Autor: Piotr Kępski
Tytuł: Single
Single to opowieść o wyjazdach do Londynu i powrotach z emigracji na prowincję, o samotności i pragnieniu jej przezwyciężenia, a także o tym, jak utrata bliskiej osoby zmusza nas do odkrywania świata na nowo.
Każdy jest singlem, każdy nim kiedyś był albo będzie, ta myśl towarzyszy bohaterom powieści. Pewnego słonecznego albo deszczowego dnia za sprawą przypadku lub wypadku możesz zostać singlem. Twoja dziewczyna może spakować walizki i odejść. Albo zniknąć bez pakowania walizek. Zostawiając ci tylko paczkę swoich ulubionych herbatników albo co gorsza – wszystkie swoje ciuchy, książki i kosmetyki. A ty nie będziesz mógł przełknąć jej ciastek, ani przeczytać jej książek, ani zrobić żadnego użytku z jej kosmetyków.
Single to portret współczesnych trzydziestolatków, dla których życie w pojedynkę jest chlebem powszednim, oraz opowieść o ich ojcach, dla których utrata żon i doświadczenie samotności jest szokiem.
Życie Marty i Filipa zmienia się, kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach znikają ich matki. Pod wpływem przypadkowych okoliczności oboje decydują się na wyjazd do Londynu w poszukiwaniu pracy i nowych perspektyw. Jednak wielka metropolia w bezpośrednim kontakcie okazuje się miejscem innym od tego, które opisują przewodniki turystyczne. Nauczycielka Marta zostaje kelnerką w barze w dzielnicy Seven Sisters, a Filip, z wykształcenia farmaceuta, pracuje w cleaning commando w domu starców. Trudne do zniesienia poczucie izolacji w emigranckim getcie, rozbieżne oczekiwania i codzienne nieporozumienia sprawiają, że drogi Marty i Filipa coraz bardziej się rozchodzą. W tym czasie ich ojcowie w kraju na nowo uczą się życia próbując się odnaleźć w roli singli.
Jednym z bohaterów pozostających w cieniu głównych postaci jest Jakub, pisarz-amator, marzący o napisaniu księgi przypadku. W trakcie pracy nad nią Jakub pewnego dnia dostrzega, że przypadkowe zbiegi okoliczności kształtują nie tylko losy wymyślonych przez niego postaci, ale też odciskają piętno na jego własnym życiu.
Bohaterowie Singli skonfrontowani z wydarzeniami, które nie mieściły się w ich życiowych planach, przeżywają kryzys, po czym starają się odzyskać kruchą równowagę i odnaleźć swoje miejsce w świecie rządzonym przez przypadek.
Cena: 24,90
Liczba stron: 306
Rodzaj okładki: miękka
fragment
Chemiczny skład człowieka.
(...)
„Gdyby chociaż znaleźli ciało...”, westchnął.
Omal nie upuściłem kubka z herbatą. Akurat podchodziłem z nim do stołu. Gorąca ciecz oblała mi prawą nogę. Syknąłem z bólu. Na spodniach zrobiła się podłużna ciemna plama. Stąd tylko krok do dziwnych, niewytłumaczalnych zachowań. Nagłe uderzenie krwi do głowy. Rozdrażnienie. Odruch, nad którym nie panuję. Potrafię o byle co złościć się, nakrzyczeć na kogoś, a potem tego żałować, kiedy jest już za późno. Mam to po mamie. Zawsze denerwowały ją drobiazgi. Stłuczony talerz, tłusta plama po jedzeniu na ubraniu ojca. „Widzisz, znowu upaprałeś sobie koszulę sosem! Tyle razy cię proszę, żebyś się przebierał do obiadu w domowe ciuchy, a ty nic!”, irytowała się. Widok plamy na koszuli ojca wyprowadzał ją z równowagi, jakby nie chodziło o drobne, codzienne uciążliwości, tylko o coś znacznie ważniejszego: wyrzut przeciwko losowi, który uprzykrza nam życie małymi prztyczkami w nos.
„Jakie ciało?”, spytałem rozdrażniony.
„No jej ciało... Marysię… Miałbym przynajmniej pewność…”
„Jaką pewność? Co ty wygadujesz, tato?”
