Artysta: Tomasz Budzyński
Tytuł: Soul Side Story
"Soul Side Story" Tomasza Budzyńskiego to nie tylko autobiografia: wspomnienia, opowieści, archiwalne zdjęcia, dokumenty… Książka o ludziach, muzyce, epoce. Towarzyszy jej płyta DVD Podróż na Wschód – komedia muzyczna z udziałem zespołu Armia.
-------
Powiem od razu, że do napisania tej książki zapuściłem sobie specjalną brodę, bo wydaje mi się, że każdy pisarz musi mieć brodę. Pisarz bez brody jest niepoważny, a jego książka nieistotna. Broda dodaje majestatu jego słowom i podkreśla ich ważność. Nie jestem pisarzem, ale postanowiłem chociaż wyglądać jak pisarz. Zresztą proszę spojrzeć na zdjęcia wybitnych pisarzy, a sami się Państwo przekonają, że mam rację. Dostojewski, Tołstoj, Conrad, Eco.
Zacząłem pisać, bo od jakiegoś czasu zdarza mi się, i to nawet dość często, zobaczyć godzinę 11:11 albo 22:22, nie mówiąc już o godzinie 00:00. Aby doświadczyć czegoś takiego, trzeba mieć zegarek elektroniczny – i to w widocznym miejscu. Budzi to we mnie jakiś rodzaj nieokreślonego niepokoju. Ta chwila złapana na gorącym uczynku domaga się ode mnie jakiejś reakcji. Tylko jakiej? Tak jakby przynaglano mnie do czegoś i mówiono: teraz! Może trzeba wtedy wypowiedzieć jakieś zaklęcie, którego nie znam, a przez to coś bardzo ważnego nie może się zdarzyć? A może trzeba nacisnąć jakiś guzik? Tylko który? Tytus de Zoo w trzeciej części przygód schował się w rakiecie i powiedział: „Kusi mnie, aby nacisnąć jakiś guzik”. On nacisnął ten właściwy i rakieta ruszyła w kosmos. Otworzyła się niesamowita przygoda. Tak jak w jednej z mistycznych bajek Rabina Nachmana przerażający ludzki fatalizm sprawia, że Mesjasz nie może przyjść. Ta chwila jest ulotna, bo zaraz jest już 11:12 albo 22:23 i wszystko stracone. Ale czy bezpowrotnie?
Fragment:
Jeździły jeszcze wtedy lokomotywy parowe, te cuda i arcydzieła techniki. Arcydzieło techniki nie tylko musi spełniać niebywałe wymagania techniczne, ale powinno również być piękne. Lokomotywy były takimi arcydziełami. Były pojazdami czarodziejskimi. Marzyłem o tym, aby choć na chwilkę wejść do środka. Na peronie często, przechodząc obok lokomotywy, starałem się zajrzeć do jej wnętrza. Oczywiście nie mogło być mowy o tym, aby wejść do środka lokomotywy – to graniczyłoby z jakimś świętokradztwem, choć ta szalona myśl przychodziła mi do głowy dość często. Widziałem tylko mały fragment wnętrza pełen różnych zagadkowych zegarów i dźwigni. Dla mnie maszynista, który jeździł taką lokomotywą, nie był zwykłym człowiekiem. To była jakaś nadludzka istota, heros z jakiejś przedziwnej mitologii. Mówiąc językiem Grabińskiego – Demon ruchu! Maszynista Grot! W ogóle do kolei czuję niezwykłą miłość. Myślę o tym, aby po zakończeniu kariery muzycznej podjąć jakąś skromną pracę na kolei, ale nie wiem, czy będzie to możliwe z powodu wieku. Czuję się niemal jak jedna z postaci genialnych nowel Stefana Grabińskiego. Pociąg, kolej, stacje kolejowe, dworce – są to dla mnie miejsca magiczne. Odkąd mam samochód, przestałem podróżować pociągiem i przebywać na dworcach. Muszę przyznać, że jest mi smutno z tego powodu. Tęsknię za tym i wydaje mi się, że pociągi też za mną tęsknią.
