Autor: Aravind Adiga
Tytuł: Biały Tygrys
Żadnej bajkowej egzotyki rodem z Bollywood, żadnego pachnącego szafranu, ani powiewnego sari, żadnej muzyki, żadnego liryzmu, żadnych złudzeń. Biały Tygrys – kipiąca gniewem, zuchwale prześmiewcza i niezwykle wciągająca powieść Aravinda Adigi pokazuje szokujący i ekscytujący zarazem obraz współczesnych Indii i indyjskich konfliktów społecznych. To świetna odtrutka na oklepane frazesy na temat Orientu – Indie Adigi są odrażającym miejscem.
Balram Halwai – tytułowy Biały Tygrys – to człowiek niezwykle skomplikowany. Służący. Filozof. Przedsiębiorca. Morderca. W listach do premiera Chin, który ma odwiedzić Indie, udziela gratis kilku lekcji na temat prawdziwego oblicza indyjskiej przedsiębiorczości i przedstawia historię swojego życia. Przez siedem nocy, w świetle groteskowego żyrandola, Balram snuje przejmującą opowieść o tym, jak udało mu się odmienić los, choć jego przeznaczeniem było robić cukierki, i jak z uczciwego i pracowitego chłopca, urodzonego w ciemnym sercu Indii, stał się pełnym determinacji zabójcą.
Nie mając nic prócz własnej inteligencji i silnego instynktu przetrwania, Balram zostaje kierowcą (i służącym) bogatego właściciela ziemskiego, który zabiera go ze sobą do Delhi. Wielkie miasto, jego przepych i możliwości, są dla chłopaka objawieniem, ale dla ludzi takich jak on, na samym dole społecznej drabiny, świat olśniewających nowych Indii nigdy nie będzie dostępny. Jest tylko jeden sposób, by Balram mógł stać się jego częścią – musi zamordować swego pana.
Oczami Balrama oglądamy Indie, jakich nigdy dotąd nie widzieliśmy: z karaluchami i centrami handlowymi, z prostytutkami i skorumpowanymi politykami, z ubogimi wioskami nad Gangesem, w których panuje bezprawie, i napędzającymi Amerykę ośrodkami techniki i outsourcingu w Bangalurze. Opowiadając historię swojego życia, Balram przekonuje, że religia nie stwarza moralności, a pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów – można mieć z życia, co się chce, jeśli tylko podsłucha się właściwą rozmowę, a w skorumpowanym świecie wciąż zdarza się przyzwoitość. Napisana w pierwszej osobie spowiedź mordercy szokuje nie tylko tematyką – także językiem narratora – amoralnym, cynicznym, pozbawionym skrupułów, a jednak głęboko ujmującym. To jeden z wielu atutów tej na wskroś współczesnej powieści, która stała się światową sensacją wydawniczą, została przetłumaczona na siedemnaście języków i zdobyła nominację do prestiżowej Nagrody Bookera 2008.
tytuł oryginału: The White Tiger;
tłumaczenie: Ludwik Stawowy;
format: 125 x 195 mm; oprawa twarda; liczba stron: 256;
cena detaliczna: 32,00 zł
Napisali o książce
Przesłanie Adigi nie jest ani szczególnie subtelne, ani oryginalne, ale sardoniczny ton Balrama i jego trafne spostrzeżenia na temat porządku społecznego są zarazem przekonujące i niepokojące. ~ “The New Yorker
Cyniczna, pełna złośliwej satysfakcji opowieść Balrama doskonale ukazuje współczesne Indie – nie ma tu ani śladu lirycznej nostalgii, tylko rzeczywistość w całej swej bujności i obfitości.~„The Times”
Doskonała odtrutka na liryczny obraz Indii. ~ „Publishers Weekly”
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat niewiele czytałem powieści, które zrobiłyby na mnie tak wielkie wrażenie jak Biały Tygrys. Ta debiutancka książka indyjskiego dziennikarza była niczym cios obuchem. To zdumiewająca, pełna gniewu powieść o niesprawiedliwości i władzy. ~ „USA Today”
