Autor: Jacek Hugo-Bader
Tytuł: W Rajskiej Dolinie Wśród Zielska



Opinie:

"Rajską doliną jest były Związek Radziecki wspominany przez bohaterów reportaży Jacka Hugo-Badera jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Mleko było wprawdzie chudziutkie, a miód rzucano do sklepów tylko z okazji świąt państwowych. Nostalgia jednak pozostała i wyłazi wszystkimi szparami betonowych bloków na prowincji i eleganckich domów z cegły w miasteczku kosmonautów pod Moskwą. "Rosyjska dusza jest jak spaniel, nawet jak mu jest wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną" - pisze autor. I maluje obrazki z byłego imperium tak plastycznie, że niemal czuje się dym biełomorów, najtańszych papierochów, przez które kolejni dwaj mężowie Sofii Pietrowny z Workuty zmarli na raka, i smród wódki 'Stolicznej' od rosyjskiego generała w Czeczenii".
Anna Żebrowska

Spis treści:

Rosja Towarzysz Kałasznikow 9
Krym Księga powrotu z niewoli sowieckiej 23
Czeczenia Babska krucjata 45
Rosja Wieczór generała 63
A rewolucja to przecież miała być przyjemność 85
Rosja Widok ze stuletniej morwy 125
Moskwa Mauzoleum i stu pięćdziesięciu uczonych 143
Rosja Cały zbudowany jestem z ran 157
Rosja Zjednoczony Emirat Radziecki 181
Syberia Chantyjska kniaziówna 205
Kirgizja W rajskiej dolinie wśród zielska 221
Kazachstan Magazyn pomocy naukowych 257
Rosja Komsomolec z głębin 287
Rosja W Workucie pod tablicą ogłoszeń 309
Rosja Walentyna Twist 327
Rosja Archipelag Złotego Deszczu 345
Rosja Zona Lube 373



Fragment:


Rosja

Towarzysz Kałasznikow

Nie znalazłem go w czerwonej „Księdze radzieckich geniuszy
nauki” z 1954 roku, w biurze meldunkowym, na liście lokatorów,
wśród przodowników pracy w fabrycznej gablocie. W najnowszej
radzieckiej encyklopedii nie napisali nawet, w jakiej mieszka
republice, nie zamieścili zdjęcia. Portrieta niet – znaczy tajny.
W 1949 roku Kałasznikow otrzymuje Nagrodę im. Stalina.
Odbiera ją z rąk samego generalissimusa. W 1971 roku zostaje
doktorem nauk technicznych, członkiem Leningradzkiej Akademii.
Nigdy nie ukończył żadnego instytutu.
Iżewsk to brzydkie miasto na Uralu. W centrum ogromna wieża
z żelaznych belek – iżewska odmiana wieży Eiffla. Do puczu
w 1991 roku miasto było zamknięte. To taka radziecka specjalność.
W środku kraju miasto, ale z jakichś powodów nie wolno
tam wjechać, jakby otoczone było granicą. W tym kraju do tej
pory są takie miasta.
Iżewsk to stolica rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Rzecz
jasna nie ma fabryki czołgów, karabinów czy samochodów pancernych.
To kolejna radziecka specjalność. Czołgi składa się tutaj
w fabryce snopowiązałek, rakiety w fabryce samochodów, armaty
w zakładach wytwórczych maszyn dziewiarskich (w Tule np.
karabiny produkują w fabrykach samowarów). W jednej z iżewskich
fabryk broni pracuje, mimo emerytury, 74-letni Michaił
Timofiejewicz Kałasznikow, konstruktor.