Podróżować pociągami samodzielnie zacząłem już w bardzo młodym wieku. Rodzice wysłali mnie samego pociągiem z Puław do Warszawy, gdy miałem 12 lat. Nie wiem, czy to było z ich strony rozsądne, ale może wtedy były po prostu inne czasy. Wydaje mi się, że całe moje życie jest jedną wielką podróżą. Zawsze gdzieś dojeżdżam. Kiedyś były to pociągi, a teraz samochody. Mam taką swoją podróż marzenie – pociągiem przez Ukrainę do Odessy, stamtąd statkiem do Konstantynopola, dalej do Jerozolimy, później na górę Synaj, a stamtąd do Afryki, do Etiopii. Tam już mogę położyć się na ziemi i umrzeć. Jeden z moich kolegów z podstawówki na pytanie nauczycielki „kim chciałbyś zostać”, odpowiadał, że kolejarzem. Co ciekawe, ten kolega potrafił bardzo ładnie śpiewać i w ogóle się tego nie wstydził. Dla mnie z kolei lekcje wychowania muzycznego były jedną wielką torturą i straszliwym stresem. Panicznie bałem się, że zostanę wywołany i będę musiał zaśpiewać jakąś piosenkę przed całą klasą. A tamten kolega, poproszony przez nauczycielkę o wykonanie piosenki, śpiewał bardzo odważnie i czysto. Do dziś pamiętam, że była ona o zielonej wyspie Irlandii. Wszyscy byliśmy tym zdumieni. Jakież było moje zdziwienie, gdy spotkałem go kiedyś na stacji w Dęblinie w granatowym mundurze kolejarza. Jego marzenia się spełniły, jest maszynistą i jeździ zielonymi elektrowozami.
Oprawa: Miękka
Format: 185 x245 mm
Ilość stron: 436
Tytuł: Soul Side Story
"Soul Side Story" Tomasza Budzyńskiego to nie tylko autobiografia: wspomnienia, opowieści, archiwalne zdjęcia, dokumenty… Książka o ludziach, muzyce, epoce. Towarzyszy jej płyta DVD Podróż na Wschód – komedia muzyczna z udziałem zespołu Armia.
-------
Powiem od razu, że do napisania tej książki zapuściłem sobie specjalną brodę, bo wydaje mi się, że każdy pisarz musi mieć brodę. Pisarz bez brody jest niepoważny, a jego książka nieistotna. Broda dodaje majestatu jego słowom i podkreśla ich ważność. Nie jestem pisarzem, ale postanowiłem chociaż wyglądać jak pisarz. Zresztą proszę spojrzeć na zdjęcia wybitnych pisarzy, a sami się Państwo przekonają, że mam rację. Dostojewski, Tołstoj, Conrad, Eco.
Zacząłem pisać, bo od jakiegoś czasu zdarza mi się, i to nawet dość często, zobaczyć godzinę 11:11 albo 22:22, nie mówiąc już o godzinie 00:00. Aby doświadczyć czegoś takiego, trzeba mieć zegarek elektroniczny – i to w widocznym miejscu. Budzi to we mnie jakiś rodzaj nieokreślonego niepokoju. Ta chwila złapana na gorącym uczynku domaga się ode mnie jakiejś reakcji. Tylko jakiej? Tak jakby przynaglano mnie do czegoś i mówiono: teraz! Może trzeba wtedy wypowiedzieć jakieś zaklęcie, którego nie znam, a przez to coś bardzo ważnego nie może się zdarzyć? A może trzeba nacisnąć jakiś guzik? Tylko który? Tytus de Zoo w trzeciej części przygód schował się w rakiecie i powiedział: „Kusi mnie, aby nacisnąć jakiś guzik”. On nacisnął ten właściwy i rakieta ruszyła w kosmos. Otworzyła się niesamowita przygoda. Tak jak w jednej z mistycznych bajek Rabina Nachmana przerażający ludzki fatalizm sprawia, że Mesjasz nie może przyjść. Ta chwila jest ulotna, bo zaraz jest już 11:12 albo 22:23 i wszystko stracone. Ale czy bezpowrotnie?
