Birgitta Roslin chce rozwiązać zagadkę masakry, choć sama znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
nagrody: Nagroda XV Arcebismo San Clemente 2009
Opinie:
Ta bardzo ważna książka w przekonujący sposób opisuje sytuację świata dziś i jutro, z Chinami w jego centrum.
„Ystads Allehanda”
Fantastyczna książka. Jak dotąd, najlepsza w tym roku. Bez względu na to, czy czytana jako kryminał, thriller, powieść czy komentarz do dzisiejszego świata […], jest fascynująca.
„Kulturspeilet”
Henning Mankell jest bardzo zręcznym i fachowym pisarzem, który wykorzystuje ramy gatunku do wyższych celów, nie nużąc przy tym […]. Powieść czyta się wyjątkowo dobrze i trudno ją odłożyć […]. Prawdopodobnie najlepsza książka od Psów z Rygi.
„Politiken”
Język Mankella jest bardzo obrazowy. Ta powieść jest najlepszym thrillerem od piętnastu lat.
„Svenska Dagbladet”
Fragment:
– Mówi Vivi Sundberg. Chciałabym rozmawiać z panią Birgittą Roslin.
– To ja.
– Powiedziano mi, kim pani jest, ale nie wiem, czego właściwie pani chce. Z pewnością domyśla się pani, że mamy tu mnóstwo pracy. Czy dobrze zrozumiałam? Jest pani sędzią?
– Zgadza się. Nie zabiorę pani dużo czasu. Moja matka, która od dawna nie żyje, była adoptowana przez rodzinę nazwiskiem Andrén. Widziałam wiele fotografii, z których wynika, że mieszkali w jednym z tych domów.
– Nie ja zajmuję się kontaktami z krewnymi ofiar. Proponuję, żeby porozmawiała pani z Erikiem Huddénem.
– Ale wśród ofiar są ludzie o tym nazwisku?
– Skoro już pani pyta, wygląda na to, że rodzina Andrén stanowiła w tej wsi większość.
– I wszyscy nie żyją?
– Nie odpowiem na to pytanie. Jakie były imiona przybranych rodziców pani matki?
Birgitta miała pod ręką teczką z dokumentami. Rozwiązała sznurek i zaczęła szukać wśród papierów.
– Nie mogę czekać – powiedziała Vivi Sundberg. – Proszę zadzwonić, kiedy będzie pani wiedziała.
– Już je mam. Brita i August Andrén. Muszą mieć ponad dziewięćdziesiąt, może nawet dziewięćdziesiąt pięć lat.
Trwało milczenie. Birgitta słyszała w słuchawce szelest kartek. Po chwili Vivi wróciła do rozmowy.
– Są tutaj. Niestety nie żyją. Najstarsze z nich miało dziewięćdziesiąt sześć lat. Muszę panią jednak prosić o nieprzekazywanie tej informacji żadnej z gazet.
– Dlaczego, na Boga, miałabym to robić?
– Jest pani sędzią. Dobrze pani wie, jak to czasem wygląda, i dlaczego muszę o to prosić.
Birgitta Roslin doskonale wiedziała. Od czasu do czasu rozmawiała ze swoimi kolegami o tym, że dziennikarze rzadko kiedy ich nagabują. Raczej nie liczą na to, że sędzia będzie skłonny udzielić im informacji, które nie powinny zostać ujawnione.
– Oczywiście interesuje mnie też przebieg śledztwa.
– Ani ja, ani żaden z moich kolegów nie mamy czasu na udzielanie informacji pojedynczym osobom. Jesteśmy oblegani przez media. Niektórzy próbują się nawet przedzierać przez zabezpieczenia blokujące dostęp do miejsca zbrodni. Wczoraj przyłapaliśmy w jednym z domów mężczyznę z kamerą. Odsyłam panią do Huddéna. Proszę zadzwonić do Hudiksvall.
Ostatnie słowa Vivi Sundberg wypowiedziała zniecierpliwionym i poirytowanym tonem. Birgitta ją rozumiała. Przypomniała sobie, co Hugo Malmberg powiedział na temat swojego zadowolenia, że nie znalazł się w centrum tych wydarzeń.
– Dziękuję, że pani oddzwoniła. Nie będę więcej przeszkadzać.
