Autor: Tadeusz Bartoś
Tytuł: Koniec prawdy absolutnej. Tomasz z Akwinu w epoce późnej nowoczesności



Jeśli sądzisz, że ta książka Cię nie dotyczy - jesteś w błędzie.

Tomizm, jako oficjalna doktryna Kościoła katolickiego, przez stulecia ulegał daleko idącej ideologizacji, a jego elementy kształtowały sposób myślenia i postrzegania wielu społeczeństw europejskich. Właśnie po tomizmie wielu z nas dziedziczy syndrom oblężonej twierdzy - przekonanie o słuszności łączenia sfer wiary i władzy oraz graniczące z pychą zaufanie, że istnieje jedna, wyjątkowa i niepodważalna prawda absolutna.
Jeśli myślisz, że to książka tylko dla specjalistów - mylisz się.
Oczywiście specjalistom będzie się ją czytać łatwiej, ale to książka dla każdego, kto chce zobaczyć, jak można filozofować bez zadęcia, konsekwentnie i uczciwie myśleć, a także znajdować inspirację w źródłach, które pozornie dawno już wyschły.
Jeśli uważasz, że rozważania filozoficzne nie są dla Ciebie - zacznij swoją przygodę z filozofią od tej właśnie książki.

-----------------

W świetle sumiennych analiz Tadeusza Bartosia, filozofia i teologia Tomasza jawią się jako lekcje mistrza, którego trzeba przywrócić naszej „późnej nowoczesności" - czasowi, jak pisał Lyotard, w którym uzyskaliśmy świadomość, iż „wszystko się rozprzęga" (nie na darmo przecież przywołuje autor Tomaszowe dictum przed śmiercią: „wszystko to słoma"). Stąd ważne dążenie Bartosia - do oswobodzenia myśli Akwinaty spod brzemienia starego scjentyzmu, któremu poddał się Kościół - na zasadzie paradoksalnego lustrzanego odbicia - na przełomie XIX i XX wieku, kiedy to próbował zbudować na osnowie teologii i filozofii Tomasza, przekształcając ją w niewzruszony paradygmat, alternatywny wobec pewności ówczesnej nauki wzorzec swojej własnej pewności.
Dziś ta formuła legła w gruzach - podobnie jak formuła Kościoła tamtej epoki, Kościoła pojmowanego jako „twierdza oblężona i wojująca" - i myśl Tomasza może swobodnie odżyć jako refleksja otwarta, wrażliwa na kruchość i niepewność ludzkiej kondycji, a także zadziwiająco współbieżna z filozofią i nauką humanistyczną naszego czasu.
prof. Zbigniew Mikołejko


Fragment:

