Autor: Jarosław Stawirej
Tytuł: Masakra profana
Życie świętego to ciężka praca. Ani ze znajomymi nie wyjdziesz do klubu, ani z dziewczynami nie poflirtujesz. Nie można nawet potańczyć bez narażenia się wiernym. Nic tylko siedzieć i uzdrawiać. A przecież święty też człowiek.
Gdy wziętemu brand managerowi dużej międzynarodowej korporacji ukazuje się Matka Boska, nie jest zachwycony. Ale nie przewiduje nawet części kłopotów, jakie go czekają w związku z tym, że został boskim wybrańcem. Nie dość, że jego dziewczyna tego nie akceptuje, a szefostwu przeszkadza krwawienie ze stygmatów, to będzie musiał zmierzyć się z hordą satanistów, kłusownikom przybliżyć podstawy mikroekonomii oraz poradzić sobie z nieuchronną sławą.
Wybranie Jezusa może być rozsądną decyzją, lecz co zrobisz, gdy Jezus wybierze Ciebie?
FRAGMENT:
Pewnego dnia, w niedzielę po południu, ukazała mi się Matka Boska.
Od razu chciałbym wyjaśnić, że nie jestem żadnym niedorozwiniętym pastuszkiem czy kimś w tym stylu. Wręcz przeciwnie – jestem przystojnym i błyskotliwym brand menedżerem w dużej międzynarodowej korporacji. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz byłem na wsi.
Dlatego pojawienie się Matki Boskiej w moim apartamencie przyjąłem z pewnym zdziwieniem, żeby nie rzec – zażenowaniem. Ubrana była skromnie, miała na sobie sięgającą ziemi błękitną suknię, narzuconą na długą koszulę w kolorze ecru. Włosy przykryła jasnoczerwoną chustą, nad którą unosiła się dyskretna, ledwie widoczna aureolka. Jak to z Matką Boską bywa, trudno było określić, w jakim jest wieku.
Stała nieruchomo, milcząc, ze wzrokiem wbitym w nieskończoność. Na moich ustach natomiast zagościł głupkowaty uśmiech. Chyba dlatego, że do tej pory byłem przekonany, że Matki Boskie nie istnieją.
– Czy Pani jest…? – zapytałem w końcu nieśmiało.
– Tak – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od nieskończoności.
– Hmm… – zawahałem się. – A czemu, jeśli można wiedzieć, zawdzięczam ten zaszczyt?
– Zostałeś wybrany.
– Ja? Do czego?
– Pójdziesz w świat głosić Słowo Boże.
Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Następnie ja wybuchłem histerycznym śmiechem. Potem płynnie przeszedłem w niekontrolowany brecht, który po jakimś czasie przeewoluował w rzężący i trochę makabryczny rechot.
Kiedy już wreszcie udało mi się nieco uspokoić i złapać oddech, odchrząknąłem i grzecznie wyjaśniłem Matce Boskiej, że prawdopodobnie zaszła jakaś pomyłka.
– Dlaczego tak uważasz? – zapytała rozbrajająco.
„Jakby jej to najlepiej wytłumaczyć?” – zastanawiałem się przez moment, po czym wyłuszczyłem:
– Ponieważ jestem bezbożnikiem i hedonistą. Piję alkohol, palę papierosy i zażywam narkotyki, wprawdzie tylko miękkie, ale jednak. Oprócz tego nadużywam brzydkich wyrazów, uprawiam seks przedmałżeński, od czasu do czasu masturbuję się i czytam „Gazetę Wyborczą”.
Sprawiała wrażenie, jakby nie zrobiło to na niej większego wrażenia.
– Wszystkie grzechy odpuszczam ci od ręki – odrzekła i puknęła trzy razy w parapet. – Jesteś czysty jak świeżo ochrzczone niemowlę.
Zaniemówiłem. Jakoś cały czas nie mogłem oswoić się z faktem, że oto stoi przede mną Matka Boska. Niczym wyjęta z komunijnego obrazka. Jak żywa. W dodatku ma wobec mnie jakieś plany.