Fragment:
Jeździły jeszcze wtedy lokomotywy parowe, te cuda i arcydzieła techniki. Arcydzieło techniki nie tylko musi spełniać niebywałe wymagania techniczne, ale powinno również być piękne. Lokomotywy były takimi arcydziełami. Były pojazdami czarodziejskimi. Marzyłem o tym, aby choć na chwilkę wejść do środka. Na peronie często, przechodząc obok lokomotywy, starałem się zajrzeć do jej wnętrza. Oczywiście nie mogło być mowy o tym, aby wejść do środka lokomotywy – to graniczyłoby z jakimś świętokradztwem, choć ta szalona myśl przychodziła mi do głowy dość często. Widziałem tylko mały fragment wnętrza pełen różnych zagadkowych zegarów i dźwigni. Dla mnie maszynista, który jeździł taką lokomotywą, nie był zwykłym człowiekiem. To była jakaś nadludzka istota, heros z jakiejś przedziwnej mitologii. Mówiąc językiem Grabińskiego – Demon ruchu! Maszynista Grot! W ogóle do kolei czuję niezwykłą miłość. Myślę o tym, aby po zakończeniu kariery muzycznej podjąć jakąś skromną pracę na kolei, ale nie wiem, czy będzie to możliwe z powodu wieku. Czuję się niemal jak jedna z postaci genialnych nowel Stefana Grabińskiego. Pociąg, kolej, stacje kolejowe, dworce – są to dla mnie miejsca magiczne. Odkąd mam samochód, przestałem podróżować pociągiem i przebywać na dworcach. Muszę przyznać, że jest mi smutno z tego powodu. Tęsknię za tym i wydaje mi się, że pociągi też za mną tęsknią.
Podróżować pociągami samodzielnie zacząłem już w bardzo młodym wieku. Rodzice wysłali mnie samego pociągiem z Puław do Warszawy, gdy miałem 12 lat. Nie wiem, czy to było z ich strony rozsądne, ale może wtedy były po prostu inne czasy. Wydaje mi się, że całe moje życie jest jedną wielką podróżą. Zawsze gdzieś dojeżdżam. Kiedyś były to pociągi, a teraz samochody. Mam taką swoją podróż marzenie – pociągiem przez Ukrainę do Odessy, stamtąd statkiem do Konstantynopola, dalej do Jerozolimy, później na górę Synaj, a stamtąd do Afryki, do Etiopii. Tam już mogę położyć się na ziemi i umrzeć. Jeden z moich kolegów z podstawówki na pytanie nauczycielki „kim chciałbyś zostać”, odpowiadał, że kolejarzem. Co ciekawe, ten kolega potrafił bardzo ładnie śpiewać i w ogóle się tego nie wstydził. Dla mnie z kolei lekcje wychowania muzycznego były jedną wielką torturą i straszliwym stresem. Panicznie bałem się, że zostanę wywołany i będę musiał zaśpiewać jakąś piosenkę przed całą klasą. A tamten kolega, poproszony przez nauczycielkę o wykonanie piosenki, śpiewał bardzo odważnie i czysto. Do dziś pamiętam, że była ona o zielonej wyspie Irlandii. Wszyscy byliśmy tym zdumieni. Jakież było moje zdziwienie, gdy spotkałem go kiedyś na stacji w Dęblinie w granatowym mundurze kolejarza. Jego marzenia się spełniły, jest maszynistą i jeździ zielonymi elektrowozami.
Oprawa: Miękka
Format: 185 x245 mm
Ilość stron: 436










