Artysta: Aquavoice
Tytuł: Cold
Lodowate przestrzenie, śnieg, chmury, pęknięta tafla jeziora na okładkowym zdjęciu. Ukrywający się pod nazwą Aquavoice, Tadeusz Łuczejko stara się wywołać w głowie słuchacza, obrazy niekończącej się zimy. I przez blisko 70 minut trwania tego albumu, to się udaje. Artysta nie silił się zbytnio na wydumane tytuły, owe "zimno" przedstawił tu w 13 odsłonach. Jest coś z ducha nagrań Biosphere, Briana Eno, ale Łuczejko sięga do inspiracji Tangerine Dream z okresu takich albumów jak "Rubycon" czy "Ricochet". Owe wtręty rodem ze Szkoły Berlińskiej, nieco ocieplają lodowatą atmosferę tej płyty. W sumie to znakomita podróż dla wyobraźni odbiorcy, ta muzyka sama kreuje obrazy i prowokuje do wyświetlania ich w głowie.
Robert Moczydłowski www.vivo.pl
Za projektem Aquavoice ukrywa się Tadeusz Łuczejko - realizator dźwięku, plastyk, twórca muzyki elektronicznej. Już pod koniec lat 70. zaliczył start w zespole Pracownia Trójwymiarowych Marzeń. Koncertował m.in. z Tomaszem Stańko, Markiem Hołoniewskim czy Józefem Skrzekiem. Od 2003 roku organizuje i nadzoruje festiwal Ambient w Gorlicach. Album "Cold" to siódma pozycja w jego dorobku. Łuczejko próbuje zespolić tu brzmienia ambientowe z klasyczną elektroniką. Uderza spokój i chłód muzyki, niczym w nagraniach Biosphere. Z czasem w tych zimowych pejzażach pojawiają się cieplejsze dźwięki. Te niby orientalne wstawki każą myśleć o odniesieniach do berlińskich klasyków w rodzaju Tangerine Dream (szczególnie albumu "Ricochet"). W sumie to udana symbioza, Łuczejko świetnie zinterpretował oba bliskie sobie nurty. Trudno oczekiwać odkrywania nowych terytoriów, ale ta wybitnie kontemplacyjna i ilustracyjna muzyka przynosi całkiem miłe chwile.
Robert Moczydłowski www.clubber.pl
A lovely bright metallic tone (with the subtlest of vocal qualities) shimmers through the air over beautiful tinkling effects, like water slowly trickling through a fissure in the rocks down to some subterranean lake. Ideal music for summing up the band`s name I suppose. A pulse starts to be heard then fades away as we enter `Part 2`, odd little samples accompany the transition. The feel now becomes a little warmer. There are quite a few layers of sound here, each working as one wonderful whole but not over cluttering things so retaining the exquisite beauty. We again move through to the next part on the back of samples of someone clattering around doing some work. Faint speech can just be heard as more lovely shimmers, most quite metallic sounding with a strange warmth to them, float through the air. `Part 4` starts with a strummed two-note loop with a strange scraped aftersound. A second loop, this time forming a bass line joins the first and between them they create quite a hypnotic effect. We are back to shimmering drones for `Part 5` but this time seeming more like a heat haze accompanied by odd animal noises. Manic utterances made me think we were going to take a walk on the dark side but then a lovely slow melodic line materialises changing the mood completely. The 6th Part starts with some echoing pulses that almost mimic the sound of a cuckoo. We then get samples of what sounds like a busy café. These are then juxtapositioned by a series of explosions. All this is over a very sparse backing which heightens the eerie effect. Soft mellotron pads and flutey synth then make an entrance but their lightness and beauty seems in strange contrast to the backing. This is a very curious but highly compelling track which I just had to play again before moving on. I wouldn`t say that revisiting it increased my understanding but it did heighten my appreciation still further. `Part 7` initially strips things right back with plucked strings, the sound of a man and child speaking and subtle little effects. Repeated echoing tones take over with curious scraping sounds in the background. The next part features an organ rising out of a sea of ticking and rumbling effects, to eventually stand in near isolation until the most prominent melody on the album so far