Ta wartko tocząca się powieść, której akcja dzieje się w Indiach, koryguje gładką, bajkową egzotykę, jaką często jest karmiony czytelnik z Zachodu... Jeśli to są ludzie, którzy zbudowali Indie, ich prawnuki faktycznie mogą dokopać Ameryce... ~ „New York Magazine”
Satyra tak ostra, że już ostrzejsza być nie może. ~ “The Seattle Times”
Wśród wielkich iluzji na temat „rosnących” Indii Aravind Adiga znalazł temat, którego mógłby mu pozazdrościć Gogol. Z bezlitośnie i uroczo zjadliwym poczuciem humoru Biały Tygrys analizuje niepohamowane pragnienia bogaczy; przedstawia również dobitnie, z zaskakującą precyzją i wrażliwością, desperackie wysiłki ubogich. ~ „Pankaj Mishra”
Piekielnie okrutna i błyskotliwa... Żaden szczegół tej powieści nie brzmi fałszywie, żaden nie sprawia wrażenia fikcji. Biały Tygrys to dzieło demaskatorskie... A ponieważ jest równocześnie pełne ciętego dowcipu przechodzącego w celny patos, Adigę jako pisarza czeka sukces. ~ „Sunday Telegraph”
Adiga to prawdziwy pisarz – to znaczy ktoś, kto tworzy oryginalny język i oryginalną wizję. Taki jest język Balrama Halwai – dowcipny, dosadny, wreszcie psychopatyczny... Rzecz niezwykła.
~ „Sunday Times”
fragment książki:
Nie oglądam już hinduskich filmów, z zasady, ale w czasach, kiedy je oglądałem, tuż przed pojawieniem się tytułu rozbłyskała na czarnym ekranie liczba 786 – muzułmanie uważają, że to liczba magiczna, reprezentująca ich Boga – albo pokazywał się obraz kobiety w białym sari, do której stóp spadały złote monety; była to Lakszmi, bogini hinduistów.
W moim kraju panuje stary, uświęcony tradycją zwyczaj, że opowieść zaczyna się od modlitwy do Siły Wyższej.
Myślę, Ekscelencjo, że ja też powinienem zacząć od złożenia pocałunku na dupie któregoś boga.
Którego zatem? Bo jest naprawdę duży wybór.
Muzułmanie mają jednego.
Chrześcijanie trzech.
A hinduiści trzydzieści sześć milionów.
W sumie mogę więc wybierać spośród 36 000 004 boskich dup.
Ale są tacy – i nie mam na myśli tylko komunistów jak Pan, lecz myślących ludzi ze wszystkich partii politycznych – którzy uważają, że w istocie niewielu bogów istnieje, a niektórzy wręcz są zdania, że nie istnieje żaden. Nie jestem filozofem ani poetą, skąd więc mam wiedzieć, jak jest naprawdę? Owszem, wygląda na to, że wszyscy ci bogowie prawie nic nie robią – zupełnie jak nasi politycy – a i tak rok po roku są wybierani na swe złote trony w niebie. Nie mówię, że ich nie szanuję. Skądże znowu, Panie Premierze! Niech Panu czasem nie przyjdzie taka bluźniercza myśl do żółtej głowy. Mój kraj należy do tych, w których opłaca się grać na dwie strony: hinduski przedsiębiorca musi być jednocześnie rzetelny i nieuczciwy, drwiący i wierzący, podstępny i szczery.
Teraz zamykam oczy, składam dłonie w pełnym czci namaste i modlę się do bogów, żeby rzucili światło na moją mroczną historię.
Proszę o wyrozumiałość, Panie Jiabao. To może trochę potrwać.
Jak Pan myśli, ile czasu by Panu zabrało pocałowanie 36 000 004 dup?
Gotowe.
Oczy mam już otwarte.
Jest 23.52 – naprawdę pora zaczynać.
Oficjalne ostrzeżenie – jak piszą na papierosach – przed startem.
Pewnego dnia, kiedy wiozłem moich byłych pracodawców, pana Ashoka i panią Pinky, ich hondą, pan Ashok położył mi rękę na ramieniu i powiedział:
– Zatrzymaj się – po czym pochylił się w moją stronę, aż poczułem zapach jego wody po goleniu, tego dnia smakowicie owocowy, i jak zwykle uprzejmie zapytał: – Balram, czy mogę ci zadać kilka pytań?
– Tak, proszę pana – odparłem.