Wielkie dzieło wielkiego filozofa jest niczym skarbonka na dziecięce oszczędności. Aby dostać się do środka, nie wystarczy nią solidnie potrząsnąć. Trzeba ją rozbić, stłuc. To jedyny dostęp do ukrytej tam zawartości. Cezary Wodziński pisał o filozofowaniu siekierą, gdy analizował myśl Fiodora Dostojewskiego i Fryderyka Nietzschego - w duchu tej poetyki można by powiedzieć, że niedaleko padła siekiera od skarbonki. Zniszczenie, destrukcja, rozpad, rozkład i przemoc od dawna pełniły rolę ambiwalentną, same w sobie karygodne, nie potrafią skryć do końca swej funkcji bycia źródłem wiedzy. Potrzeba przemocy wobec Boga, potrzeba Jego śmierci, by bardziej pojąć Jego życie. Potrzeba przemocy wobec prawdy absolutnej, by zrozumieć coś z prawdyskończonego świata.
Są bowiem tylko narodziny i śmierć. To wszystko. Rodzenie się i umieranie. Jedno z drugiego bierze siebie: umieranie z rodzenia, rodzenie z umierania. Śmierć Boga daje życie nowemu bogu, śmierć prawdy absolutnej daje życie nowej prawdzie. Już w śmierci prześwituje „nowe".
W procesie umierania prawdy rodzi się nowa, w procesie umierania Boga bóg się odradza. Potrzeba więc śmierci. Potrzeba końca.
Ogłoszono już wiele takich końców. Mieliśmy koniec historii i koniec człowieka: od Fryderyka Nietzschego przez Alexandre'a Kojève'a do Francisa Fukuyamy. Wszelkie „post", także postmodernizm i ponowoczesność, głoszą własne jego wersje. Koniec jednak zawsze jest początkiem.
Nie o śmierć w nim idzie, nie o negację tylko, ale o nowe: o regenerację, odrodzenie myśli.
W naszym kraju, na naszą prowincjonalną skalę, także trzeba głosić dziś koniec, śmierć, rozpad i upadek definitywny - potrzeba nam końca prawdy absolutnej. Końca jakoś tam lokalnego, bo spóźnionego o dziesięciolecia - trzeba nam końca nad Wisłą, Odrą i Nysą Łużycką. Śmierć prawdy absolutnej jest dziś niczym powietrze dla życia, bez niej w kraju robi się duszno, zbyt duszno. Tylko tak może się narodzić nowa, bardziej ludzka prawda. Jaka to prawda? - ujrzeć ją można w umieraniu starej.
Postkomunizm (to jest koniec cywilizacji sowieckiej), jeśli zawita kiedyś do naszej ojczyzny, oznaczać będzie to właśnie - koniec absolutów jedynie słusznej racji, czy to socjalistycznej i ateistycznej, czy paralelnie katolickiej i narodowej. Potrzeba końca prawdy absolutnej, by nadszedł czas, kiedy będą ryzykować śmieszność ci, którzy swoją ideologię (świecką czy religijną) przedstawiają jako argument ostateczny. Zbyt wiele kłamstwa wisi w powietrzu w naszym kraju, zbyt wiele udawania w życiu publicznym,politycznym i kościelnym. Czas już na pogrzeb. Czas bić w dzwony i zwoływać żałobny kondukt.
Śmierć prawdy absolutnej nie zaszkodzi jednak prawdompomniejszym. One sobie poradzą, nabiorą blasku, choć żywot wielu z nich bywa stosunkowo krótki, bliższy losowi motyla aniżeli żółwia. Gdy gaśnie wielkie światło, małe światełka ukazują swój urok. Śmierć prawdy absolutnej nie zaszkodzi wierze religijnej. Przeciwnie, to raczej szansa na odrodzenie autentycznych źródeł religijnego doświadczenia, to szansa na oczyszczenie wiary - bo uczy pokory. Religia autentyczna potrzebuje odnosić się ku czemuś, co przerasta człowieka. Nie może być człowiek sędzią prawdy boskiej, nie może być jej gwarantem ani głosicielem. Może jedynie pytać, cierpliwie i bez zniechęcenia szukać - w zasłuchaniu. Czas zadbać o śmierć prawdy absolutnej, by znalazła swe miejsce właściwe - w „zaświatach", ponad wszystkim, co na horyzoncie ludzkiego pojmowania. By stała się prawdziwie transcendentna. Zbyt wielu ludzi zbyt nachalnie ogłosiło się właścicielami prawdy. Niech więc umiera, niech skona biedaczka w ich kieszeniach, w ich ustach pełnych frazesów, podawanych z fanatyczną pewnością. Czas na bankructwo prawdy absolutnej, na wyprzedaż. Jej właściciele z pewnością nie będą zadowoleni z takiego
obrotu rzeczy, stracą dobytek, przedmiot swych zabiegów, inwestycji rozlicznych, powód dumy, poczucia godności osobistej i zbiorowej. Niełatwo zgodzą się na to, że chce się ich pozbawić widoku na skarb, w który zainwestowali, mierząc całe swoje życie iluzyjną miarą dostępu do
niezachwianie posiadanej racji. Nikt nie lubi być okradany, nawet jeśli jest okradany z iluzji.
Podejmujący się głoszenia śmierci prawdy absolutnej ryzykuje, że zostanie wyśmiany, ogłoszony szaleńcem, nieukiem, odszczepieńcem, relatywistą, nihilistą. A jednak trzeba głosić ów koniec. By na zawsze przepadła iluzja mechanicznego dostępu do własnej niekwestionowanej nieomylności. W tym wszystkim niech nas strzeże święty Tomasz - Doctor Angelicus.
Przedziwny to był mędrzec. Żył w czasach jakże odmiennych, inne rzeczy miał w głowie, ale jednego z całą pewnością mu nie brakowało: umiaru, zdrowego rozsądku, świadomości, że żadna ludzka wiedza nie wystarcza, by dosięgnąć absolutu. Całe życie ciężko pracował, nie wynosił się, nie dążył do władzy i wpływów. Na koniec uznał, że jego dzieło jest nicością - omnia palea, „wszystko to słoma" - powiedział przed śmiercią.
W ten sposób zostawił nam testament. Weźmy go dosłownie, uznajmy, że nie była to jedynie niejasna metafora: każde ludzkie dzieło jest nicością, słomą jesteśmy i myśli nasze. Po cóż się puszyć i nadymać. Więcej niewiedzy aniżeli wiedzy jest we wszystkim, o czym myślimy, co mówimy i robimy. Trzeba głosić śmierć prawdy absolutnej. Tomasza z Akwinu mamy za patrona.