wafts over the top. The 9th Part has a little warm warbling tone over some immensely deep rumbles. There is a sense of unease however though this is contrasted by a simple almost playful melody. The drone fades away as tinkling effects become more prominent. Relaxing stuff certainly, but with a strange edge to it. The deep drone returns for Part 10 but it is so low that it is on the edge of hearing. Slow footsteps can be heard as crystalline tones drift skywards. A door creeks. It all has a rather dreamy feel to it that could at any time turn to nightmare but doesn`t. Whispers can just be heard but not made out. Part 11 is somewhat more experimental in that it uses a rather unsettling glitch effect followed by rapid note loop. Other than this the backing is rather soothing but on the whole I didn`t find this track an easy listen. Part 12 is a completely different matter however in that it is supremely relaxed with sampled monologue over the top. The Final Part is another curious but somehow satisfying piece that has to be heard a number of times to be fully appreciated. All sorts of effects, some windy, some like deep breathing, others insectile or bestial all weave a strangely organic tapestry over which a slow three note mournful melody hangs, subtly mutating as it goes. There is a curious repeated hissing stab that brings the CD to its conclusion. This is an `ambient` album of the highest quality. Every piece is supremely crafted. It seems like tremendous care and skill has gone into creating or selecting every sound and then combining them together in just the right setting for maximum effect. This might make you think that the music would be rather clinical but that most certainly is not the case. It`s rather as if the artist knew what he wanted to say and made sure that the sounds were just right to do so. I am sure the ideas come first then the sounds. These tracks are true compositions not just a series of nice multilayered pads (as is the case with some inferior ambient music).
David Law SMD
Za dużo neofolku płynie ostatnio przez moje uszy - zaczynam przez to być antypatyczny, socjopatyczny, i gderliwy. Na powrót nienawidzę ludzi, ich otępienia umysłowego i syndromu stadnego, a z drugiej strony skrajnego debilizmu potęgowanego dodatkowo roszczeniową postawą wobec każdego najmniejszego aspektu egzystencji na tym świecie. Na szczęście po ratunek nie trzeba sięgać zbyt daleko - dzięki nieodżałowanemu Generatorowi, o swoim istnieniu przypomina światu projekt Aquavoice, którego główną siłą sprawczą jest pan Tadeusz Łuczejko, artysta-działacz wielu talentów, a także popularyzator muzyki elektronicznej w klasycznym jej obliczu. Projekt nie kryje się ze swoimi motywatorami - wystarczy przeczytać we wkładce komu składane są dzięki za pośrednie przebudzenie Aquavoice do życia twórczego - jednakże zamiast doszukiwać się w "Cold" ech elektroniki z lat dawnych, proponuję skupić się na jej niezwykle giętkim, wieloetapowym, chirurgicznie zaaplikowanym przekazie. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Aquavoice nie zatrzymał się w miejscu, i od czasu "Electronic Music" zdążył upłynąć odpowiednio długi czas potrzebny do rozwinięcia umiejętności, zgrania się, nabrania odpowiednich zachowań, czy też ostrzenia zmysłów estetycznych. Niezwykle miło jest obserwować postęp jaki dokonuje artysta nie tylko w merytorycznej sferze swojej muzyki, ale ogólnego oddziaływania siłą swojego talentu na słuchacza. "Cold" oferuje spacer wśród snów, niepokojów, lęków, wspomnień, ideałów, marzeń o przyszłości, w zasadzie gdzie tylko chcecie. "Cold" dzieje się wszędzie tam, gdzie nie ma przyziemnego tu-i-teraz, wysyłając słuchacza po gazetę sprzed dwudziestu kilku lat, lub wywołujac omamy typu o.o.b.e. Owszem, kto zechce usłyszy tu i Tangerine Dream (z różnych okresów), i Kraftwerk, a może nawet Biosphere; ale tak naprawdę liczy się niecodzienna elektroniczna estetyka zaaranżowana w kalejdoskopowy ciąg tematyczny kolejnych instalacji drogi przez wyobraźnię. Napawa pozytywną chęcią na więcej, warto.