Birgitta zastanawiała się przez chwilę nad tym, co usłyszała. Miała już pewność, że przybrani rodzice jej matki zostali zamordowani. Teraz ona i wszyscy pozostali krewni ofiar musieli uzbroić się w cierpliwość i czekać na efekty pracy policji.
Zastanawiała się, czy zadzwonić na posterunek w Hudiksvall i poprosić o rozmowę z policjantem Huddénem. Cóż jednak więcej mogła od niego usłyszeć? Zdecydowała, że nie zadzwoni. Zamiast tego zaczęła dokładnie studiować papiery z teczki po rodzicach. Minęło wiele lat od czasu, gdy ostatnio do niej zaglądała. Części dokumentów nigdy wcześniej dokładnie nie przeczytała.
Zawartość teczki posortowała na trzy kupki. Pierwsza dotyczyła historii jej ojca spoczywającego na dnie Bałtyku, u wybrzeży Gävle. W słonej wodzie szkielety nie rozpadają się zbyt szybko. Gdzieś w piasku na dnie morza leżą jego kości i czaszka. Druga kupka składała się z dokumentów dotyczących wspólnego życia matki i Birgity, nienarodzonej i narodzonej. Ostatnia, największa kupka dotyczyła Gerdy Lööf, która pewnego dnia przyjęła nazwisko Andrén. Powoli i uważnie Birgitta przeczytała wszystkie dokumenty. Gdy doszła do momentu, w którym matka została adoptowana, musiała nieco zwolnić. Wiele kartek było wyblakłych i trudnych do odcyfrowania, pomimo że czytała je przez lupę.
Wyjęła z szuflady biurka notes i zaczęła notować imiona i wiek poszczególnych członków przybranej rodziny. Sama urodziła się wiosną roku 1949. Jej matka miała wówczas osiemnaście lat, a więc urodziła się w roku 1931. Na jednej kartce znalazła daty urodzenia Brity i Augusta. Ona urodziła się w sierpniu 1909 roku, on w grudniu 1910. Mieli więc dwadzieścia i dwadzieścia jeden lat, kiedy przyszła na świat Gerda, i około trzydziestki, gdy przybyła do Hesjövallen.
Nie znalazła żadnych dokumentów świadczących o tym, że tam właśnie mieszkali. Przekonała ją jednak fotografia, którą jeszcze raz dokładnie porównała ze zdjęciem znalezionym w gazecie. Nie było mowy o pomyłce.
Przyglądała się sztywno wyprostowanym postaciom na starej fotografii. W centrum znajdowała się para starszych ludzi, nieco z boku dwoje młodszych. Czy mogli to być Brita i August? Zdjęcie nie było opisane, nie znalazła na jego odwrocie żadnej daty. Próbowała określić czas, kiedy mogło zostać zrobione. Co mówiły na ten temat ubrania fotografowanych osób? Wszyscy byli wystrojeni do zdjęcia, ale na wsi jeden garnitur nieraz starczał na całe życie.
Birgitta odłożyła fotografię i wróciła do przeglądania dokumentów i listów. W roku 1942 Brita zapadła na jakąś chorobę żołądka i leżała w szpitalu w Hudiksvall. Gerda napisała do niej list z życzeniami powrotu do zdrowia. Miała wtedy jedenaście lat i jej pismo było kanciaste. W liście zrobiła trochę błędów, róg kartki został przyozdobiony kwiatkiem o nierównych płatkach.
Birgitta poczuła wzruszenie i zastanawiała się, jak to możliwe, że dotąd nie odkryła tego listu. Był w kopercie, razem z innym. Ale dlaczego nigdy jej nie otworzyła? Czy to z powodu bólu po śmierci Gerdy? Może dlatego przez długi czas nie chciała ruszać niczego, co by o niej przypominało?
Odchyliła się w krześle i zamknęła oczy. Swojej matce zawdzięczała wszystko. Gerda, która nie ukończyła nawet podstawówki, wciąż mobilizowała córkę do nauki. Teraz nasza kolej, mówiła. Teraz córki klasy robotniczej mogą zdobyć wykształcenie. Tak też Birgitta zrobiła. Właśnie w latach sześćdziesiątych na uniwersytety płynął strumień uczniów pochodzących nie tylko z rodzin mieszczańskich. Przynależność do radykalnych lewicowych ugrupowań była czymś oczywistym. W życiu chodziło wówczas nie tylko o zrozumienie go, ale przede wszystkim o wprowadzanie zmian.