– Balram, ile jest planet na niebie?
Odpowiedziałem najlepiej, jak umiałem.
– Balram, kto był pierwszym premierem Indii? – A potem: – Balram, jaka jest różnica między hinduistami i muzułmanami? – I jeszcze: – Jak się nazywa nasz kontynent?
Wtedy usiadł prosto i spytał panią Pinky:
– Słyszałaś?
– Żartował? – zapytała, a mnie serce zabiło mocniej, jak zawsze, gdy coś mówiła.
– Nie. On naprawdę myśli, że to poprawne odpowiedzi.
Pani Pinky zachichotała, ale jego twarz, którą widziałem w lusterku, była poważna.
– Rzecz w tym, że on ma chyba tylko dwie albo trzy klasy. Umie czytać i pisać, ale nie rozumie tego, co przeczytał. Jest niedouczony. W tym kraju mamy mnóstwo podobnych ludzi. I w ręce takich osobników – wskazał mnie palcem – oddajemy naszą wspaniałą demokrację. Na tym polega tragedia tego kraju.
Westchnął.
– Dobrze, Balram. Jedziemy.
Tego wieczoru leżałem w łóżku pod moskitierą i myślałem o jego słowach. Miał rację, proszę Pana. Nie podobało mi się, że w taki sposób o mnie mówił, ale miał rację.
„Autobiografia niedouczonego Hindusa” – tak powinienem zatytułować historię swojego życia.
Ja i tysiące takich jak ja w tym kraju jesteśmy niedouczeni, bo nie mogliśmy skończyć nauki. Gdyby tak ktoś otworzył nam czaszki i poświecił latarenką, odkryłby dziwaczne muzeum informacji: zdania zapamiętane z podręczników historii czy matematyki (żaden chłopiec nie pamięta tak dobrze, czego się uczył, jak ten, któremu naukę przerwano, zapewniam Pana); opinie na temat polityki, przeczytane w gazetach, w oczekiwaniu że ktoś przyjdzie do biura; trójkąty i ostrosłupy widziane na kartkach wyrwanych ze starych podręczników do geometrii (w takie kartki pakują przekąski wszystkie herbaciarnie w tym kraju); strzępy wiadomości z biuletynów indyjskiego radia; rzeczy, które wpadają człowiekowi do głowy niczym jaszczurki z sufitu, na pół godziny przed zaśnięciem – wszystkie te wyobrażenia, na wpół ukształtowane, na wpół przyswojone i w połowie słuszne, przemieszane z innymi niedojrzałymi ideami w naszych głowach, a przypuszczam, że te niedojrzałe idee gwałcą się nawzajem i rodzą kolejne półpełne – otóż to jest podstawa naszego działania i z tym żyjemy.
Historia mojego dorastania to opowieść o tym, jak powstaje człowiek niedouczony.
Ale uwaga, Panie Premierze! Ludzie w pełni ukształtowani, po dwunastu latach nauki w szkole i kilku na uniwersytecie, noszą eleganckie garnitury, pracują w firmach i przez resztę życia wykonują polecenia innych.
Przedsiębiorcy są z gliny wypalonej w połowie.
Najlepszy sposób, żeby podać Panu podstawowe informacje na mój temat – dotyczące pochodzenia, wzrostu, wagi, zboczeń seksualnych itd. – to plakat. Z moim zdjęciem, ten, który wydrukowała policja.
Przyznam się, że kiedy nazwałem własne dzieje najmniej znaną historią sukcesu w Bangalurze, trochę mijałem się z prawdą. Mniej więcej trzy lata temu, gdy w związku ze swoim przedsiębiorczym postępowaniem stałem się na krótko osobą o znaczeniu ogólnokrajowym, na każdej poczcie, każdym posterunku policji, każdej stacji kolejowej pojawiły się plakaty z moją twarzą. Tę twarz i moje nazwisko poznało wtedy mnóstwo ludzi. Nie mam papierowego plakatu, ale w srebrnym laptopie firmy Macintosh – kupiłem go przez Internet w pewnym singapurskim sklepie, działa jak marzenie – przechowuję jego skan, więc jeśli chwilę Pan poczeka, włączę laptop, znajdę ten skan i przeczytam, co jest na nim napisane...