eliks www.postindustry.org
From the first tracks of this carefully moulded and shaped ambient album, it becomes clear that the composer Tadeusz Luczejko has invested a lot of attention and time to the outcome. "Cold" is a gently morphing and flowing textural piece of work which comes in 13 "parts", breathing a beautiful soft glowing and vibrant brightness. The nicely layered dreamy soundscapes also occasionally feature some Polish spoken words, melancholic undercurrents and environmental/nature sounds. The fifth track is something rather different with its rather confusing, weird electronics mingled with shouting/animal sounds. Fortunate enough after that, things slow down again to shimmering, vibrating ambience, with rough, grainy edges & twists.Later on, some sustained Eno/Budd kindred piano returns, again weaving a soft cascading tapestry of mesmerizing sounds.I wouldn't characterize "Cold" an easy ambient recording, as it shows quite some contrasts, adventurous elements and minimal structures. But those who give it some thorough and attentive listens will soon discover its intrinsic beauty and craftsmanship.
Bert Strolenberg sonicimmersion
Nowa propozycja Łuczejki wydana przez Generator.pl jako Gen CD 002 zachęca do nabycia klimatyczną okładką. A treściowo? To wzorcowa postać ambientu, którą można używać jako wskazania jak powinna brzmieć płyta tego gatunku. Dla mnie osobiście to najciekawszy Aquavoice dystansujący jak dotąd dla mnie najciekawszy album "Water Music". Jest tu wiele znakomitych rzeczy. Zwróciłbym uwagę na Cold 5, staromodne solówki w Cold 6 czy oniryczne 10 no i fenomenalne cold 13. Tak naprawdę Cold jest warm -ciepłe pastele miło relaksują. Polecam.
Dariusz Długołęcki
Niespiesznie formują się spokojne elektroniczne obłoki, z czasem dochodzi garść porządkujących rytmicznie całość odgłosów ni to natury, ni to elektronicznej cywilizacji. Tak zaczyna się ta niezwykła płyta. Z czasem wykluwają się dodatkowe tony, zawsze precyzyjnie dobrane, świadczące o nieprzeciętnym wyczuciu nastroju. Spacerujemy przez las, zagłębiamy się coraz bardziej w zieloną głuszę; dźwięki są z jednej strony niewątpliwie elektronicznie generowane, a z drugiej - tak bliskie naturze i tak z nią zgrane... Do końca trzeciej impresji Aquavoice prowadzi nas przez oniryczne pejzaże w takt swego miarowo przepływającego baśniowego ambientu pożenionego z ambitną, naprawdę sugestywną wizualizacyjnie muzyką relaksacyjną; na wysokości czwartego utworu pojawia się powolne, majestatyczne ostinato, do którego lgną melancholijne fortepianowe akordy oraz frapujące syntezatorowe wyiskrzenia - jeśli nadal to ambient, to w takim znaczeniu tego słowa, w jakim twórcą ambientu jest Klaus Schulze w utworze "Blanche". Dziwaczna, mroczna, zgrzytliwa miniatura piąta zaburza spokój, ale w finale przynosi garść bardzo miękkich, orzeźwiających akordów w durowej tonacji, przepuszczonych przez podobnie surrealizujące filtry jak w "Baby I'm Electric" Sylvie Marks. Do końca płyty towarzyszyć będzie nam fortepianowo-subtelnie elektroniczny nastrój zadumy, nienachalnie a pomysłowo wzbogacony raz po raz powracającymi przekształconymi dźwiękami natury oraz pobocznymi tonami powiększającymi przestrzeń muzycznego przeżycia. Można się tutaj oczywiście dosłuchać wpływów Harolda Budda, Briana Eno, Tetsu Inoue (zwłaszcza znakomity utwór 12!) a także być może Michaela Stearnsa czy nawet (tego najbardziej kontemplacyjnego) Kitaro, ale Aquavoice podaje wszystko w wyjątkowo świeży, oryginalny i - najważniejsze - przekonujący sposób. "Cold" to jedyny w swoim rodzaju relaksujący, ale jednocześnie przecież mrowiąco niepokojący ambient z wykorzystaniem toniki zaawansowanej elektroniki nie aż tak abstrakcyjnej - płyta wysoce godna polecenia.