„Widzisz, człowiek nie jest stworzony do samotności… Każdy dzień bez niej jest dla mnie mordęgą… Kwadranse dłużą się jak godziny… Najgorsze są niedziele… Kiedy nie mam nic do roboty… I noce… Kiedy nie mogę spać… Nachodzą wtedy człowieka takie głupie myśli… Żeby ze sobą skończyć… Nie wiem, jak ja to wytrzymam… Czekanie jest ponad moje siły”.
Nigdy wcześniej nie przyznał się przede mną, że coś jest ponad jego siły. Nie mówił nawet, że ma z czymś problem. Zawsze grał twardziela. Nawet kiedy było źle, zaciskał zęby i udawał, że to uśmiech.
„Mam dość życia w ciągłym zawieszeniu. Nie wiem, co się z nią stało. Czy w ogóle żyje? Jeśli nie, to dlaczego nie mogą znaleźć ciała? Człowiek przynajmniej by wiedział…”
„Naprawdę chciałbyś tego?”
„Nie wiem... Boże, sam nie wiem, co bym wolał, ale ta niepewność mnie wykańcza, rozumiesz?”
Odstawiłem szklankę. Pochyliłem się, żeby odkleić od skóry mokrą nogawkę, która parzyła mnie w udo. Złość gdzieś się ulotniła.
„Czytałem niedawno dobry artykuł”, odezwał się. „O wdowach”.
„Nie masz o czym czytać?”
„Najtrudniej mają wdowy, których mężowie zaginęli i ich ciał nie odnaleziono. Te kobiety latami nie mogą się z tego otrząsnąć”.
„Ale przecież ty nie jesteś wdowcem!”
„Dam ci do przeczytania ten artykuł. Gdzieś go sobie odłożyłem. Pamiętam słowa jednej z tych kobiet. Powiedziała: najgorsze jest to, że po moim mężu nie zostało ani śladu. Jakby się rozpłynął. Po dwudziestu latach wspólnego życia nie mogłam nawet zobaczyć jego ciała, żeby się z nim pożegnać. Rozumiesz, co to znaczy? To musi być straszne. Te kobiety nie mogą nawet pójść na cmentarz, żeby stanąć nad grobem męża, popłakać, zapalić znicz i wiedzieć, że on tam jest...”
Powoli zaczęło do mnie docierać, o czym on mówi.
Ciało.
Tylko to nas łączy z drugim człowiekiem. Miłość zawsze jest dotykiem ciał. Tarciem skóry o skórę, podczas którego wytwarza się ciepło. Nie znamy innej miłości. Trudno ją sobie nawet wyobrazić.
Kobiety, o których mówił, najwyraźniej instynktownie czuły potrzebę kontaktu z ciałem. Żywym albo martwym. Dla nas ludzi liczy się dotyk, smak, widok, zapach. Ciało zakopane w ziemi jest lepsze niż żadne. Mięśnie, kości, żyły z zakrzepniętą krwią, paznokcie i włosy, które rosną nawet wtedy, kiedy serce przestało bić. Rosną jeszcze siłą rozpędu, bo są częścią ciała. Ciała rozkładającego się jak padlina. Wydanego na pastwę robaków i gnicia. Obrzydzenie nie ma tu nic do rzeczy. Grzebanie ludzkiej padliny różni nas od zwierząt.
Ale czy martwe ciało jest jeszcze tym, za kogo je uważamy? Zimna, niema, zakrzepnięta masa. Lecz ciągle włada naszą wyobraźnią... Kiedy wspominamy bliską osobę, myślimy o tym, jak wyglądała, jak chodziła, jak się uśmiechała, jak była ubrana, jakim głosem wypowiadała swoje ulubione powiedzonka. Wszystkie ślady prowadzą do ciała. Ciała, które nie wypowie już ani jednego słowa. Ciała, które od chwili pogrzebania w ziemi podlega nieuchronnie rozkładowi. Ale nawet ten pusty futerał po człowieku ciągle jest dla nas czymś szczególnym. Pod byle pretekstem przeprowadzamy w prosektoriach sekcje zwłok albo rozkopujemy groby, żeby dokonać ekshumacji zmumifikowanych ciał. Czepiamy się ich jak hieny cmentarne, które odgrzebują zwłoki w poszukiwaniu biżuterii i cennych przedmiotów. Podobno coraz więcej ludzi życzy sobie, żeby włożyć do trumny ich ulubioną komórkę, pierścionki, wieczne pióro, zegarek, palmtop, aparat cyfrowy. Czyżby wierzyli, że kiedyś będą im potrzebne?
