Autor: Ozzy Osbourne
Tytuł: Ja, Ozzy. Autobiografia



Długo wyczekiwana, głośna autobiografia Ozzy’ego Osbourne’a – jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci show-biznesu, ikony i legendy rocka, wokalisty legendarnej hardrockowej grupy Black Sabbath. Rock’n’rollowa historia pełna nieznanych dotąd faktów i mocnych anegdot, opowiedziana barwnym, soczystym językiem – bez cenzury.

Książka „I am Ozzy” ukazała się w Wielkiej Brytanii niecały rok temu i została entuzjastycznie przyjęta – także przez krytyków. Niemal natychmiast po premierze w USA znalazła się na 2. miejscu listy bestsellerów literatury faktu „The New York Times” i trafiła do czołówek rankingów najpopularniejszych książek w Stanach.

Ozzy bez cenzury opowiada o dorastaniu w ubogiej rodzinie z Birmingham, o muzycznych początkach, o Black Sabbath, kilkunastoletniej karierze solowej, wreszcie o żonach, dzieciach, telewizyjnym show i ciężkich nałogach. Historia jest bogata w szczegóły i anegdoty, które muzyk przytacza z charakterystyczną dla siebie dosadnością i rozbrajającym poczuciem humoru. Książka zawiera unikatowe zdjęcia z prywatnych zbiorów oraz mnóstwo nieupublicznianych dotąd faktów (!), które bawią, gorszą lub szokują, ale na pewno nie pozostawiają czytelnika obojętnym.

Autobiografia muzyka powstała we współpracy z cenionym dziennikarzem londyńskiego „The Times” – Chrisem Ayresem, czemu zawdzięcza niepowtarzalny styl oscylujący pomiędzy językiem potocznym rockmana a barwnym, literackim opisem.

Od momentu premiery autobiografia Osbourne’a jest stale obecna
w światowych mediach – od portali internetowych, przez prasę, po stacje radiowe i telewizyjne, nie tylko te o profilu muzycznym. Ozzy z powodzeniem promuje ją przy okazji trwającej właśnie dwuletniej trasy koncertowej związanej z jego najnowszą płytą Scream. W Polsce krążek uzyskał już status Złotej Płyty. Kwestią czasu jest powstanie filmu na podstawie biografii muzyka. Produkcja ma się rozpocząć w przyszłym roku.



FRAGMENT:

