Autor: Matti Ronka
Tytuł: Dobry brat, zły brat



Mimo policyjnych kontroli i wyjazdu Marji na studia do Stanów Viktor Kärppä stara się prowadzić przykładne życie praworządnego obywatela. Niestety, sprawy się komplikują, gdy do Helsinek sprowadza się z Rosji jego starszy brat Aleksiej, a na rynku pojawia się zbierająca śmiertelne żniwo superheroina. Rosyjska mafia i fińska policja chcą jak najszybciej zlikwidować jej dopływ. Bracia są na celowniku. Viktor musi więc znaleźć prawdziwe źródło narkotyku. Tymczasem na drodze staje ponętna Helena - zamężna kusicielka zwiastująca kłopoty.

Opinie:

"Rönkä pisze jasno i zwięźle, poświęca dużo uwagi nawet epizodycznym postaciom i tworzy przekonującą, mocną narracje. Dobry brat, zły brat to pozbawiony niepotrzebnego blasku, mrożący krew w żyłach, wciągający kryminał".
Helge Hopp, "www.parkavenue.de"

"Kärppä to tak przyjemny gość, że po prostu chce się z nim być".
"Satakunnan Kansa" (Finlandia)

"Mądra, bezpretensjonalna powieść, która daje czytelnikowi mnóstwo materiału do przemyśleń".
Ulrich Noller, "WDR" (Niemcy)


Fragment:

Płatek śniegu był piękny i bez skazy. Pewnie innych nawet nie ma. Spływał z granatowego nieba ku światłu, na oko chłopca. Ten leżał częściowo na boku, z jedną ręką za plecami, tak że łopatki spoczywały na ziemi, a twarz była skierowana prosto ku górze, w noc. Jeszcze kilka chwil temu zamrugałby powiekami, teraz jednak otwarte oczy patrzyły nieruchomo.
Śniegu powoli padało coraz więcej i wkrótce stygnące ciało nie mogło już go topić. Buty, nogi, okryty kurtką tułów, potem ciemnowłosa głowa – cały chłopiec, cały człowiek przyoblekał się w biały całun. Krople wody na skórze zaczęły z powrotem zastygać w lód. Tężejąca śnieżyca zamieniła ciało w zaspę.
Z pozoru było całe i nienaruszone, piękne i bez skazy.
W środku jednak coś się w nim zerwało. I chłopiec umarł.
Syn jakiejś matki.

Vuosaari, 15.30 W bobcacie siedział Petteri Muukkonen.
Obroty starał się utrzymywać w okolicach największego momentu, kierowana dwoma drążkami i pedałami maszyna poruszała się zwinnie i lekko. Kopareczka zawróciła niemal w miejscu, podskoczyła do kolejnej hałdy śniegu i przeniosła zmarznięte grudy na skrzynię wywrotki.
Bobcat bez jednego przytarcia oczyścił plac zabaw i zastawiony samochodami parking.
Firma Best-Service zatrudniała Petteriego już od dwóch lat, płacąc mu zgodnie ze stosownymi przepisami i zawartą umową, czyli skromnie. Przy wypłacie nie omieszkał więc pogderać na znikomość liczonego już w euro uposażenia, demonstracyjnie powyrzekać z innymi na beznadziejną robotę i parę razy kopnąć bobcata w łyżkę i grube opony.
I od razu miał ochotę pogładzić go i przeprosić, bo miał wrażenie, że maszyna patrzy na niego smutnym wzrokiem.
Głaskał więc swoją kopareczkę. Mył ją i czyścił, zaszył rozdarcie w fotelu czarną, mocną dratwą, tak że prawie śladu nie było, i zamontował sobie w kabinie japońskie radio z odtwarzaczem płyt kompaktowych i trochę zbyt dużymi głośnikami, które potrafiły basami przebić hałas silnika, dum-dum-dum-dum.
Zmieniał oleje i filtry częściej, niż zalecała instrukcja obsługi, wsłuchiwał się w stuk zaworów i pisk łożyska alternatora jak świeżo upieczona matka w kaszel swojego dziecka. A nawet było mu ciężko zostawić swojego bobcata w hali na weekend.
Albo jeszcze gorzej, na jakimś niepilnowanym podwórzu, gdzie każdy mógł mu coś zrobić. Petteri cierpiał, gdy na jego kopareczce pracował ktoś inny, bo szarpał nią i niepotrzebnie rozkręcał obroty silnika.
Petteri wyjechał zgrabnie z blokowego podwórka, mały park należał jeszcze do rewiru Best-Service.
Śnieg wywoziły na zmianę dwie ciężarówki. Volvo zostało właśnie załadowane, a scania jeszcze nie wróciła z poprzedniego kursu. Petteri wspomniał, z jakim zachwytem przyglądał się kiedyś jego pracy szef firmy Tolonen i jak głośno powtarzał, że gdyby w tej dyscyplinie rozgrywać mistrzostwa świata, Muukkonen jak nic załapałby się do kadry narodowej.
I wieczorami, przed zaśnięciem, Petteri wyobrażał sobie czasem eliminacje do Bobcat Grand Prix, potem mistrzostwa kraju, a po nich może nawet jakieś zawody międzynarodowe, choć przecież nie wszędzie panują takie warunki. U nas chłopaki dają radę z odśnieżaniem, myślał wtedy, ale gdyby tak eliminacje były w żwirze albo w tym najgorszym, sypkim piasku?
Petteri siedział w ciasnej, ciepłej kabinie swojego bobcata i czekał, niebieskiej scanii wciąż nie było widać.
W czole zaspy zobaczył coś ciemnego i pomyślał, że ktoś pewnie wyrzucił reklamówkę albo zgubił szal. Postanowił, że podniesie go łyżką, jak gdyby brał udział w próbie zręcznościowej. And next, Petteri M-u-u-u-u-k-k-o-n-e-n,
Suomi Finland…