Ciało…
Przypomniałem sobie reklamę z gazety. Zachęcała do pobierania organów z ciał ofiar wypadków i przeszczepiania ich ciężko chorym ludziom oczekującym na operację. Te serca, wątroby, nerki mogą kogoś uratować od śmierci i darować mu jeszcze dziesięć albo dwadzieścia lat życia, mówił jakiś profesor, który patronował akcji promocyjnej w gazecie.
Największym problemem jest to, że brakuje organów do przeszczepów. Brakuje dawców. W naszym społeczeństwie poziom zgody na wykorzystanie po śmierci organów ludzkich należy do najniższych w Europie, a przecież nierzadko to jedyna szansa dla kogoś chorego, argumentował profesor.
Bardzo logicznie. I słusznie.
Ale ludzie ciągle są temu przeciwni. Szczególnie rodziny zmarłych. Traktują nas jak… jak… nie waham się użyć tego słowa… jak hieny cmentarne, zwierzał się dziennikarzowi autorytet w dziedzinie przeszczepów.
Dopiero teraz zaczynałem rozumieć ten artykuł. I profesora. I wdowy. I mojego ojca.
Ciało...
Rodziny są przeciwne temu, by naruszać ciało ich bliskich. Nawet po śmierci ciało jest dla nich czymś świętym. Samotna wdowa nie chce wyrazić zgody na to, żeby chirurg wyciął nerkę jej ukochanemu Adamowi X i wszczepił do obcego ciała Ewy Y. Nawet po śmierci ciało Adama X jest dla niej ciągle tym samym Adamem, chociaż jest zimne, woskowo białe, stężałe jak mięso z zamrażalnika i głuche, milczące, pozbawione jakichkolwiek myśli. Ale przecież wciąż ma ten sam kolor włosów i oczu, ten sam nos i zęby. Podobieństwo jest uderzające. Ten odruch jest w nas silniejszy niż wszystko.
Ciało...
Nasze jedyne, ubóstwiane trofeum, które obnosimy przed światem jak przed lustrem.
Ciało…
Teraz wiem, skąd w Hollywood ten popyt na silikonowe piersi, implanty zębów, botoksy, liftingi twarzy, zabiegi odsysania tłuszczu. Cały ten oszołamiający korowód reanimowania starzejącego się, umierającego ciała. Liczy się tylko to, co można zobaczyć, dotknąć i powąchać. Ciało jest czymś konkretnym, namacalnym. Duch, brzmi jak dech. Jest nieuchwytny i nierealny, meta-fizyczny… Tylko ciało jest z tego świata...
Sześćdziesiąt procent wody. Tlen, wodór, związki węgla, azotu, sole wapnia, fosforu i potasu. Ponad dziewięćdziesiąt sześć procent związków organicznych. I mniej niż cztery procent soli metali.
Ecce homo.
Ciało...
Żywi nie lubią mówić o umarłych. Za wszelką unikają mówienia o śmierci. Jakby się bali ją sprowokować. Lepiej omijać makabryczne tematy. To niesmaczne. Można narazić się bliźnim, popsuć im humor i apetyt. Zresztą, kto zdrowy na ciele (i umyśle) ma ochotę rozmyślać o tym, jaki los spotka jego organy po śmierci? Ludzie wolą rozporządzać swoim majątkiem. Planują, co stanie się z ich domem, samochodami, biżuterią, akcjami i oszczędnościami po śmierci. Koniecznie trzeba to umieścić w testamencie. Ale pisać testament w sprawie swoich organów? To godne szaleńca, powie ktoś.
Pamiętam ten szok, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w gazecie kilka zdań wziętych w ramkę o krawędziach narysowanych przerywaną linią. Sugerowało to, że można ją wyciąć i schować do portfela.
Ja, niżej podpisany/na ............... oświadczam, że w przypadku mojego zgonu dobrowolnie wyrażam zgodę na wykorzystanie moich organów do przeszczepu. Oświadczam również, że przekazałem/am moją wolę mojej rodzinie, która jest świadoma mojej decyzji.
Data................ Miejsce.......................... Podpis........................
Ramka miała granatową obwódkę, która kontrastowała z żółtym tłem.
Uśmiechnąłem się, żeby ukryć zmieszanie i niesmak. Pamiętam tamtą myśl: a może ją sobie wytniesz? Słowo wytniesz nabrało nieoczekiwanie makabrycznej dwuznaczności…
Nie, dzięki. Uznałem, że to szczyt czarnego humoru. Niczego nie będę wycinał. Jeszcze mi miłe moje nerki.