[...]

Język paradoksu dostrzec możemy w tekstach religijnych różnych tradycji i kultur. W chrześcijaństwie średniowiecznym przedstawicielami takiego typu myślenia byli między innymi Mistrz Eckhart oraz Mikołaj z Kuzy - głównie za sprawą Pseudo-Dionizego Areopagity, który stanowił dla nich istotne źródło inspiracji. Nie inaczej jednak było z myślą Tomasza z Akwinu. Choć ubrana w język arystotelesowskiej sylogistyki, w swej treści i sposobie mówienia o Bogu jest rozwinięciem i systematycznym opracowaniem intuicji Areopagity.
Stosowanie definicji pojęć oraz analizy logicznej treści tych pojęć za pomocą metod wnioskowań sylogistycznych w swej powierzchniowej strukturze dąży do uspójniania wszelkich sformułowań. Pod wpływem Arystotelesa Tomasz nie akceptował w otwarty sposób (explicite) języka paradoksów i sprzeczności. Jednakże w zetknięciu z rzeczywistością boską, jej transcendencją, jakby przymuszony zostaje do wypowiedzi paradoksalnych lub wręcz wewnętrznie sprzecznych. Używając podziału na metajęzyk i język przedmiotowy, można by powiedzieć, że Akwinata - spójny na modłę sylogistyczną w metajęzyku - w języku przedmiotowym wypowiada formuły sprzeczne. Klasycznym przykładem jest teza o utożsamieniu istoty Boga z Jego istnieniem i działaniami. Nawyk pozwala nam na tolerowanie takich sformułowań, które przecież łączą w jedno to, czego połączyć się nie da: niszczą one bowiem podmiotowo-orzecznikową strukturę naszego języka. To rodzaj apofatycznej narracji, budującej formuły paradoksalne i sprzeczne.
Problem paradoksalności języka wypowiedzi w odniesieniu do rzeczywistości transcendentnej wobec człowieka pojawia się w sposób otwarty w kulturach pozaeuropejskich.
Przeglądu zagadnienia w zwięzły sposób dokonuje Erich Fromm: Mam tu na myśli podstawową różnicę stanowisk Wschodu (Chiny i Indie) i Zachodu wobec religii; różnicę tę można wyrazić w kategoriach logicznych. Od czasów Arystotelesa cały świat zachodni stosuje logiczne zasady jego filozofii. Logika ta opiera się na prawie identyczności, które twierdzi, że A jest A, na prawie zaprzeczenia (A nie jest nie A) oraz na prawie wykluczonego środka (A nie może być A oraz nie A; ani też A ani nie A) [...]. Ten aksjomat logiki arystotelesowskiej tak głęboko przepoił nasz sposób myślenia, że uważa się go za naturalny i oczywisty, podczas gdy z drugiej strony twierdzenie, że X jest A i nie A, wydaje się nonsensem [...].
P r z e c i w i e ń s t w e m l o g i k i a r y s t o t e l e s o w s k i e j j e s t - j a k b y j ą m o ż n a b y ł o o k r e ś l i ć - l o g i k a p ara d o k s a l n a [podkr. T.B.], która zakłada, że A i nie A nie
wykluczają się wzajemnie jako orzeczniki X [...]. Naczelną zasadę logiki paradoksalnej jasno opisał Lao-tse: „S ł o w a, k t ó r e s ą c a ł k o w i c i e p r a w d z i w e, w y d a j ą s i ę p a r ad