Vuosaari, 17.25 Również policjanci, a potem także patolog wyrażali się z podziwem o umiejętnościach Petteriego Muukkonena. Zasypane śniegiem ciało młodego mężczyzny zachowało się w nienaruszonym stanie, gdyż Petteri
operował łyżką bardzo ostrożnie i precyzyjnie – wyłuskiwał przecież ze śniegu reklamówkę, czy też szal, sam nie wiedział. Robił to niemal z czułością, jak gdyby podnosił paczkę z czerwonym napisem: „Ostrożnie szkło!”.
Policję zawiadomił kierowca scanii, który przyjechał po kolejny ładunek. Petteri zebrał śnieg z wierzchu ciała, po czym wyszedł z kabiny i stał bezradnie przy swojej maszynie, przestępując z nogi na nogę i bojąc się podejść do wyłaniającej się spod śniegu ludzkiej postaci. Policjanci pobieżnie skuli lód z zamarzniętego już ciała, reszta stopniała w worku i po stole spłynęła do ścieku w podłodze
prosektorium.
Obdukcja potwierdziła przypuszczenia policjantów, którzy zostali wezwani po odkryciu ciała. Na ciele chłopaka nie stwierdzono żadnych stłuczeń ani śladów przemocy, na twarzy zachowała się niewinna mina człowieka zapadającego w sen, choć było w niej może też trochę zdziwienia. W kieszeni ubrania znaleziono dwie jednorazowe strzykawki i maleńki, najzwyklejszy woreczek z białym proszkiem.
Po odjeździe ambulansu Husso i Tissari z wydziału kryminalnego pozostali na miejscu, sumiennie krusząc czubkami butów kawałki lodu. Lustrowali szary kąt podwórza, chodząc powoli jak po sznurku i omiatając śnieg snopem światła latarki.
– Czyli co, mamy pełną jasność w tej sprawie. Niespotykanie prosty przypadek, po prostu klasyka gatunku – powiedział przeciągle Husso. Chętnie zapożyczał cytaty z filmów i seriali, które jego dzieciaki w kółko oglądały.
Tissariego irytowała ta maniera, podobnie jak bezustanna gadanina partnera i jego demonstracyjne używanie północnej gwary. Miał już na końcu języka rzeczowy komentarz, ale połknął go z oddechem na widok ślizgającego się przez podwórze mężczyzny w niebieskim ulsterze i żółtym szalu.


Format: 125x195 mm
oprawa miękka, foliowana
Liczba stron: 224
Przekład z języka fińskiego Sebastian Musielak



Wydawca: Wydawnictwo Czarne



Data wydania: 2011-08-29