Twoje? Przecież ciebie już wtedy nie będzie. W każdym razie nie będziesz już TWOIM CIAŁEM, kiedy oni będą chcieli przeszczepić komuś twoje nerki. Twoje ciało będzie wtedy już tylko mięsem pozbawionym życia. Pan chirurg nie będzie nawet potrzebował aplikować znieczulenia, żeby ci wyciąć nerkę. To nie będzie boleć. Więc czego się boisz? Dlaczego unikasz tej myśli? Dlaczego nie wypełnisz tego oświadczenia i nie podpiszesz go?
Daj spokój, to zbyt makabryczne. Nawet pobierania krwi panicznie się boisz. A co dopiero takich rzeczy! Pamiętam, pomyślałem wtedy: TAKICH RZECZY. Nie chciałem używać słów: organy, nerki, serce, wątroba, przeszczep. To było zbyt drastyczne. Złożyłem gazetę i wyrzuciłem na makulaturę.
Ciało...
Mój punkt widzenia wyglądałby zapewne inaczej, gdybym był chorym czekającym w kolejce na przeszczep. Wtedy prawdopodobnie nie uważałbym tego pomysłu za coś absurdalnego. Wręcz przeciwnie. Zgadzałbym się z profesorem, autorytetem w dziedzinie przeszczepów, że to potrzebne i szlachetne zawczasu myśleć o losie swoich nerek, wątroby czy serca. Wszystko zależy od punktu widzenia. Nawet najbardziej makabryczny testament może przynieść komuś spełnienie marzeń.
Ciało...
96% związków organicznych.
I mniej niż 4% soli różnych metali.
„Niesamowite...”, szepnąłem.
„Co?”, spytał ojciec podnosząc na mnie oczy znad stołu.
„Nie, nic, przypomniałem sobie jedną rzecz...”
„Musisz przeczytać ten artykuł o wdowach. Dam ci go, jak tylko znajdę. Jest naprawdę ciekawy”, powiedział i sięgnął po granatowy kubek z herbatą.
Independent.pl jest patronem medialnym tej książki
Tytuł: Single
Single to opowieść o wyjazdach do Londynu i powrotach z emigracji na prowincję, o samotności i pragnieniu jej przezwyciężenia, a także o tym, jak utrata bliskiej osoby zmusza nas do odkrywania świata na nowo.
Każdy jest singlem, każdy nim kiedyś był albo będzie, ta myśl towarzyszy bohaterom powieści. Pewnego słonecznego albo deszczowego dnia za sprawą przypadku lub wypadku możesz zostać singlem. Twoja dziewczyna może spakować walizki i odejść. Albo zniknąć bez pakowania walizek. Zostawiając ci tylko paczkę swoich ulubionych herbatników albo co gorsza – wszystkie swoje ciuchy, książki i kosmetyki. A ty nie będziesz mógł przełknąć jej ciastek, ani przeczytać jej książek, ani zrobić żadnego użytku z jej kosmetyków.
Single to portret współczesnych trzydziestolatków, dla których życie w pojedynkę jest chlebem powszednim, oraz opowieść o ich ojcach, dla których utrata żon i doświadczenie samotności jest szokiem.
Życie Marty i Filipa zmienia się, kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach znikają ich matki. Pod wpływem przypadkowych okoliczności oboje decydują się na wyjazd do Londynu w poszukiwaniu pracy i nowych perspektyw. Jednak wielka metropolia w bezpośrednim kontakcie okazuje się miejscem innym od tego, które opisują przewodniki turystyczne. Nauczycielka Marta zostaje kelnerką w barze w dzielnicy Seven Sisters, a Filip, z wykształcenia farmaceuta, pracuje w cleaning commando w domu starców. Trudne do zniesienia poczucie izolacji w emigranckim getcie, rozbieżne oczekiwania i codzienne nieporozumienia sprawiają, że drogi Marty i Filipa coraz bardziej się rozchodzą. W tym czasie ich ojcowie w kraju na nowo uczą się życia próbując się odnaleźć w roli singli.
Jednym z bohaterów pozostających w cieniu głównych postaci jest Jakub, pisarz-amator, marzący o napisaniu księgi przypadku. W trakcie pracy nad nią Jakub pewnego dnia dostrzega, że przypadkowe zbiegi okoliczności kształtują nie tylko losy wymyślonych przez niego postaci, ale też odciskają piętno na jego własnym życiu.