o k s e m". A Czuang-tsy powiedział: „To, co jest jednym, jest jednym. To, co nie jest jednym, jest także jednym". Pozytywną formułą logiki paradoksalnej jest: „To jest i zarazem tego nie ma". Inne sformułowanie jest negatywne: „To nie jest ani tym, ani tamtym". Ten pierwszy schemat znajdujemy w myśli taoistycznej, u Heraklita, a także w dialektyce heglowskiej; natomiast sformułowanie drugie często występuje w filozofii hinduskiej.
Konfrontacja myśli Tomasza z tak odmiennym paradygmatem racjonalności sama w sobie jest już interesującym zadaniem hermeneutycznym, pozwalającym na lepsze uświadomienie sobie uwikłań intelektualnych Akwinaty. W związku z tym trzeba pamiętać także, że sposób myślenia
zależy istotnie od rozumienia i przeżywania czasu. Edward Hall dzieli kultury na monochroniczne i polichroniczne. Pierwsza, przyjmująca linearność czasu, prowadzi do myślenia analitycznego i rozkwitła w europejską cywilizację techniczną, gdzie sprzeczność i paradoks są zaburzeniem.
Drugi typ kultury, którego podstawą jest myślenie całościowe, obecny jest w cywilizacjach pozaeuropejskich. Kładzie się tam nacisk na „występowanie kilku czynności naraz", stąd kultury te w naturalny sposób są żywiołem dla myślenia paradoksalnego. W dalszym ciągu swego wywodu Fromm pisze, że także w myśli zachodniej obecne były elementy logiki paradoksalnej.
Dostrzega ją u Heraklita, który mówił, iż konflikt przeciwieństw jest podstawą wszelkiego istnienia. Cytuje fragmenty z Heraklita:
„Nie rozumieją [...] jak to, co jest rozbieżne, zbiega się w sobie.
Jest to zgodność rozbieżnych dążeń, jak w łuku i lirze".
Albo jeszcze jaśniej: „W te same fale wstępujemy i nie wstępujemy, jesteśmy sobą i nie jesteśmy".
Albo: „Tym samym jest w nas życie i śmierć, czuwanie i sen, młodość i starość".
Podobne myśli znajduje Fromm u Lao-tse: „Ciężkość jest źródłem lekkości; bezruch jest władcą ruchu". Albo: „Tao w swym uporządkowanym bycie nie robi nic i nie ma niczego, czego by nie robił". Albo: „Moje słowa można bardzo łatwo zrozumieć i bardzo łatwo wprowadzić w życie; ale na całym świecie nie ma nikogo, kto by mógł je i zrozumieć, i wprowadzić w życie".
„Patrzymy na to i nie widzimy tego - i nazywamy to Jednakim. Słuchamy tego i nie słyszymy tego - i nazywamy to Niesłyszalnym. Próbujemy to pochwycić i nie udaje się nam - i nazywamy to Nieuchwytnym.
Mając te trzy właściwości, nie daje się to opisać, dlatego łączymy je razem i uzyskujemy Jedno".
Fromm zwraca uwagę, że dla myślenia taoistycznego, tak jak i dla Hindusów, a również dla Sokratesa, szczytem myśli jest wiedza o własnej niewiedzy: „Wiedzieć, a jednak myśleć, że nie wiemy, jest najwyższym osiągnięciem; nie wiedzieć, a jednak myśleć, że wiemy, Jest chorobą" [Lao-tse -T.B.]. To, że nie należy wymieniać imienia najwyższego Boga, jest jedynie konsekwencją tej filozofii.
