Autorka: Laura Whitcomb
Tytuł: Światła pochylenie



Ktoś na mnie patrzył. To dość niezwykłe uczucie, gdy jest się martwym…

Helen przebywała właśnie na lekcji angielskiego w szkole średniej, kiedy to poczuła – po raz pierwszy od 130 lat patrzyły na nią ludzkie oczy. Oczy należące do chłopca, który aż do tej chwili niczym szczególnym się nie wyróżniał. Równocześnie przerażona i zaintrygowana Helen zaczyna czuć, że coś ją do niego przyciąga. Fakt, że on przebywa w ludzkim ciele, a ona nie, stanowi dla nich pierwsze wyzwanie. Walcząc o znalezienie drogi do bycia razem, odkrywają sekrety swojej własnej przeszłości jak również szczegóły z życia młodych ludzi, których ciała przejęli.

Fragment:

Rozdział 1

Ktoś na mnie patrzył – to dość niezwykłe uczucie, gdy jest się
martwym. Towarzyszyłam akurat mojemu ulubionemu nauczycielowi,
Brownowi. Jak zwykle byliśmy w klasie, tej bezpiecznej skrzynce
o drewnianych ścianach. Okna wychodziły na trawiaste pole po zachodniej
stronie. W pokrytym kredowym pyłem kącie stała wypłowiała
flaga, telewizor nad tablicą informacyjną przypominał śpiące oko,
a iście książęce biurko Browna przewodziło regimentowi ławek. Sporządzałam
właśnie niewidoczne dopiski na marginesach kartek pozostawionych
na tacce Browna, chociaż moich uwag uczniowie mieli nigdy
nie przeczytać. Zdarzało się jednak, że Brown cytował mnie we własnych
komentarzach. Nie potrafiłam połaskotać go w ucho, ale udawało
mi się dotknąć tajemnych zwojów jego mózgu.
Nie czułam papieru pomiędzy palcami, zapachu atramentu ani
smaku ołówka, lecz widziałam i słyszałam świat z całą wyrazistością
dostępną Żywym. Oni z kolei nie postrzegali mnie ani jako cienia, ani
jako unoszącej się mgiełki. Dla nich byłam powietrzem.
A przynajmniej tak sądziłam. Apatyczna dziewczyna czytała na
głos Nicholasa Nickleby’ego, Brown w wyobraźni wracał do nocy, podczas
której nie pozwolił swej żonie zasnąć, a moje widmowe pióro zawahało
się nad źle napisanym wyrazem, gdy nagle poczułam, że ktoś na
mnie patrzy.
Nawet mój ukochany Brown nigdy mnie nie widział. Nie żyłam
od tak dawna. Unosząc się w przestrzeni moich gospodarzy, widziałam
i słyszałam świat, ale przez te wszystkie lata nikt mnie nigdy nie słyszał
ani nie widział.
Zamarłam, a sala zaciskała się wokół mnie jak zaborcza dłoń. Podniosłam
wzrok nie tyle ze strachem, ile ze zdumieniem. Moje widzenie
świata zogniskowało się do tego stopnia, że poprzez ciemność spoglądałam
tylko maleńką dziurką światła. I to w niej właśnie ujrzałam tę twarz.

