Uglik Jacek



Noty o książce:

  • Na korzyść debiutanta przemawia egzystencjalna zaduma, bijąca z dużej części wierszy, jak i umiejętność kreowania czasem za pomocą kilku słów ekwiwalentu ponurego i bardzo polskiego świata. Ostatecznie, z całego tomiku na dłużej w pamięci zostaje błyskotliwa konstatacja z wieńczącego zbiór wiersza "polska": "chciałem ją mieć / młodą, szczupłą, z długimi nogami / i wyuzdaną / a ona jest stara, niska, gruba, tępa, z obwisłymi cycami / i w ciemnościach".
    Łukasz Badula, „Arte” 2006, nr 2.



  • Jacek Uglik prezentuje poezję sprzeciwu. Nie afirmacji. Nieźle wychodzi mu krytyka zachowań społecznych, instytucji kościoła, wszechobecnej szmiry i zakłamania. Dużo w jego wierszach brudu, śmierci, okropieństwa, przed którymi ocala miłość do syna. Poeta ma pretensje do Boga. Uglik w Stwórcy widzi przeciwnika, stawiając ponad nim swoje dziecko.
    Niektóre utwory autora, jak chociażby nieśmiertelna klasyka: obywatel papież, mogą uchodzić za wysoce obrazoburcze: „kurwa:/die, die, die my darling/karol woo: nie dam”.
    Uglik stosuje w wielu swoich utworach, cytaty: z Kartezjusza, Henry’ego Michauxa, Brautigana, które komentują, dopowiadają, a niejednokrotnie, budują wraz z odautorskimi konstrukcjami zgrabnie pozszywane całości.
    Z tomiku wyłania się portret niezadowolonego trzydziestolatka. Nie zgadza się, nie podoba mu się otaczająca go rzeczywistość, nie lubi ludzi. Reaguje ironią, szyderstwem, kpiną, w miłości upatrując ucieczkę.

    Jacek Stramik, „Pro Arte” 2006, nr 15 (73).



  • Swój pierwszy oficjalny tomik wierszy wydał Jacek Uglik (1976), redaktor naczelny i wydawca artzinu Blasfemia. Określający się kiedyś mianem „poety śmietników” Uglik zdaje się kolejnym głosem Polski odrzuconej, prowincjonalnej, gorszej. Okoliczność ta nie jest bynajmniej dlań źródłem kompleksów. Jeżeli „słowo na p” ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie, to o Ugliku można by chyba zaryzykować stwierdzenie, że jest twórcą postmodernistycznym. Ironicznie komentuje otaczającą nas rzeczywistość („Jezus uzdrawia w dniach 16-30 kwietnia”, czy z wiersza „Tydzień w morzu – Kursk”: „opakowanie po wrigleysorbit winter/ freshchewinggum/ śmierdzi/ wyprostowałem sreberko// czekam”), czasami można jednak odnieść wrażenie, że pod maską prześmiewcy kryje się silny mężczyzna odpowiedzialny za swoją rodzinę. Tu dotykamy innego aspektu, osobiście mi bliskiego, który poeta zdradził chyba niechcący: Uglik dobiega trzydziestki i widać, że wydoroślał, wycofał się i tym samym jest nie na bieżąco, żyje w trochę niedzisiejszym świecie: poza echami wydarzeń z pierwszych stron gazet (tragedia Kurska, sytuacja w Chinach, Czeczenii czy Palestynie) świat współczesny jest w jego wierszach nieobecny, pojawiają się za to filmy Jima Jarmuscha i Carlosa Saury, muzyka Toma Waitsa czy dzisiejszym nastolatkom zapewne zupełnie już nie znana Sinead O’Connor. Choćby więc już dla samej podróży sentymentalnej w lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte warto sięgnąć po tę ciekawą pozycję.

    Maciej Froński



  • Do głównych wątków tomu należą przeżycia związane z oczekiwaniem dziecka i jego przyjściem na świat, w dalszej kolejności, mimo niepokojących obrazów śmierci z rąk kobiety, wrażenia wynoszone ze związku. Historię miłosną w obrazach zgrabnie chwytuje wierszyk o nas, w innych utworach miłość kontrastowana jest z cmentarnymi pejzażami, z wojną w Czeczenii, z męczącymi podróżami, w przeciwieństwie do wiary zachowując wartość dla lirycznego ja. Uglik opisuje, jak wycina sobie na ramieniu odwrócony krzyż, wobec tematyki religijnej jest co najmniej zdystansowany. Widać to w wierszu nieśmiertelna klasyka: obywatel papież, w którym śmierć papieża komentuje nie tyle po wariacku, ile groteskowo i prześmiewczo.
    Jacek Uglik wyraża się o Polsce (stara, niska, gruba, tępa, z obwisłymi cycami), wyobrażał ją sobie inaczej (młodą, mądrą, z długimi nogami i wyuzdaną), zaznacza mocne doznanie przełomu wieków, czytamy: we mnie wciąż trwa staromodny/ wiek dwudziesty/ wciąż jeszcze chodzę w dwudziestowiecznej/ odzieży, gdzie indziej z kolei pisze: nigdy już nie będzie września w dwudziestym wieku. Wierszem dopisuje dalszy ciąg linijki do Wojaczka, przyznaje się do Brautigana, trochę mniej do Nietzschego. Nawet jeśli tekst ...(wyjechałem) przypomina nieco nastrojem wiersz Kasztan z Czerwonej Rękawiczki Tadeusza Różewicza, również traktujący o opuszczeniu domu rodzinnego, nie przeszkadza to Uglikowi napisać: tadziu różewicz/ ośmiusetletni dziadziuś, na ironię pozwala sobie autor również wobec Świetlickiego.

    Paweł Gołoburda, „Lampa” 2005, nr 12 (21).
  • powiązania