– Proszę… pani – wyjąkałem. – Ale ja nie mogę głosić Słowa Bożego… Naprawdę…
– Dlaczego?
– Ponieważ jest ono całkowicie sprzeczne z moim światopoglądem – przekonywałem. – Jestem zwolennikiem refundowania przez państwo środków antykoncepcyjnych i przymusowego leczenia osób z powołaniem kapłańskim. Poza tym uważam, że publiczne obnażanie się ze swoją wiarą jest niesmaczne. Religia powinna być prywatną sprawą każdego człowieka.
Tym ostatnim zdaniem prawie sam się wzruszyłem.
– Nie wykręcisz się tanimi komunałami z tych twoich liberalnych gazet – odpowiedziała bez wahania. – Dobrą nowiną trzeba się dzielić z bliźnimi.
Jej głos był tak spokojny i zdecydowany, że poczułem, jak ciarki przechodzą mi pod nową koszulą od Armaniego. Bardzo, ale to bardzo chciałem szybko coś wymyślić.
– Ale niech się Pani zastanowi… Przecież to jakiś absurd… Moje świadectwo będzie bezwartościowe…
– Niby dlaczego?
– Proszę na mnie spojrzeć – ciągnąłem coraz bardziej zdesperowany. – Na to jak się ubieram, jak się zachowuję, gdzie pracuję… Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że ukazuje mi się Matka Boska. Wezmą mnie za hochsztaplera, kolejnego oszusta, który chce zrobić kasę na naiwności ciemnego ludu.
Matka Boska zmierzyła mnie długim i badawczym spojrzeniem. Starałem się wyeksponować wszystkie cechy dyskwalifikujące mnie w roli kandydata do rzeczonej misji: bystre spojrzenie, nawilżoną skórę, swobodny i inteligentny uśmiech (odsłaniający garnitur świeżo wybielonych zębów), a także zmierzwione podług najnowszych trendów ciemnoblond włosy. Z jej twarzy jednak nie dało się odczytać żadnych emocji.
– Rzeczywiście, nie budzisz zaufania – odezwała się w końcu. – Ale jest na to sposób.
– Jaki?
– Zjawiska nadprzyrodzone.
Z moich ust dobył się tępy odgłos, coś jakbym dostał żeliwną rurką w kłykieć potyliczny. Następnie poprosiłem ją o szczegółowe wyjaśnienia. Niestety to, co usłyszałem, nie napawało optymizmem. Matka Boska poinformowała mnie, że moją wiarygodność podniosą różne niezwykłe właściwości, jakie uzyskam. Takie jak lewitacja, moc uzdrawiania, stygmaty…
– Stygmaty?! Chce Pani, żeby mnie wywalili z pracy?! – jęknąłem. – Jak to sobie Pani wyobraża? Rozmawiam z przełożonym, a tu nagle – niespodzianka! – z rąk i nóg tryska mi krew. To jest sprzeczne z polityką naszej firmy!
Ale moje argumenty jakoś do niej nie trafiały. Ponownie przeniosła wzrok w kierunku nieskończoności i tam go zatrzymała.
Intuicyjnie poczułem, że się z tej niespodziewanej afery całkowicie nie wymigam. Jednak za wszelką cenę chciałem chociaż zmniejszyć rozmiary katastrofy.
– A nie można by tych…. stygmatów… zamienić na jakieś inne… zjawisko nadprzyrodzone? – wydukałem.
– Na jakie?
– No nie wiem… – grzebałem w zakamarkach pamięci – na przykład… na umiejętność zamiany wody w wino? Może być bułgarskie.
Pomyślała chwilę i odrzekła poważnie:
– Nie da rady. Stygmaty mają szczególną moc oddziaływania na ludzi.