Ani drgnęłam – niczym dziecko bawiące się w chowanego – przecież
mogłam się mylić i tak naprawdę nikt na mnie nie patrzył. I niczym
dziecko czułam chęć pozostania w ukryciu, a zarazem dreszczyk
oczekiwania na ujawnienie. Przecież ta twarz, zwrócona ku mnie, patrzyła
mi prosto w oczy.
Stałam przed tablicą. To pewnie o to chodzi, pomyślałam. Czyta
coś, co napisał na niej Brown – rozdział, który ma przestudiować
w domu jeszcze tego wieczoru, albo datę następnego sprawdzianu.
Oczy należały do niewyróżniającego się niczym szczególnym chłopaka,
jakich zresztą większość uczęszczała do tej szkoły. Uczniowie zebrani
w sali byli w jedenastej klasie, więc nie mógł on mieć więcej niż
siedemnaście lat. Widywałam go już wcześniej, ale mnie nie zainteresował.
Zawsze był jakby nieobecny, blady i nieciekawy. Gdyby ktokolwiek
potrafił mnie zobaczyć własnymi oczami, to na pewno nie ktoś jego
pokroju, ktoś tak w istocie pusty. Żeby mnie zobaczyć, trzeba było być
kimś niezwykłym. Powoli, mijając krzesło Browna, przemieściłam się
w róg sali, za stojak na flagę. Oczy nie podążyły za mną, powieki zamrugały
nieśpiesznie.
Jednak w następnej chwili znów napotkałam jego wzrok. To był
wstrząs. Zadygotałam, flaga za moimi plecami zadrżała. Wyraz twarzy
chłopca nie zmienił się i po chwili uczeń znów spojrzał na tablicę. Patrzył
tak obojętnie, że uznałam to wszystko za przywidzenie. Na pewno skierował
wzrok w kąt sali, ponieważ lekko poruszyłam flagą. Na pewno.
To działo się często. Gdy zbyt szybko mijałam jakiś przedmiot, bywało,
że ten zachwiał się i poruszył, ale niezbyt mocno, i nigdy, kiedy
sama tego chciałam. Gdy jest się Światłem, to nie podmuch wywołany
naszym przejściem sprawia, że mijany kwiat się zakołysze. To także nie
muśnięcie spódnicy tworzy fałdę na zasłonie. Kiedy jest się Światłem,
tylko emocje potrafią wprawić w drżenie świat materialny: napad frustracji,
gdy gospodarz zbyt szybko zamyka czytaną powieść, może musnąć
mu włosy i sprawić, że podejdzie do okna, by sprawdzić, czy nie
ma przeciągu; westchnienie żalu, że pięknej róży nie można powąchać,
potrafi przegonić pszczołę; cichy śmiech ze źle dobranego słowa może
sprawić, że uczeń poczuje niewyjaśniony dreszcz zimna.

Zadzwonił dzwonek. Wszyscy, także blady chłopak, zamknęli
książki i zaszurawszy krzesłami, ruszyli w kierunku drzwi. Brown się
ocknął.
– Jutro przyniosę film – ogłosił. – I macie mi na nim nie zasnąć, bo
inaczej będziecie musieli odegrać go sami.
Kilka osób zaśmiało się, słysząc tę groźbę, ale większość już się oddaliła,
jeśli nie ciałem, to przynajmniej duchem.
Tak to się zaczęło. Kiedy jest się Światłem, dzień i noc mają mniejsze
znaczenie. Noc nie jest potrzebna do odpoczynku – to tylko kilka
irytujących godzin ciemności. Ten łańcuch dni i nocy pomaga jednak
Żywym odmierzać swoją podróż. To historia mojej podróży z powrotem
do świata Żywych. W ciągu niespełna tygodnia miałam znów zamieszkać
w ludzkim ciele.
Przez resztę dnia trzymałam się aż za blisko Browna. Gospodarza
nie należy śledzić trop w trop, z pokoju do pokoju. Nigdy nie udawałam
się za mężczyzną do łazienki ani też za kimkolwiek do łoża małżeńskiego.
Już na samym początku nauczyłam się, jak przeżyć. Od chwili,
kiedy znalazłam pierwszego gospodarza, poddałam się regułom, które
miały uchronić mnie przed karą.
Pamiętam doskonale wszystkie moje nawiedzenia, ale z czasów, zanim
stałam się Światłem, do dziś nie opuściło mnie tylko kilka obrazów.
Pamiętam głowę mężczyzny na poduszce obok. Miał włosy barwy słomy,
a kiedy otworzył oczy, patrzył nie na mnie, lecz w kierunku okna,
którego szyba brzęczała pod naporem wiatru. Jego przystojna twarz nie
przynosiła pociechy. Pamiętam odbicie własnych oczu w szybie, kiedy
patrzyłam, jak on oddala się na czarnym rumaku przez bramę farmy
w stronę nabrzmiałego chmurami horyzontu. I pamiętam parę przerażonych
oczu patrzących na mnie z dołu przez łzy. Pamiętam, jak się nazywałam,
ile miałam lat i że byłam kobietą. Wszystko inne pochłonęła
śmierć.



Wydawca: Wydawnictwo Initium



Data wydania: 2010-03-19