Bohaterowie Singli skonfrontowani z wydarzeniami, które nie mieściły się w ich życiowych planach, przeżywają kryzys, po czym starają się odzyskać kruchą równowagę i odnaleźć swoje miejsce w świecie rządzonym przez przypadek.
Cena: 24,90
Liczba stron: 306
Rodzaj okładki: miękka
fragment
Chemiczny skład człowieka.
(...)
„Gdyby chociaż znaleźli ciało...”, westchnął.
Omal nie upuściłem kubka z herbatą. Akurat podchodziłem z nim do stołu. Gorąca ciecz oblała mi prawą nogę. Syknąłem z bólu. Na spodniach zrobiła się podłużna ciemna plama. Stąd tylko krok do dziwnych, niewytłumaczalnych zachowań. Nagłe uderzenie krwi do głowy. Rozdrażnienie. Odruch, nad którym nie panuję. Potrafię o byle co złościć się, nakrzyczeć na kogoś, a potem tego żałować, kiedy jest już za późno. Mam to po mamie. Zawsze denerwowały ją drobiazgi. Stłuczony talerz, tłusta plama po jedzeniu na ubraniu ojca. „Widzisz, znowu upaprałeś sobie koszulę sosem! Tyle razy cię proszę, żebyś się przebierał do obiadu w domowe ciuchy, a ty nic!”, irytowała się. Widok plamy na koszuli ojca wyprowadzał ją z równowagi, jakby nie chodziło o drobne, codzienne uciążliwości, tylko o coś znacznie ważniejszego: wyrzut przeciwko losowi, który uprzykrza nam życie małymi prztyczkami w nos.
„Jakie ciało?”, spytałem rozdrażniony.
„No jej ciało... Marysię… Miałbym przynajmniej pewność…”
„Jaką pewność? Co ty wygadujesz, tato?”
„Widzisz, człowiek nie jest stworzony do samotności… Każdy dzień bez niej jest dla mnie mordęgą… Kwadranse dłużą się jak godziny… Najgorsze są niedziele… Kiedy nie mam nic do roboty… I noce… Kiedy nie mogę spać… Nachodzą wtedy człowieka takie głupie myśli… Żeby ze sobą skończyć… Nie wiem, jak ja to wytrzymam… Czekanie jest ponad moje siły”.
Nigdy wcześniej nie przyznał się przede mną, że coś jest ponad jego siły. Nie mówił nawet, że ma z czymś problem. Zawsze grał twardziela. Nawet kiedy było źle, zaciskał zęby i udawał, że to uśmiech.
„Mam dość życia w ciągłym zawieszeniu. Nie wiem, co się z nią stało. Czy w ogóle żyje? Jeśli nie, to dlaczego nie mogą znaleźć ciała? Człowiek przynajmniej by wiedział…”
„Naprawdę chciałbyś tego?”
„Nie wiem... Boże, sam nie wiem, co bym wolał, ale ta niepewność mnie wykańcza, rozumiesz?”
Odstawiłem szklankę. Pochyliłem się, żeby odkleić od skóry mokrą nogawkę, która parzyła mnie w udo. Złość gdzieś się ulotniła.
„Czytałem niedawno dobry artykuł”, odezwał się. „O wdowach”.
„Nie masz o czym czytać?”
„Najtrudniej mają wdowy, których mężowie zaginęli i ich ciał nie odnaleziono. Te kobiety latami nie mogą się z tego otrząsnąć”.
„Ale przecież ty nie jesteś wdowcem!”
„Dam ci do przeczytania ten artykuł. Gdzieś go sobie odłożyłem. Pamiętam słowa jednej z tych kobiet. Powiedziała: najgorsze jest to, że po moim mężu nie zostało ani śladu. Jakby się rozpłynął. Po dwudziestu latach wspólnego życia nie mogłam nawet zobaczyć jego ciała, żeby się z nim pożegnać. Rozumiesz, co to znaczy? To musi być straszne. Te kobiety nie mogą nawet pójść na cmentarz, żeby stanąć nad grobem męża, popłakać, zapalić znicz i wiedzieć, że on tam jest...”
Powoli zaczęło do mnie docierać, o czym on mówi.
Ciało.