Tytuł: Biały Tygrys
Żadnej bajkowej egzotyki rodem z Bollywood, żadnego pachnącego szafranu, ani powiewnego sari, żadnej muzyki, żadnego liryzmu, żadnych złudzeń. Biały Tygrys – kipiąca gniewem, zuchwale prześmiewcza i niezwykle wciągająca powieść Aravinda Adigi pokazuje szokujący i ekscytujący zarazem obraz współczesnych Indii i indyjskich konfliktów społecznych. To świetna odtrutka na oklepane frazesy na temat Orientu – Indie Adigi są odrażającym miejscem.
Balram Halwai – tytułowy Biały Tygrys – to człowiek niezwykle skomplikowany. Służący. Filozof. Przedsiębiorca. Morderca. W listach do premiera Chin, który ma odwiedzić Indie, udziela gratis kilku lekcji na temat prawdziwego oblicza indyjskiej przedsiębiorczości i przedstawia historię swojego życia. Przez siedem nocy, w świetle groteskowego żyrandola, Balram snuje przejmującą opowieść o tym, jak udało mu się odmienić los, choć jego przeznaczeniem było robić cukierki, i jak z uczciwego i pracowitego chłopca, urodzonego w ciemnym sercu Indii, stał się pełnym determinacji zabójcą.
Nie mając nic prócz własnej inteligencji i silnego instynktu przetrwania, Balram zostaje kierowcą (i służącym) bogatego właściciela ziemskiego, który zabiera go ze sobą do Delhi. Wielkie miasto, jego przepych i możliwości, są dla chłopaka objawieniem, ale dla ludzi takich jak on, na samym dole społecznej drabiny, świat olśniewających nowych Indii nigdy nie będzie dostępny. Jest tylko jeden sposób, by Balram mógł stać się jego częścią – musi zamordować swego pana.
Oczami Balrama oglądamy Indie, jakich nigdy dotąd nie widzieliśmy: z karaluchami i centrami handlowymi, z prostytutkami i skorumpowanymi politykami, z ubogimi wioskami nad Gangesem, w których panuje bezprawie, i napędzającymi Amerykę ośrodkami techniki i outsourcingu w Bangalurze. Opowiadając historię swojego życia, Balram przekonuje, że religia nie stwarza moralności, a pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów – można mieć z życia, co się chce, jeśli tylko podsłucha się właściwą rozmowę, a w skorumpowanym świecie wciąż zdarza się przyzwoitość. Napisana w pierwszej osobie spowiedź mordercy szokuje nie tylko tematyką – także językiem narratora – amoralnym, cynicznym, pozbawionym skrupułów, a jednak głęboko ujmującym. To jeden z wielu atutów tej na wskroś współczesnej powieści, która stała się światową sensacją wydawniczą, została przetłumaczona na siedemnaście języków i zdobyła nominację do prestiżowej Nagrody Bookera 2008.
tytuł oryginału: The White Tiger;
tłumaczenie: Ludwik Stawowy;
format: 125 x 195 mm; oprawa twarda; liczba stron: 256;
cena detaliczna: 32,00 zł
Napisali o książce
Przesłanie Adigi nie jest ani szczególnie subtelne, ani oryginalne, ale sardoniczny ton Balrama i jego trafne spostrzeżenia na temat porządku społecznego są zarazem przekonujące i niepokojące. ~ “The New Yorker
Cyniczna, pełna złośliwej satysfakcji opowieść Balrama doskonale ukazuje współczesne Indie – nie ma tu ani śladu lirycznej nostalgii, tylko rzeczywistość w całej swej bujności i obfitości.~„The Times”
Doskonała odtrutka na liryczny obraz Indii. ~ „Publishers Weekly”
W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat niewiele czytałem powieści, które zrobiłyby na mnie tak wielkie wrażenie jak Biały Tygrys. Ta debiutancka książka indyjskiego dziennikarza była niczym cios obuchem. To zdumiewająca, pełna gniewu powieść o niesprawiedliwości i władzy. ~ „USA Today”