W szkole nie był ze mnie jakiś wielki Romeo. Panny myślały, że jestem czubkiem, ale przez pewien czas miałem dziewczynę: Jane. Chodziła do szkoły dla dziewcząt na tej samej ulicy. Szalałem na jej punkcie. Ha, i to jak. Przed każdym spotkaniem szedłem najpierw do szkolnej ubikacji i wsmarowywałem mydło we włosy, żeby je przylizać do tyłu. Myślałem, że wtedy wyglądam fajniej. Aż pewnego dnia, gdy spadł deszcz, przychodzę na spotkanie ze spienioną głową. Całe czoło mam w mydlinach, a nawet oczy.
Ona patrzy i od razu do mnie:
– Pojebało cię, czy co?
Zaskoczenie. Szok. Po prostu, kurwa, załamka.
Po kilku latach widzę, jak wychodzi z jakiegoś klubu w Aston kompletnie nawalona. I zaczynam się dziwić, czym ja się wtedy tak przejmowałem.
Przewinęło się jeszcze parę innych panienek, lecz nigdy do niczego nie doszło. Szybko się przekonałem, jaki to ból, kiedy dziewczyna, która ci się podoba, chodzi z innym kolesiem. Albo gdy cię robi w balona – też nic zabawnego. Pewnego razu postanowiłem spotkać się z taką jedną cizią przed Crown and Cushion w Perry Barr. Pada chamski deszcz, zjawiam się na spotkanie o siódmej trzydzieści rano, a jej nigdzie nie widać. Dobra, myślę sobie, przyjdzie do pół godziny. Czekam więc do ósmej. Jej nie ma. Daję sobie jeszcze pół godziny. Kisnę tak chyba do dziesiątej. A potem wracam do domu cały przemoczony. Czułem się wtedy odrzucony i przybity. Teraz, gdy jestem ojcem, myślę sobie tylko: „Chyba mnie powaliło. Którzy rodzice pozwolą córce iść na spotkanie ze szkolnym kolegą w taki deszcz?”.
W tamtych czasach była to jedynie szczenięca miłość. Nie byłem dorosły, lecz czułem się jak dorosły. Kiedy miałem czternaście lat, zabrałem taką jedną do kina. Żeby się przekonała, jaki to ze mnie gieroj, postanowiłem zaimponować jej papierosami. Popalałem już od jakiegoś czasu, ale nie były to wcale mocarne ilości. Na ten wieczór zaopatrzyłem się w pięć fajek i pudełko zapałek za pensa. No więc siedzę na sali, zgrywam wielkie panisko i nagle, cholera, zlewa mnie zimny pot. „Co jest, kurwa?” – myślę. Odbija mi się i czuję w ustach kwas. Gnam co sił do łazienki, zamykam się w kabinie i kaszlę tak, jakbym miał wyrzygać żołądek. Jak ja się chujowo czułem… Dowlokłem się do wyjścia i poszedłem prosto do domu. Przez całą drogę haftowałem. Nie wiem, co się stało z tą małą, ale przynajmniej zostało jej pudełko Malteserów.
W młodości miałem kilka niemiłych przygód z papierosami. Pamiętam, jak którejś nocy, niedługo przed lub po tamtym zdarzeniu, palę fajkę w swoim pokoju przy Lodge Road. Zgniatam koniec papierosa, żeby zostawić sobie coś na rano. Po kilku godzinach budzę się i krztuszę. Wszędzie dym. „Kurwa mać – myślę – podpaliłem chatę!”. Ale patrzę na popielniczkę, która stoi przy łóżku, a papieros wcale się nie pali. Nie miałem pojęcia, że ojciec wrócił lekko wstawiony i też zajarał sobie w domu. Ale zamiast zgasić peta, wrzucił go za siedzenie kanapy. Pianka zaczęła się tlić i kopcić piekielnym czarnym dymem.
Zlatuję zaraz do salonu, a tam skacowany tatko ze zbolałą miną i zgięta w pół mama, która kaszle z twarzą mokrą od łez.
– Johnie Osbournie – mówi i charczy – do jasnej cholery, coś ty zro…?
W tym momencie kaszle tak mocno, że sztuczna szczęka dosłownie wyskakuje jej z ust, rozbija szybę w oknie, a mroźne powietrze, które wpada do mieszkania, jeszcze podsyca płomienie. Pierdolona kanapa zamienia się w ognisko, a ja nie wiem, czy śmiać się, czy srać w gacie. W każdym razie udało nam się z tatą ugasić pożar, gdy tymczasem mama w ogrodzie szukała swoich zębów.
Dom jeszcze przez kilka tygodni nieprzyjemnie pachniał.
Tak na marginesie, nie skłoniło mnie to do rzucenia palenia. Byłem przekonany, że lepiej wyglądam z papierosem w gębie. I może rzeczywiście coś w tym było, bo kilka tygodni po pożarze po raz pierwszy mogłem sobie pofiglować fajfusem. Właśnie niedawno odkryłem, że mój penis służy nie tylko do sikania, więc wyprawiałem z nim cuda gdzie się tylko dało. Waliłem konia jak wariat, nawet spać nie mogłem, tylko grzałem gruchę. W każdym razie byłem na tańcach w pubie w Aston. Jeszcze wtedy nie piłem, więc chyba odbywało się jakieś przyjęcie urodzinowe na zapleczu czy coś w tym stylu. Kręciła się tam jedna starsza dziewczyna – za nic w świecie, przysięgam na Boga, nie przypomnę sobie jej imienia – i trochę ze mną tańczyła. Potem zabrała mnie do domu rodziców i grzmociliśmy się do upadłego przez całą noc. Nie wiem, co jej odjebało, że wybrała akurat mnie. Może po prostu miała ochotę na seks, a w pobliżu nie było innych wolnych fiutów? Kto wie? W każdym razie nie narzekałem. Oczywiście marzył mi się drugi raz. A więc następnego dnia z myślą o dokładce biegnę do niej jak pies, który chce obwąchać swój słupek.
– Czego tu, kurwa, szukasz!? – ona do mnie z pyskiem.
– Co powiesz na bzykanko?
– Spierdalaj!
I tak się zakończył nasz cudowny romans.





Przekład: Dariusz Kopociński.
Format 148x230 mm
oprawa twarda z ekskluzywną obwolutą
Objętość: 402 strony + kolorowe wkładki


Więcej: www.ozzy.net.pl


Wydawca: Wydawnictwo TELBIT



Data wydania: 2010-11-17