Tylko to nas łączy z drugim człowiekiem. Miłość zawsze jest dotykiem ciał. Tarciem skóry o skórę, podczas którego wytwarza się ciepło. Nie znamy innej miłości. Trudno ją sobie nawet wyobrazić.
Kobiety, o których mówił, najwyraźniej instynktownie czuły potrzebę kontaktu z ciałem. Żywym albo martwym. Dla nas ludzi liczy się dotyk, smak, widok, zapach. Ciało zakopane w ziemi jest lepsze niż żadne. Mięśnie, kości, żyły z zakrzepniętą krwią, paznokcie i włosy, które rosną nawet wtedy, kiedy serce przestało bić. Rosną jeszcze siłą rozpędu, bo są częścią ciała. Ciała rozkładającego się jak padlina. Wydanego na pastwę robaków i gnicia. Obrzydzenie nie ma tu nic do rzeczy. Grzebanie ludzkiej padliny różni nas od zwierząt.
Ale czy martwe ciało jest jeszcze tym, za kogo je uważamy? Zimna, niema, zakrzepnięta masa. Lecz ciągle włada naszą wyobraźnią... Kiedy wspominamy bliską osobę, myślimy o tym, jak wyglądała, jak chodziła, jak się uśmiechała, jak była ubrana, jakim głosem wypowiadała swoje ulubione powiedzonka. Wszystkie ślady prowadzą do ciała. Ciała, które nie wypowie już ani jednego słowa. Ciała, które od chwili pogrzebania w ziemi podlega nieuchronnie rozkładowi. Ale nawet ten pusty futerał po człowieku ciągle jest dla nas czymś szczególnym. Pod byle pretekstem przeprowadzamy w prosektoriach sekcje zwłok albo rozkopujemy groby, żeby dokonać ekshumacji zmumifikowanych ciał. Czepiamy się ich jak hieny cmentarne, które odgrzebują zwłoki w poszukiwaniu biżuterii i cennych przedmiotów. Podobno coraz więcej ludzi życzy sobie, żeby włożyć do trumny ich ulubioną komórkę, pierścionki, wieczne pióro, zegarek, palmtop, aparat cyfrowy. Czyżby wierzyli, że kiedyś będą im potrzebne?
Ciało…
Przypomniałem sobie reklamę z gazety. Zachęcała do pobierania organów z ciał ofiar wypadków i przeszczepiania ich ciężko chorym ludziom oczekującym na operację. Te serca, wątroby, nerki mogą kogoś uratować od śmierci i darować mu jeszcze dziesięć albo dwadzieścia lat życia, mówił jakiś profesor, który patronował akcji promocyjnej w gazecie.
Największym problemem jest to, że brakuje organów do przeszczepów. Brakuje dawców. W naszym społeczeństwie poziom zgody na wykorzystanie po śmierci organów ludzkich należy do najniższych w Europie, a przecież nierzadko to jedyna szansa dla kogoś chorego, argumentował profesor.
Bardzo logicznie. I słusznie.
Ale ludzie ciągle są temu przeciwni. Szczególnie rodziny zmarłych. Traktują nas jak… jak… nie waham się użyć tego słowa… jak hieny cmentarne, zwierzał się dziennikarzowi autorytet w dziedzinie przeszczepów.
Dopiero teraz zaczynałem rozumieć ten artykuł. I profesora. I wdowy. I mojego ojca.
Ciało...
Rodziny są przeciwne temu, by naruszać ciało ich bliskich. Nawet po śmierci ciało jest dla nich czymś świętym. Samotna wdowa nie chce wyrazić zgody na to, żeby chirurg wyciął nerkę jej ukochanemu Adamowi X i wszczepił do obcego ciała Ewy Y. Nawet po śmierci ciało Adama X jest dla niej ciągle tym samym Adamem, chociaż jest zimne, woskowo białe, stężałe jak mięso z zamrażalnika i głuche, milczące, pozbawione jakichkolwiek myśli. Ale przecież wciąż ma ten sam kolor włosów i oczu, ten sam nos i zęby. Podobieństwo jest uderzające. Ten odruch jest w nas silniejszy niż wszystko.
Ciało...
Nasze jedyne, ubóstwiane trofeum, które obnosimy przed światem jak przed lustrem.