Igor Wróblewski
Tytuł: Cold
Lodowate przestrzenie, śnieg, chmury, pęknięta tafla jeziora na okładkowym zdjęciu. Ukrywający się pod nazwą Aquavoice, Tadeusz Łuczejko stara się wywołać w głowie słuchacza, obrazy niekończącej się zimy. I przez blisko 70 minut trwania tego albumu, to się udaje. Artysta nie silił się zbytnio na wydumane tytuły, owe "zimno" przedstawił tu w 13 odsłonach. Jest coś z ducha nagrań Biosphere, Briana Eno, ale Łuczejko sięga do inspiracji Tangerine Dream z okresu takich albumów jak "Rubycon" czy "Ricochet". Owe wtręty rodem ze Szkoły Berlińskiej, nieco ocieplają lodowatą atmosferę tej płyty. W sumie to znakomita podróż dla wyobraźni odbiorcy, ta muzyka sama kreuje obrazy i prowokuje do wyświetlania ich w głowie.
Robert Moczydłowski www.vivo.pl
Za projektem Aquavoice ukrywa się Tadeusz Łuczejko - realizator dźwięku, plastyk, twórca muzyki elektronicznej. Już pod koniec lat 70. zaliczył start w zespole Pracownia Trójwymiarowych Marzeń. Koncertował m.in. z Tomaszem Stańko, Markiem Hołoniewskim czy Józefem Skrzekiem. Od 2003 roku organizuje i nadzoruje festiwal Ambient w Gorlicach. Album "Cold" to siódma pozycja w jego dorobku. Łuczejko próbuje zespolić tu brzmienia ambientowe z klasyczną elektroniką. Uderza spokój i chłód muzyki, niczym w nagraniach Biosphere. Z czasem w tych zimowych pejzażach pojawiają się cieplejsze dźwięki. Te niby orientalne wstawki każą myśleć o odniesieniach do berlińskich klasyków w rodzaju Tangerine Dream (szczególnie albumu "Ricochet"). W sumie to udana symbioza, Łuczejko świetnie zinterpretował oba bliskie sobie nurty. Trudno oczekiwać odkrywania nowych terytoriów, ale ta wybitnie kontemplacyjna i ilustracyjna muzyka przynosi całkiem miłe chwile.