Otworzyła oczy.
– Nie stało się tak, jak planowałam – powiedziała sama do siebie. – Zdobyłam wykształcenie, zostałam prawnikiem. Porzuciłam moje radykalne poglądy, właściwie nie wiem dlaczego. Nawet teraz, gdy za chwilę skończę sześćdziesiąt lat, nie mam odwagi zapytać, co właściwie zrobiłam ze swoim życiem.
Wróciła do przeglądania dokumentów, czytając metodycznie jeden po drugim. Znów natrafiła na list. Koperta miała niebieskawy odcień i amerykańskie stemple. Cienki papier był zapisany maczkiem. Birgitta skierowała na list światło biurkowej lampki i wzięła lupę. List napisano po szwedzku, ale w tekście widniało wiele angielskich słów. Ktoś imieniem Gustaf opowiadał o swojej pracy – był hodowcą świń. Właśnie zmarło dziecko imieniem Emily, w domu panował „duży sorrow”. Był ciekaw, co słychać w domu w Hälsingland, jak się miewa rodzina, jak idą żniwa i czy zwierzęta dobrze się chowają. Na liście widniała data: 19 czerwca 1896 roku. Na kopercie był adres: August Andrén, Hesjövallen, Sweden. Przybranego dziadka nie było jeszcze wtedy na świecie, pomyślała. Zapewne list napisano do jego ojca, skoro zachowała go rodzina Gerdy. Ale dlaczego znalazł się wśród jej dokumentów?
Na samym dole, poniżej podpisu, znajdował się adres: Mr Gustaf Andrén, Minneapolis Post Office, Minnesota, United States of America.
Ponownie otworzyła stary atlas. Minnesota to kraina rolnicza. A więc to tam wyemigrowała część rodziny Andrén z Hesjövallen ponad sto lat temu.
Po chwili znalazła list świadczący o tym, że inny członek rodziny osiadł w innej części USA. Nosił imiona Jan August i najwyraźniej pracował przy budowie kolei, która łączy dziś wschodnie i zachodnie wybrzeże tego ogromnego kraju. W liście Jan August pytał o rodzinę, zastanawiał się, którzy jej członkowie jeszcze żyją, a którzy zmarli. Większa część tekstu była niestety nieczytelna. Pismo się rozmazało.
Jan August miał następujący adres: Reno Post Office, Nevada, United States of America.
Czytała dalej, ale wśród licznych pism nie znalazła już nic, co dotyczyłoby związków jej matki z rodziną Andrén.
Odsunęła teczkę, weszła do internetu i nie licząc na to, że znajdzie coś ciekawego, zaczęła szukać adresu w Minneapolis, który podał Gustaf Andrén. Zgodnie z oczekiwaniami znalazła parę nieistotnych informacji. Spróbowała więc znaleźć adres w Nevadzie. Na ekranie wyświetlił się link do „Reno Gazette Journal”. W tym samym czasie zadzwonił telefon, był to sympatyczny młody mężczyzna z biura podróży, mówiący z duńskim akcentem. Przedstawił Birgitcie warunki podróży i opisał hotel. Nie zastanawiając się, zrobiła wstępną rezerwację i obiecała potwierdzić ją najpóźniej nazajutrz rano.
Weszła na stronę „Reno Gazette Journal”. W prawym górnym rogu znalazła różne podstrony do wyboru, w zależności od tematów i artykułów, które by ją interesowały. Już miała zamknąć stronę, gdy przypomniała sobie, że szukała nazwiska Andrén, a nie adresu pocztowego w Reno. Skoro znalazła się na stronie „Reno Gazette Journal”, musiało to mieć jakiś związek z nazwiskiem. Zaczęła przeglądać gazetę strona po stronie, temat po temacie.
Widok kolejnej z nich sprawił, że zamarła. Z początku przeczytała widniejący na niej tekst pobieżnie, nie do końca go rozumiejąc, potem jeszcze raz, powoli, myśląc, że to, co ma przed oczami, nie może być prawdą. Zerwała się z krzesła i stanęła kilka metrów od komputera. Jednak tekst i zdjęcia nie zniknęły.
Wydrukowała artykuł i wzięła go ze sobą do kuchni. Przeczytała raz jeszcze, bardzo powoli.