– Z pewnością – wymamrotałem. – Niemniej moja dziewczyna nie będzie nimi zachwycona…
Nagle przypomniałem sobie, że przecież umówiłem się z Andżeliką. Mogła się tu pojawić lada moment, a ja wolałbym, żeby nie zastała mnie sam na sam z Matką Boską. Nie wiedziałbym, jak jej to wytłumaczyć.
– Nie denerwuj się, zaraz znikam – Matka Boska wydawała się czytać w moich myślach. – Resztę omówimy podczas kolejnego spotkania.
– Ma Pani zamiar objawić mi się jeszcze raz?! – wykrztusiłem.
– Zwykle objawiam się seriami – odpowiedziała spokojnie.
– Seriami?! O Boże… Ale… raczej rano czy po południu? – Czułem jak grunt osuwa mi się spod skrojonych na miarę półbutów z kangurzej skórki.
– Będę ci się objawiać o wszystkich porach dnia i nocy.
– W godzinach pracy też?! – wybuchnąłem. – Moja szefowa wpadnie w szał, jak zobaczy, że zadaję się z dziewicami! To bardzo zaborcza kobieta.
Ale Matka Boska już mnie nie słuchała. Uniosła ręce ku niebu, a następnie na moich własnych oczach rozpłynęła się w przestrzeni. A ja zostałem sam, zupełnie wytrącony z równowagi, nie wiedząc, co mam o tym wszystkim myśleć.
Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Andżelika, jak przystało na osobę pracującą w telewizji, była bardzo punktualna.
Seria Literacka, t. 11
kategoria: literatura piękna
gatunek: powieść
okładka: miękka ze skrzydełkami
format: 195 x 195
liczba stron: 256
cena: 29,90 zł
Sprzedaż: Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w cenie promocyjnej w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, Świetlicy KP w Trójmieście i księgarni internetowej KP, a także w sieciach Empik i Matras, sklepie internetowym Merlin.pl i oraz innych dobrych księgarniach na terenie całej Polski.
Tytuł: Masakra profana
Życie świętego to ciężka praca. Ani ze znajomymi nie wyjdziesz do klubu, ani z dziewczynami nie poflirtujesz. Nie można nawet potańczyć bez narażenia się wiernym. Nic tylko siedzieć i uzdrawiać. A przecież święty też człowiek.
Gdy wziętemu brand managerowi dużej międzynarodowej korporacji ukazuje się Matka Boska, nie jest zachwycony. Ale nie przewiduje nawet części kłopotów, jakie go czekają w związku z tym, że został boskim wybrańcem. Nie dość, że jego dziewczyna tego nie akceptuje, a szefostwu przeszkadza krwawienie ze stygmatów, to będzie musiał zmierzyć się z hordą satanistów, kłusownikom przybliżyć podstawy mikroekonomii oraz poradzić sobie z nieuchronną sławą.
Wybranie Jezusa może być rozsądną decyzją, lecz co zrobisz, gdy Jezus wybierze Ciebie?
FRAGMENT:
Pewnego dnia, w niedzielę po południu, ukazała mi się Matka Boska.
Od razu chciałbym wyjaśnić, że nie jestem żadnym niedorozwiniętym pastuszkiem czy kimś w tym stylu. Wręcz przeciwnie – jestem przystojnym i błyskotliwym brand menedżerem w dużej międzynarodowej korporacji. Nie pamiętam nawet, kiedy ostatni raz byłem na wsi.
Dlatego pojawienie się Matki Boskiej w moim apartamencie przyjąłem z pewnym zdziwieniem, żeby nie rzec – zażenowaniem. Ubrana była skromnie, miała na sobie sięgającą ziemi błękitną suknię, narzuconą na długą koszulę w kolorze ecru. Włosy przykryła jasnoczerwoną chustą, nad którą unosiła się dyskretna, ledwie widoczna aureolka. Jak to z Matką Boską bywa, trudno było określić, w jakim jest wieku.