Ta wartko tocząca się powieść, której akcja dzieje się w Indiach, koryguje gładką, bajkową egzotykę, jaką często jest karmiony czytelnik z Zachodu... Jeśli to są ludzie, którzy zbudowali Indie, ich prawnuki faktycznie mogą dokopać Ameryce... ~ „New York Magazine”
Satyra tak ostra, że już ostrzejsza być nie może. ~ “The Seattle Times”
Wśród wielkich iluzji na temat „rosnących” Indii Aravind Adiga znalazł temat, którego mógłby mu pozazdrościć Gogol. Z bezlitośnie i uroczo zjadliwym poczuciem humoru Biały Tygrys analizuje niepohamowane pragnienia bogaczy; przedstawia również dobitnie, z zaskakującą precyzją i wrażliwością, desperackie wysiłki ubogich. ~ „Pankaj Mishra”
Piekielnie okrutna i błyskotliwa... Żaden szczegół tej powieści nie brzmi fałszywie, żaden nie sprawia wrażenia fikcji. Biały Tygrys to dzieło demaskatorskie... A ponieważ jest równocześnie pełne ciętego dowcipu przechodzącego w celny patos, Adigę jako pisarza czeka sukces. ~ „Sunday Telegraph”
Adiga to prawdziwy pisarz – to znaczy ktoś, kto tworzy oryginalny język i oryginalną wizję. Taki jest język Balrama Halwai – dowcipny, dosadny, wreszcie psychopatyczny... Rzecz niezwykła.
~ „Sunday Times”
fragment książki:
Nie oglądam już hinduskich filmów, z zasady, ale w czasach, kiedy je oglądałem, tuż przed pojawieniem się tytułu rozbłyskała na czarnym ekranie liczba 786 – muzułmanie uważają, że to liczba magiczna, reprezentująca ich Boga – albo pokazywał się obraz kobiety w białym sari, do której stóp spadały złote monety; była to Lakszmi, bogini hinduistów.
W moim kraju panuje stary, uświęcony tradycją zwyczaj, że opowieść zaczyna się od modlitwy do Siły Wyższej.
Myślę, Ekscelencjo, że ja też powinienem zacząć od złożenia pocałunku na dupie któregoś boga.
Którego zatem? Bo jest naprawdę duży wybór.
Muzułmanie mają jednego.
Chrześcijanie trzech.
A hinduiści trzydzieści sześć milionów.
W sumie mogę więc wybierać spośród 36 000 004 boskich dup.
Ale są tacy – i nie mam na myśli tylko komunistów jak Pan, lecz myślących ludzi ze wszystkich partii politycznych – którzy uważają, że w istocie niewielu bogów istnieje, a niektórzy wręcz są zdania, że nie istnieje żaden. Nie jestem filozofem ani poetą, skąd więc mam wiedzieć, jak jest naprawdę? Owszem, wygląda na to, że wszyscy ci bogowie prawie nic nie robią – zupełnie jak nasi politycy – a i tak rok po roku są wybierani na swe złote trony w niebie. Nie mówię, że ich nie szanuję. Skądże znowu, Panie Premierze! Niech Panu czasem nie przyjdzie taka bluźniercza myśl do żółtej głowy. Mój kraj należy do tych, w których opłaca się grać na dwie strony: hinduski przedsiębiorca musi być jednocześnie rzetelny i nieuczciwy, drwiący i wierzący, podstępny i szczery.
Teraz zamykam oczy, składam dłonie w pełnym czci namaste i modlę się do bogów, żeby rzucili światło na moją mroczną historię.
Proszę o wyrozumiałość, Panie Jiabao. To może trochę potrwać.
Jak Pan myśli, ile czasu by Panu zabrało pocałowanie 36 000 004 dup?
Gotowe.
Oczy mam już otwarte.
Jest 23.52 – naprawdę pora zaczynać.
Oficjalne ostrzeżenie – jak piszą na papierosach – przed startem.
Pewnego dnia, kiedy wiozłem moich byłych pracodawców, pana Ashoka i panią Pinky, ich hondą, pan Ashok położył mi rękę na ramieniu i powiedział:
– Zatrzymaj się – po czym pochylił się w moją stronę, aż poczułem zapach jego wody po goleniu, tego dnia smakowicie owocowy, i jak zwykle uprzejmie zapytał: – Balram, czy mogę ci zadać kilka pytań?
– Tak, proszę pana – odparłem.