„4 stycznia w miasteczku Ankersville, na północny wschód od Reno, doszło do brutalnego morderstwa. Właściciel warsztatu i cała jego rodzina rano zostali znalezieni martwi przez sąsiada. Sąsiada zaniepokoił fakt, że warsztat, pomimo późnej godziny, nie został otwarty. Policja nie natrafiła jak dotąd na żaden trop. Wiadomo jednak, że cała rodzina Andrén, Jack, jego żona Connie oraz dzieci Steven i Laura zostali zabici niezidentyfikowanym ostrym narzędziem. Nic nie wskazuje na to, by przyczyną napadu było włamanie lub kradzież. Brak też motywu. Rodzina Andrén była lubiana i nie miała żadnych wrogów. Policja szuka sprawcy tego brutalnego zabójstwa, którym najprawdopodobniej jest osoba chora psychicznie lub zdesperowany narkoman”.
Birgitta siedziała w milczeniu. Zza okna dobiegał odgłos pracującej na ulicy śmieciarki.
(przełożyła Ewa Wojciechowska)
kryminał, sensacja, thriller
seria: mroczna seria
gatunek: powieść
tytuł oryginału: Kinesen
przekład: Ewa Wojciechowska
oprawa: twarda z obwolutą
format: 12,5 x 19,5 cm
cena: 49,90 zł
Tytuł: Chińczyk
Trwa świetna passa Henninga Mankella, a jego zeszłoroczny kryminał Chińczyk stał się międzynarodowym wydarzeniem. Na początku 2010 roku ukaże się w USA, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Polska premiera już w listopadzie 2009 roku!
Mankell w swoich kryminałach nie ogranicza się do anatomii zbrodni; zabiera również głos w dyskusjach na tematy polityczne i społeczne. Taka też jest problematyka jego powieści Chińczyk, która odważnie podejmuje zagadnienie rozwoju i ekspansji światowego mocarstwa. Prawa do przekładu Chińczyka zakupiło kilkunastu wydawców z całego świata.
W styczniu 2006 roku w odludnej wiosce zostaje brutalnie zamordowanych kilkanaście osób, w Szwecji wybucha medialna gorączka, a dochodzenie w zagadkowej sprawie nie prowadzi do jej wyjaśnienia.
Tymczasem Birgitta Roslin, doświadczony sędzia, odkrywa, że jest spokrewniona z dwiema ofiarami i rozpoczyna prywatne śledztwo. Niebawem wpada na trop Chińczyka, który może być odpowiedzialny za masakrę. Ten ślad prowadzi do stolicy Chin i Birgitta wybiera się na wycieczkę do Pekinu. Szukając mordercy, poznaje rodzeństwo, które symbolizuje wewnętrzne rozdarcie tego kraju: komunistkę Hong Qui, która sprawuje nad cudzoziemką dyskretną opiekę, i jej brata Ya Ru, reprezentującego frakcję „kapitalistyczną”.
Rozgrywki polityczne w Chinach nieoczekiwanie splotą się z wydarzeniami w szwedzkiej wiosce… Birgitta Roslin chce rozwiązać zagadkę masakry, choć sama znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
nagrody: Nagroda XV Arcebismo San Clemente 2009
Opinie:
Ta bardzo ważna książka w przekonujący sposób opisuje sytuację świata dziś i jutro, z Chinami w jego centrum.
„Ystads Allehanda”
Fantastyczna książka. Jak dotąd, najlepsza w tym roku. Bez względu na to, czy czytana jako kryminał, thriller, powieść czy komentarz do dzisiejszego świata […], jest fascynująca.
„Kulturspeilet”
Henning Mankell jest bardzo zręcznym i fachowym pisarzem, który wykorzystuje ramy gatunku do wyższych celów, nie nużąc przy tym […]. Powieść czyta się wyjątkowo dobrze i trudno ją odłożyć […]. Prawdopodobnie najlepsza książka od Psów z Rygi.
„Politiken”
Język Mankella jest bardzo obrazowy. Ta powieść jest najlepszym thrillerem od piętnastu lat.
„Svenska Dagbladet”
Fragment:
– Mówi Vivi Sundberg. Chciałabym rozmawiać z panią Birgittą Roslin.
– To ja.
– Powiedziano mi, kim pani jest, ale nie wiem, czego właściwie pani chce. Z pewnością domyśla się pani, że mamy tu mnóstwo pracy. Czy dobrze zrozumiałam? Jest pani sędzią?