Garnitur konstruktora

– Jak by tu zacząć, Michaile Timofiejewiczu? Może tak: który
automat jest najlepszy na świecie?
– Niech pan zapyta matkę, które dziecko jest najmądrzejsze.
Oczywiście, że jej.
– A jak będzie wyglądał automat XXI wieku?
– Nie wiem. Amerykanie twierdzą, że do 2025 roku najlepszy
będzie kałasznikow, a potem się zobaczy. Ciągle pracuję. A wie
pan, dlaczego mój automat jest taki popularny? Bo jego idea
to dar żołnierza dla żołnierza. Najważniejsza jest prostota, ale
nie dlatego, że byłem niegramotny, nie. Cała trudność w pracy
konstruktora to zrobić coś nieskomplikowanego. Konstrukcje
skomplikowane są łatwe do zaprojektowania.
– Dlaczego w 1974 roku przystosował pan swój karabinek do
amunicji o kalibrze 5.45?
– Dlatego, że Amerykanie zaczęli używać takiego w Wietnamie.
– Ale wtedy w całym ZSRR podniosły się protesty przeciwko
niemu. Sami mówiliście, że to barbarzyńska, niehumanitarna
broń. Jej pociski rozrywają się w ciele ofiary, straszliwie okaleczają…
– O, już pan widzi, dlaczego nie chcę rozmawiać z dziennikarzami?
Bo głupoty piszecie.
Kałasznikow się zdenerwował. On rzeczywiście prawie nigdy
nie rozmawia z dziennikarzami. Zrobił wyjątek dla „Ogonioka”
i teraz dla „Gazety Wyborczej”.
– Jak pojechałem do Ameryki, napisali, że sam w domu sprzątam.
To coś złego, że nie mam służby? Albo że nie mam porządnego
garnituru. Wielki bohater, laureat tylu nagród, a nie ma
garnituru. I po co o tym pisać? Pan, kiedy jechał do mnie, kupił
nowe ubranie? O, widzę, że nie. Miał pan rację.

Spojrzenie konstruktora

– W jakich warunkach pracował pan przed laty?
– Nie nosili mnie na rękach. Szedłem ciernistą drogą. Wyobraźcie
sobie. Jest rozpisany konkurs na automat i staje do
niego taki Diegtariew – generał, Simonow – także generał, Szpagin
– sławny konstruktor i w tym towarzystwie sierżancina jakiś
plącze się pod nogami.
– Sam pan planował pracę?
– Tak. Nie miałem żadnych pomocników, wiele prototypów
zrobiłem własnoręcznie, podobnie jak AK-47.
Pracę rozumiałem
zawsze jako pracę dla narodu – mówi Kałasznikow i poważnieje.
Ojczyzna, naród, praca to dla niego święte słowa. Kiedy je
wymawia, spogląda jakoś tak po proletariacku. Chociaż mały,
w kapciach i wciśnięty w kąt przy pianinie, dumnie wstrząsa
zaczesanymi do góry siwymi włosami i patrzy na mnie trochę
z góry.
– Jak czuł się pan w latach stalinowskich? Jak wolny człowiek?
– Nagroda stalinowska to było wielkie wyróżnienie. Kto ją
dostał, z tym się liczyli.
– Mógł pan wypowiadać swoje zdanie?
– Zrozumcie, głównym konstruktorem mógł być tylko ten,
który swoją ideą umiał zarazić cały kolektyw. Mnie się to
udało.
– Na litość boską, Michaile Timofiejewiczu, mówię o tym, że
w tamtych czasach rządzili politrucy, komisarze. W waszym
biurze pewnie też.
– Partia sprawowała kierowniczą funkcję w każdej dziedzinie,
nie widzę niczego złego w kierowniczej roli naszej partii. Wierzyliśmy
w nią. Tak nas wychowano, no i jestem komunistą do
dzisiaj.
– Widzę, że pracował pan w innych warunkach niż konstruktorzy
samolotów z lat Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
– No nie, gdzie mi się równać z konstruktorami samolotów.
Kałasznikow bardzo źle słyszy. Choroba zawodowa. Ogłuchł
od ciągłego strzelania. Siedzimy przy stole naprzeciw siebie,
a wrzeszczymy, jakbyśmy byli w innych pokojach. Często, gdy
czegoś nie rozumie albo nie chce zrozumieć, udaje, że nie
słyszy.
– Oni pracowali w łagrach – naciskam. – W ekskluzywnych,
ale łagrach. W takich złotych klatkach. Nie słyszał pan o tym?
– Ja tam u nich nie bywałem – ucina.
(...)


Wydanie I
Format: 133x215 mm, oprawa twarda, foliowana i lakierowana
Liczba stron: 400
Projekt okładki: Agnieszka Pasierska



Wydawca: Wydawnictwo Czarne



Data wydania: 2010-02-17