Stała nieruchomo, milcząc, ze wzrokiem wbitym w nieskończoność. Na moich ustach natomiast zagościł głupkowaty uśmiech. Chyba dlatego, że do tej pory byłem przekonany, że Matki Boskie nie istnieją.
– Czy Pani jest…? – zapytałem w końcu nieśmiało.
– Tak – odpowiedziała, nie odrywając wzroku od nieskończoności.
– Hmm… – zawahałem się. – A czemu, jeśli można wiedzieć, zawdzięczam ten zaszczyt?
– Zostałeś wybrany.
– Ja? Do czego?
– Pójdziesz w świat głosić Słowo Boże.
Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Następnie ja wybuchłem histerycznym śmiechem. Potem płynnie przeszedłem w niekontrolowany brecht, który po jakimś czasie przeewoluował w rzężący i trochę makabryczny rechot.
Kiedy już wreszcie udało mi się nieco uspokoić i złapać oddech, odchrząknąłem i grzecznie wyjaśniłem Matce Boskiej, że prawdopodobnie zaszła jakaś pomyłka.
– Dlaczego tak uważasz? – zapytała rozbrajająco.
„Jakby jej to najlepiej wytłumaczyć?” – zastanawiałem się przez moment, po czym wyłuszczyłem:
– Ponieważ jestem bezbożnikiem i hedonistą. Piję alkohol, palę papierosy i zażywam narkotyki, wprawdzie tylko miękkie, ale jednak. Oprócz tego nadużywam brzydkich wyrazów, uprawiam seks przedmałżeński, od czasu do czasu masturbuję się i czytam „Gazetę Wyborczą”.
Sprawiała wrażenie, jakby nie zrobiło to na niej większego wrażenia.
– Wszystkie grzechy odpuszczam ci od ręki – odrzekła i puknęła trzy razy w parapet. – Jesteś czysty jak świeżo ochrzczone niemowlę.
Zaniemówiłem. Jakoś cały czas nie mogłem oswoić się z faktem, że oto stoi przede mną Matka Boska. Niczym wyjęta z komunijnego obrazka. Jak żywa. W dodatku ma wobec mnie jakieś plany.
– Proszę… pani – wyjąkałem. – Ale ja nie mogę głosić Słowa Bożego… Naprawdę…
– Dlaczego?
– Ponieważ jest ono całkowicie sprzeczne z moim światopoglądem – przekonywałem. – Jestem zwolennikiem refundowania przez państwo środków antykoncepcyjnych i przymusowego leczenia osób z powołaniem kapłańskim. Poza tym uważam, że publiczne obnażanie się ze swoją wiarą jest niesmaczne. Religia powinna być prywatną sprawą każdego człowieka.
Tym ostatnim zdaniem prawie sam się wzruszyłem.
– Nie wykręcisz się tanimi komunałami z tych twoich liberalnych gazet – odpowiedziała bez wahania. – Dobrą nowiną trzeba się dzielić z bliźnimi.
Jej głos był tak spokojny i zdecydowany, że poczułem, jak ciarki przechodzą mi pod nową koszulą od Armaniego. Bardzo, ale to bardzo chciałem szybko coś wymyślić.
– Ale niech się Pani zastanowi… Przecież to jakiś absurd… Moje świadectwo będzie bezwartościowe…
– Niby dlaczego?
– Proszę na mnie spojrzeć – ciągnąłem coraz bardziej zdesperowany. – Na to jak się ubieram, jak się zachowuję, gdzie pracuję… Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że ukazuje mi się Matka Boska. Wezmą mnie za hochsztaplera, kolejnego oszusta, który chce zrobić kasę na naiwności ciemnego ludu.
Matka Boska zmierzyła mnie długim i badawczym spojrzeniem. Starałem się wyeksponować wszystkie cechy dyskwalifikujące mnie w roli kandydata do rzeczonej misji: bystre spojrzenie, nawilżoną skórę, swobodny i inteligentny uśmiech (odsłaniający garnitur świeżo wybielonych zębów), a także zmierzwione podług najnowszych trendów ciemnoblond włosy. Z jej twarzy jednak nie dało się odczytać żadnych emocji.