– Zgadza się. Nie zabiorę pani dużo czasu. Moja matka, która od dawna nie żyje, była adoptowana przez rodzinę nazwiskiem Andrén. Widziałam wiele fotografii, z których wynika, że mieszkali w jednym z tych domów.
– Nie ja zajmuję się kontaktami z krewnymi ofiar. Proponuję, żeby porozmawiała pani z Erikiem Huddénem.
– Ale wśród ofiar są ludzie o tym nazwisku?
– Skoro już pani pyta, wygląda na to, że rodzina Andrén stanowiła w tej wsi większość.
– I wszyscy nie żyją?
– Nie odpowiem na to pytanie. Jakie były imiona przybranych rodziców pani matki?
Birgitta miała pod ręką teczką z dokumentami. Rozwiązała sznurek i zaczęła szukać wśród papierów.
– Nie mogę czekać – powiedziała Vivi Sundberg. – Proszę zadzwonić, kiedy będzie pani wiedziała.
– Już je mam. Brita i August Andrén. Muszą mieć ponad dziewięćdziesiąt, może nawet dziewięćdziesiąt pięć lat.
Trwało milczenie. Birgitta słyszała w słuchawce szelest kartek. Po chwili Vivi wróciła do rozmowy.
– Są tutaj. Niestety nie żyją. Najstarsze z nich miało dziewięćdziesiąt sześć lat. Muszę panią jednak prosić o nieprzekazywanie tej informacji żadnej z gazet.
– Dlaczego, na Boga, miałabym to robić?
– Jest pani sędzią. Dobrze pani wie, jak to czasem wygląda, i dlaczego muszę o to prosić.
Birgitta Roslin doskonale wiedziała. Od czasu do czasu rozmawiała ze swoimi kolegami o tym, że dziennikarze rzadko kiedy ich nagabują. Raczej nie liczą na to, że sędzia będzie skłonny udzielić im informacji, które nie powinny zostać ujawnione.
– Oczywiście interesuje mnie też przebieg śledztwa.
– Ani ja, ani żaden z moich kolegów nie mamy czasu na udzielanie informacji pojedynczym osobom. Jesteśmy oblegani przez media. Niektórzy próbują się nawet przedzierać przez zabezpieczenia blokujące dostęp do miejsca zbrodni. Wczoraj przyłapaliśmy w jednym z domów mężczyznę z kamerą. Odsyłam panią do Huddéna. Proszę zadzwonić do Hudiksvall.
Ostatnie słowa Vivi Sundberg wypowiedziała zniecierpliwionym i poirytowanym tonem. Birgitta ją rozumiała. Przypomniała sobie, co Hugo Malmberg powiedział na temat swojego zadowolenia, że nie znalazł się w centrum tych wydarzeń.
– Dziękuję, że pani oddzwoniła. Nie będę więcej przeszkadzać.
Birgitta zastanawiała się przez chwilę nad tym, co usłyszała. Miała już pewność, że przybrani rodzice jej matki zostali zamordowani. Teraz ona i wszyscy pozostali krewni ofiar musieli uzbroić się w cierpliwość i czekać na efekty pracy policji.
Zastanawiała się, czy zadzwonić na posterunek w Hudiksvall i poprosić o rozmowę z policjantem Huddénem. Cóż jednak więcej mogła od niego usłyszeć? Zdecydowała, że nie zadzwoni. Zamiast tego zaczęła dokładnie studiować papiery z teczki po rodzicach. Minęło wiele lat od czasu, gdy ostatnio do niej zaglądała. Części dokumentów nigdy wcześniej dokładnie nie przeczytała.
Zawartość teczki posortowała na trzy kupki. Pierwsza dotyczyła historii jej ojca spoczywającego na dnie Bałtyku, u wybrzeży Gävle. W słonej wodzie szkielety nie rozpadają się zbyt szybko. Gdzieś w piasku na dnie morza leżą jego kości i czaszka. Druga kupka składała się z dokumentów dotyczących wspólnego życia matki i Birgity, nienarodzonej i narodzonej. Ostatnia, największa kupka dotyczyła Gerdy Lööf, która pewnego dnia przyjęła nazwisko Andrén. Powoli i uważnie Birgitta przeczytała wszystkie dokumenty. Gdy doszła do momentu, w którym matka została adoptowana, musiała nieco zwolnić. Wiele kartek było wyblakłych i trudnych do odcyfrowania, pomimo że czytała je przez lupę.