Najwyższej rzeczywistości, najwyższej Istoty nie można uchwycić ani w słowach, ani w myślach. Lao-tse ujmuje to następująco: „Tao, które można gnębić [raczej „zgłębić"? -T.B.], nie jest trwałym i niezmiennym Tao. Imię, które można wypowiedzieć, nie jest trwałym i niezmiennym imieniem". 42 Niewiele trzeba wysiłku, by zobaczyć, że bardzo podobne wypowiedzi znajdziemy u Tomasza z Akwinu. W poprzednim rozdziale szerzej omówiliśmy twierdzenie, że ludzka wiedza o Bogu nie ma charakteru pozytywnego i jest raczej rozbudowaną świadomością własnej niewiedzy. Zasadnicza niedostępność poznawcza boskiego bytu sprawia, że j e d y n ą d r o g ą d o p o z n a n i a B o g a j e s t n e g a c j a b o s k o ś c i ś w i a t a: W rozważaniu boskiej substancji należy iść przede wszystkim drogą odrzucania. Boska substancja w swej niezmierzoności przekracza wszelką formę, jaką może pojąć nasz intelekt.
Nie możemy więc ująć boskiej substancji, gdy chcemy poznać, czym jest. Mamy jednak jakąś wiedzę na temat tego, czym ona nie jest. Tym bardziej więc zbliżamy się do poznania jej, im więcej w naszym intelekcie możemy od niej odsunąć.
W związku z tym warto się przyjrzeć, jak Fromm ukazuje ścisły związek logiki paradoksalnej z pojęciem Boga: Skoro Bóg reprezentuje ostateczną rzeczywistość, skoro rozum ludzki postrzega rzeczywistość w sprzecznościach, nie można nic orzec o Bogu. We d a n t a u z n a j e i d e ęw s z y s t k o w i e d z ą c e g o i w s z e c h m o c n e g o B o g a z a f o r m ę n a j w y ż s z e j i g n o r a n c j i [podkr. T.B.]. Widzimy tu związek z bezimiennością Tao, z bezimiennym imieniem Boga, który objawia się Mojżeszowi, z „Absolutną Nicością" Mistrza Eckharta. Człowiek może znać jedynie negatywną, nigdy zaś pozytywną stronę najwyższej rzeczywistości.
„Tymczasem człowiek nie może wiedzieć, czym Bóg jest, nawet gdyby zupełnie dobrze uświadomił sobie, czym Bóg nie jest... Tak oto rozum walczący z niczym głośno domaga się istnienia najwyższego dobra". Dla Mistrza Eckharta „Boska Istota jest negacją negacji i zaprzeczeniem zaprzeczeń. Każde stworzenie zawiera negację: zaprzecza sobą, że nie jest niczym innym". Bóg w konsekwencji staje się dla Mistrza Eckharta „Absolutną Nicością", tak jak w kabale najwyższą rzeczywistością jest „En Sof " - Istota Nieskończona. Do wypowiedzi paradoksalnych możemy bez wahania dorzucić słowa Tomasza o pochodzeniu Syna od Ojca:
To zrodzenie jest całkowicie niezmienne . Choć jest to wypowiedź par excellance paradoksalna, przyznać trzeba, że czytelnicy pism Tomasza ze względu na przedzałożenia, z jakimi przystępują do lektury, mogą nie odnotować tego wymiaru myśli Akwinaty, jakby przyzwyczajeni do podobnych sformułowań. Przyzwyczajenie to jednak najprostsza droga do stracenia z oczu aporii.
Tymczasem wypowiedź o rodzeniu bez jakiejkolwiek zmiany jest sformułowaniem nie tylko paradoksalnym, ale zwyczajnie sprzecznym wewnętrznie. Na takich właśnie stwierdzeniach, zawierających równocześnie afirmację i negację, osadzona jest Tomaszowa metoda orzekania o Bogu.


Literatura faktu
seria: z wagą
wydanie: I
gatunek: esej
oprawa: twarda
format: 14,5 x 20,5 cm
liczba stron: 568
cena 49,90zł



Independent.pl jest patronem medialnym tej książki

Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.



Data wydania: 2010-08-04