– Balram, ile jest planet na niebie?
Odpowiedziałem najlepiej, jak umiałem.
– Balram, kto był pierwszym premierem Indii? – A potem: – Balram, jaka jest różnica między hinduistami i muzułmanami? – I jeszcze: – Jak się nazywa nasz kontynent?
Wtedy usiadł prosto i spytał panią Pinky:
– Słyszałaś?
– Żartował? – zapytała, a mnie serce zabiło mocniej, jak zawsze, gdy coś mówiła.
– Nie. On naprawdę myśli, że to poprawne odpowiedzi.
Pani Pinky zachichotała, ale jego twarz, którą widziałem w lusterku, była poważna.
– Rzecz w tym, że on ma chyba tylko dwie albo trzy klasy. Umie czytać i pisać, ale nie rozumie tego, co przeczytał. Jest niedouczony. W tym kraju mamy mnóstwo podobnych ludzi. I w ręce takich osobników – wskazał mnie palcem – oddajemy naszą wspaniałą demokrację. Na tym polega tragedia tego kraju.
Westchnął.
– Dobrze, Balram. Jedziemy.
Tego wieczoru leżałem w łóżku pod moskitierą i myślałem o jego słowach. Miał rację, proszę Pana. Nie podobało mi się, że w taki sposób o mnie mówił, ale miał rację.
„Autobiografia niedouczonego Hindusa” – tak powinienem zatytułować historię swojego życia.
Ja i tysiące takich jak ja w tym kraju jesteśmy niedouczeni, bo nie mogliśmy skończyć nauki. Gdyby tak ktoś otworzył nam czaszki i poświecił latarenką, odkryłby dziwaczne muzeum informacji: zdania zapamiętane z podręczników historii czy matematyki (żaden chłopiec nie pamięta tak dobrze, czego się uczył, jak ten, któremu naukę przerwano, zapewniam Pana); opinie na temat polityki, przeczytane w gazetach, w oczekiwaniu że ktoś przyjdzie do biura; trójkąty i ostrosłupy widziane na kartkach wyrwanych ze starych podręczników do geometrii (w takie kartki pakują przekąski wszystkie herbaciarnie w tym kraju); strzępy wiadomości z biuletynów indyjskiego radia; rzeczy, które wpadają człowiekowi do głowy niczym jaszczurki z sufitu, na pół godziny przed zaśnięciem – wszystkie te wyobrażenia, na wpół ukształtowane, na wpół przyswojone i w połowie słuszne, przemieszane z innymi niedojrzałymi ideami w naszych głowach, a przypuszczam, że te niedojrzałe idee gwałcą się nawzajem i rodzą kolejne półpełne – otóż to jest podstawa naszego działania i z tym żyjemy.
Historia mojego dorastania to opowieść o tym, jak powstaje człowiek niedouczony.
Ale uwaga, Panie Premierze! Ludzie w pełni ukształtowani, po dwunastu latach nauki w szkole i kilku na uniwersytecie, noszą eleganckie garnitury, pracują w firmach i przez resztę życia wykonują polecenia innych.
Przedsiębiorcy są z gliny wypalonej w połowie.
Najlepszy sposób, żeby podać Panu podstawowe informacje na mój temat – dotyczące pochodzenia, wzrostu, wagi, zboczeń seksualnych itd. – to plakat. Z moim zdjęciem, ten, który wydrukowała policja.
Przyznam się, że kiedy nazwałem własne dzieje najmniej znaną historią sukcesu w Bangalurze, trochę mijałem się z prawdą. Mniej więcej trzy lata temu, gdy w związku ze swoim przedsiębiorczym postępowaniem stałem się na krótko osobą o znaczeniu ogólnokrajowym, na każdej poczcie, każdym posterunku policji, każdej stacji kolejowej pojawiły się plakaty z moją twarzą. Tę twarz i moje nazwisko poznało wtedy mnóstwo ludzi. Nie mam papierowego plakatu, ale w srebrnym laptopie firmy Macintosh – kupiłem go przez Internet w pewnym singapurskim sklepie, działa jak marzenie – przechowuję jego skan, więc jeśli chwilę Pan poczeka, włączę laptop, znajdę ten skan i przeczytam, co jest na nim napisane...