Wyjęła z szuflady biurka notes i zaczęła notować imiona i wiek poszczególnych członków przybranej rodziny. Sama urodziła się wiosną roku 1949. Jej matka miała wówczas osiemnaście lat, a więc urodziła się w roku 1931. Na jednej kartce znalazła daty urodzenia Brity i Augusta. Ona urodziła się w sierpniu 1909 roku, on w grudniu 1910. Mieli więc dwadzieścia i dwadzieścia jeden lat, kiedy przyszła na świat Gerda, i około trzydziestki, gdy przybyła do Hesjövallen.
Nie znalazła żadnych dokumentów świadczących o tym, że tam właśnie mieszkali. Przekonała ją jednak fotografia, którą jeszcze raz dokładnie porównała ze zdjęciem znalezionym w gazecie. Nie było mowy o pomyłce.
Przyglądała się sztywno wyprostowanym postaciom na starej fotografii. W centrum znajdowała się para starszych ludzi, nieco z boku dwoje młodszych. Czy mogli to być Brita i August? Zdjęcie nie było opisane, nie znalazła na jego odwrocie żadnej daty. Próbowała określić czas, kiedy mogło zostać zrobione. Co mówiły na ten temat ubrania fotografowanych osób? Wszyscy byli wystrojeni do zdjęcia, ale na wsi jeden garnitur nieraz starczał na całe życie.
Birgitta odłożyła fotografię i wróciła do przeglądania dokumentów i listów. W roku 1942 Brita zapadła na jakąś chorobę żołądka i leżała w szpitalu w Hudiksvall. Gerda napisała do niej list z życzeniami powrotu do zdrowia. Miała wtedy jedenaście lat i jej pismo było kanciaste. W liście zrobiła trochę błędów, róg kartki został przyozdobiony kwiatkiem o nierównych płatkach.
Birgitta poczuła wzruszenie i zastanawiała się, jak to możliwe, że dotąd nie odkryła tego listu. Był w kopercie, razem z innym. Ale dlaczego nigdy jej nie otworzyła? Czy to z powodu bólu po śmierci Gerdy? Może dlatego przez długi czas nie chciała ruszać niczego, co by o niej przypominało?
Odchyliła się w krześle i zamknęła oczy. Swojej matce zawdzięczała wszystko. Gerda, która nie ukończyła nawet podstawówki, wciąż mobilizowała córkę do nauki. Teraz nasza kolej, mówiła. Teraz córki klasy robotniczej mogą zdobyć wykształcenie. Tak też Birgitta zrobiła. Właśnie w latach sześćdziesiątych na uniwersytety płynął strumień uczniów pochodzących nie tylko z rodzin mieszczańskich. Przynależność do radykalnych lewicowych ugrupowań była czymś oczywistym. W życiu chodziło wówczas nie tylko o zrozumienie go, ale przede wszystkim o wprowadzanie zmian.
Otworzyła oczy.
– Nie stało się tak, jak planowałam – powiedziała sama do siebie. – Zdobyłam wykształcenie, zostałam prawnikiem. Porzuciłam moje radykalne poglądy, właściwie nie wiem dlaczego. Nawet teraz, gdy za chwilę skończę sześćdziesiąt lat, nie mam odwagi zapytać, co właściwie zrobiłam ze swoim życiem.
Wróciła do przeglądania dokumentów, czytając metodycznie jeden po drugim. Znów natrafiła na list. Koperta miała niebieskawy odcień i amerykańskie stemple. Cienki papier był zapisany maczkiem. Birgitta skierowała na list światło biurkowej lampki i wzięła lupę. List napisano po szwedzku, ale w tekście widniało wiele angielskich słów. Ktoś imieniem Gustaf opowiadał o swojej pracy – był hodowcą świń. Właśnie zmarło dziecko imieniem Emily, w domu panował „duży sorrow”. Był ciekaw, co słychać w domu w Hälsingland, jak się miewa rodzina, jak idą żniwa i czy zwierzęta dobrze się chowają. Na liście widniała data: 19 czerwca 1896 roku. Na kopercie był adres: August Andrén, Hesjövallen, Sweden. Przybranego dziadka nie było jeszcze wtedy na świecie, pomyślała. Zapewne list napisano do jego ojca, skoro zachowała go rodzina Gerdy. Ale dlaczego znalazł się wśród jej dokumentów?