– Rzeczywiście, nie budzisz zaufania – odezwała się w końcu. – Ale jest na to sposób.
– Jaki?
– Zjawiska nadprzyrodzone.
Z moich ust dobył się tępy odgłos, coś jakbym dostał żeliwną rurką w kłykieć potyliczny. Następnie poprosiłem ją o szczegółowe wyjaśnienia. Niestety to, co usłyszałem, nie napawało optymizmem. Matka Boska poinformowała mnie, że moją wiarygodność podniosą różne niezwykłe właściwości, jakie uzyskam. Takie jak lewitacja, moc uzdrawiania, stygmaty…
– Stygmaty?! Chce Pani, żeby mnie wywalili z pracy?! – jęknąłem. – Jak to sobie Pani wyobraża? Rozmawiam z przełożonym, a tu nagle – niespodzianka! – z rąk i nóg tryska mi krew. To jest sprzeczne z polityką naszej firmy!
Ale moje argumenty jakoś do niej nie trafiały. Ponownie przeniosła wzrok w kierunku nieskończoności i tam go zatrzymała.
Intuicyjnie poczułem, że się z tej niespodziewanej afery całkowicie nie wymigam. Jednak za wszelką cenę chciałem chociaż zmniejszyć rozmiary katastrofy.
– A nie można by tych…. stygmatów… zamienić na jakieś inne… zjawisko nadprzyrodzone? – wydukałem.
– Na jakie?
– No nie wiem… – grzebałem w zakamarkach pamięci – na przykład… na umiejętność zamiany wody w wino? Może być bułgarskie.
Pomyślała chwilę i odrzekła poważnie:
– Nie da rady. Stygmaty mają szczególną moc oddziaływania na ludzi.
– Z pewnością – wymamrotałem. – Niemniej moja dziewczyna nie będzie nimi zachwycona…
Nagle przypomniałem sobie, że przecież umówiłem się z Andżeliką. Mogła się tu pojawić lada moment, a ja wolałbym, żeby nie zastała mnie sam na sam z Matką Boską. Nie wiedziałbym, jak jej to wytłumaczyć.
– Nie denerwuj się, zaraz znikam – Matka Boska wydawała się czytać w moich myślach. – Resztę omówimy podczas kolejnego spotkania.
– Ma Pani zamiar objawić mi się jeszcze raz?! – wykrztusiłem.
– Zwykle objawiam się seriami – odpowiedziała spokojnie.
– Seriami?! O Boże… Ale… raczej rano czy po południu? – Czułem jak grunt osuwa mi się spod skrojonych na miarę półbutów z kangurzej skórki.
– Będę ci się objawiać o wszystkich porach dnia i nocy.
– W godzinach pracy też?! – wybuchnąłem. – Moja szefowa wpadnie w szał, jak zobaczy, że zadaję się z dziewicami! To bardzo zaborcza kobieta.
Ale Matka Boska już mnie nie słuchała. Uniosła ręce ku niebu, a następnie na moich własnych oczach rozpłynęła się w przestrzeni. A ja zostałem sam, zupełnie wytrącony z równowagi, nie wiedząc, co mam o tym wszystkim myśleć.
Po chwili usłyszałem dzwonek do drzwi. Andżelika, jak przystało na osobę pracującą w telewizji, była bardzo punktualna.
Seria Literacka, t. 11
kategoria: literatura piękna
gatunek: powieść
okładka: miękka ze skrzydełkami
format: 195 x 195
liczba stron: 256
cena: 29,90 zł
Sprzedaż: Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w cenie promocyjnej w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat, Świetlicy KP w Trójmieście i księgarni internetowej KP, a także w sieciach Empik i Matras, sklepie internetowym Merlin.pl i oraz innych dobrych księgarniach na terenie całej Polski.