Ciało…
Teraz wiem, skąd w Hollywood ten popyt na silikonowe piersi, implanty zębów, botoksy, liftingi twarzy, zabiegi odsysania tłuszczu. Cały ten oszołamiający korowód reanimowania starzejącego się, umierającego ciała. Liczy się tylko to, co można zobaczyć, dotknąć i powąchać. Ciało jest czymś konkretnym, namacalnym. Duch, brzmi jak dech. Jest nieuchwytny i nierealny, meta-fizyczny… Tylko ciało jest z tego świata...
Sześćdziesiąt procent wody. Tlen, wodór, związki węgla, azotu, sole wapnia, fosforu i potasu. Ponad dziewięćdziesiąt sześć procent związków organicznych. I mniej niż cztery procent soli metali.
Ecce homo.
Ciało...
Żywi nie lubią mówić o umarłych. Za wszelką unikają mówienia o śmierci. Jakby się bali ją sprowokować. Lepiej omijać makabryczne tematy. To niesmaczne. Można narazić się bliźnim, popsuć im humor i apetyt. Zresztą, kto zdrowy na ciele (i umyśle) ma ochotę rozmyślać o tym, jaki los spotka jego organy po śmierci? Ludzie wolą rozporządzać swoim majątkiem. Planują, co stanie się z ich domem, samochodami, biżuterią, akcjami i oszczędnościami po śmierci. Koniecznie trzeba to umieścić w testamencie. Ale pisać testament w sprawie swoich organów? To godne szaleńca, powie ktoś.
Pamiętam ten szok, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w gazecie kilka zdań wziętych w ramkę o krawędziach narysowanych przerywaną linią. Sugerowało to, że można ją wyciąć i schować do portfela.
Ja, niżej podpisany/na ............... oświadczam, że w przypadku mojego zgonu dobrowolnie wyrażam zgodę na wykorzystanie moich organów do przeszczepu. Oświadczam również, że przekazałem/am moją wolę mojej rodzinie, która jest świadoma mojej decyzji.
Data................ Miejsce.......................... Podpis........................
Ramka miała granatową obwódkę, która kontrastowała z żółtym tłem.
Uśmiechnąłem się, żeby ukryć zmieszanie i niesmak. Pamiętam tamtą myśl: a może ją sobie wytniesz? Słowo wytniesz nabrało nieoczekiwanie makabrycznej dwuznaczności…
Nie, dzięki. Uznałem, że to szczyt czarnego humoru. Niczego nie będę wycinał. Jeszcze mi miłe moje nerki.
Twoje? Przecież ciebie już wtedy nie będzie. W każdym razie nie będziesz już TWOIM CIAŁEM, kiedy oni będą chcieli przeszczepić komuś twoje nerki. Twoje ciało będzie wtedy już tylko mięsem pozbawionym życia. Pan chirurg nie będzie nawet potrzebował aplikować znieczulenia, żeby ci wyciąć nerkę. To nie będzie boleć. Więc czego się boisz? Dlaczego unikasz tej myśli? Dlaczego nie wypełnisz tego oświadczenia i nie podpiszesz go?
Daj spokój, to zbyt makabryczne. Nawet pobierania krwi panicznie się boisz. A co dopiero takich rzeczy! Pamiętam, pomyślałem wtedy: TAKICH RZECZY. Nie chciałem używać słów: organy, nerki, serce, wątroba, przeszczep. To było zbyt drastyczne. Złożyłem gazetę i wyrzuciłem na makulaturę.
Ciało...
Mój punkt widzenia wyglądałby zapewne inaczej, gdybym był chorym czekającym w kolejce na przeszczep. Wtedy prawdopodobnie nie uważałbym tego pomysłu za coś absurdalnego. Wręcz przeciwnie. Zgadzałbym się z profesorem, autorytetem w dziedzinie przeszczepów, że to potrzebne i szlachetne zawczasu myśleć o losie swoich nerek, wątroby czy serca. Wszystko zależy od punktu widzenia. Nawet najbardziej makabryczny testament może przynieść komuś spełnienie marzeń.
Ciało...
96% związków organicznych.
I mniej niż 4% soli różnych metali.
„Niesamowite...”, szepnąłem.
„Co?”, spytał ojciec podnosząc na mnie oczy znad stołu.
„Nie, nic, przypomniałem sobie jedną rzecz...”
„Musisz przeczytać ten artykuł o wdowach. Dam ci go, jak tylko znajdę. Jest naprawdę ciekawy”, powiedział i sięgnął po granatowy kubek z herbatą.
Independent.pl jest patronem medialnym tej książki