Na samym dole, poniżej podpisu, znajdował się adres: Mr Gustaf Andrén, Minneapolis Post Office, Minnesota, United States of America.
Ponownie otworzyła stary atlas. Minnesota to kraina rolnicza. A więc to tam wyemigrowała część rodziny Andrén z Hesjövallen ponad sto lat temu.
Po chwili znalazła list świadczący o tym, że inny członek rodziny osiadł w innej części USA. Nosił imiona Jan August i najwyraźniej pracował przy budowie kolei, która łączy dziś wschodnie i zachodnie wybrzeże tego ogromnego kraju. W liście Jan August pytał o rodzinę, zastanawiał się, którzy jej członkowie jeszcze żyją, a którzy zmarli. Większa część tekstu była niestety nieczytelna. Pismo się rozmazało.
Jan August miał następujący adres: Reno Post Office, Nevada, United States of America.
Czytała dalej, ale wśród licznych pism nie znalazła już nic, co dotyczyłoby związków jej matki z rodziną Andrén.
Odsunęła teczkę, weszła do internetu i nie licząc na to, że znajdzie coś ciekawego, zaczęła szukać adresu w Minneapolis, który podał Gustaf Andrén. Zgodnie z oczekiwaniami znalazła parę nieistotnych informacji. Spróbowała więc znaleźć adres w Nevadzie. Na ekranie wyświetlił się link do „Reno Gazette Journal”. W tym samym czasie zadzwonił telefon, był to sympatyczny młody mężczyzna z biura podróży, mówiący z duńskim akcentem. Przedstawił Birgitcie warunki podróży i opisał hotel. Nie zastanawiając się, zrobiła wstępną rezerwację i obiecała potwierdzić ją najpóźniej nazajutrz rano.
Weszła na stronę „Reno Gazette Journal”. W prawym górnym rogu znalazła różne podstrony do wyboru, w zależności od tematów i artykułów, które by ją interesowały. Już miała zamknąć stronę, gdy przypomniała sobie, że szukała nazwiska Andrén, a nie adresu pocztowego w Reno. Skoro znalazła się na stronie „Reno Gazette Journal”, musiało to mieć jakiś związek z nazwiskiem. Zaczęła przeglądać gazetę strona po stronie, temat po temacie.
Widok kolejnej z nich sprawił, że zamarła. Z początku przeczytała widniejący na niej tekst pobieżnie, nie do końca go rozumiejąc, potem jeszcze raz, powoli, myśląc, że to, co ma przed oczami, nie może być prawdą. Zerwała się z krzesła i stanęła kilka metrów od komputera. Jednak tekst i zdjęcia nie zniknęły.
Wydrukowała artykuł i wzięła go ze sobą do kuchni. Przeczytała raz jeszcze, bardzo powoli.
„4 stycznia w miasteczku Ankersville, na północny wschód od Reno, doszło do brutalnego morderstwa. Właściciel warsztatu i cała jego rodzina rano zostali znalezieni martwi przez sąsiada. Sąsiada zaniepokoił fakt, że warsztat, pomimo późnej godziny, nie został otwarty. Policja nie natrafiła jak dotąd na żaden trop. Wiadomo jednak, że cała rodzina Andrén, Jack, jego żona Connie oraz dzieci Steven i Laura zostali zabici niezidentyfikowanym ostrym narzędziem. Nic nie wskazuje na to, by przyczyną napadu było włamanie lub kradzież. Brak też motywu. Rodzina Andrén była lubiana i nie miała żadnych wrogów. Policja szuka sprawcy tego brutalnego zabójstwa, którym najprawdopodobniej jest osoba chora psychicznie lub zdesperowany narkoman”.
Birgitta siedziała w milczeniu. Zza okna dobiegał odgłos pracującej na ulicy śmieciarki.
(przełożyła Ewa Wojciechowska)
kryminał, sensacja, thriller
seria: mroczna seria
gatunek: powieść
tytuł oryginału: Kinesen
przekład: Ewa Wojciechowska
oprawa: twarda z obwolutą
format: 12,5 x 19,5 cm
cena: 49,90 zł