Robert Moczydłowski www.clubber.pl
A lovely bright metallic tone (with the subtlest of vocal qualities) shimmers through the air over beautiful tinkling effects, like water slowly trickling through a fissure in the rocks down to some subterranean lake. Ideal music for summing up the band`s name I suppose. A pulse starts to be heard then fades away as we enter `Part 2`, odd little samples accompany the transition. The feel now becomes a little warmer. There are quite a few layers of sound here, each working as one wonderful whole but not over cluttering things so retaining the exquisite beauty. We again move through to the next part on the back of samples of someone clattering around doing some work. Faint speech can just be heard as more lovely shimmers, most quite metallic sounding with a strange warmth to them, float through the air. `Part 4` starts with a strummed two-note loop with a strange scraped aftersound. A second loop, this time forming a bass line joins the first and between them they create quite a hypnotic effect. We are back to shimmering drones for `Part 5` but this time seeming more like a heat haze accompanied by odd animal noises. Manic utterances made me think we were going to take a walk on the dark side but then a lovely slow melodic line materialises changing the mood completely. The 6th Part starts with some echoing pulses that almost mimic the sound of a cuckoo. We then get samples of what sounds like a busy café. These are then juxtapositioned by a series of explosions. All this is over a very sparse backing which heightens the eerie effect. Soft mellotron pads and flutey synth then make an entrance but their lightness and beauty seems in strange contrast to the backing. This is a very curious but highly compelling track which I just had to play again before moving on. I wouldn`t say that revisiting it increased my understanding but it did heighten my appreciation still further. `Part 7` initially strips things right back with plucked strings, the sound of a man and child speaking and subtle little effects. Repeated echoing tones take over with curious scraping sounds in the background. The next part features an organ rising out of a sea of ticking and rumbling effects, to eventually stand in near isolation until the most prominent melody on the album so far wafts over the top. The 9th Part has a little warm warbling tone over some immensely deep rumbles. There is a sense of unease however though this is contrasted by a simple almost playful melody. The drone fades away as tinkling effects become more prominent. Relaxing stuff certainly, but with a strange edge to it. The deep drone returns for Part 10 but it is so low that it is on the edge of hearing. Slow footsteps can be heard as crystalline tones drift skywards. A door creeks. It all has a rather dreamy feel to it that could at any time turn to nightmare but doesn`t. Whispers can just be heard but not made out. Part 11 is somewhat more experimental in that it uses a rather unsettling glitch effect followed by rapid note loop. Other than this the backing is rather soothing but on the whole I didn`t find this track an easy listen. Part 12 is a completely different matter however in that it is supremely relaxed with sampled monologue over the top. The Final Part is another curious but somehow satisfying piece that has to be heard a number of times to be fully appreciated. All sorts of effects, some windy, some like deep breathing, others insectile or bestial all weave a strangely organic tapestry over which a slow three note mournful melody hangs, subtly mutating as it goes. There is a curious repeated hissing stab that brings the CD to its conclusion. This is an `ambient` album of the highest quality. Every piece is supremely crafted. It seems like tremendous care and skill has gone into creating or selecting every sound and then combining them together in just the right setting for maximum effect. This might make you think that the music would be rather clinical but that most certainly is not the case. It`s rather as if the artist knew what he wanted to say and made sure that the sounds were just right to do so. I am sure the ideas come first then the sounds. These tracks are true compositions not just a series of nice multilayered pads (as is the case with some inferior ambient music).
David Law SMD
Za dużo neofolku płynie ostatnio przez moje uszy - zaczynam przez to być antypatyczny, socjopatyczny, i gderliwy. Na powrót nienawidzę ludzi, ich otępienia umysłowego i syndromu stadnego, a z drugiej strony skrajnego debilizmu potęgowanego dodatkowo roszczeniową postawą wobec każdego najmniejszego aspektu egzystencji na tym świecie. Na szczęście po ratunek nie trzeba sięgać zbyt daleko - dzięki nieodżałowanemu Generatorowi, o swoim istnieniu przypomina światu projekt Aquavoice, którego główną siłą sprawczą jest pan Tadeusz Łuczejko, artysta-działacz wielu talentów, a także popularyzator muzyki elektronicznej w klasycznym jej obliczu. Projekt nie kryje się ze swoimi motywatorami - wystarczy przeczytać we wkładce komu składane są dzięki za pośrednie przebudzenie Aquavoice do życia twórczego - jednakże zamiast doszukiwać się w "Cold" ech elektroniki z lat dawnych, proponuję skupić się na jej niezwykle giętkim, wieloetapowym, chirurgicznie zaaplikowanym przekazie. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Aquavoice nie zatrzymał się w miejscu, i od czasu "Electronic Music" zdążył upłynąć odpowiednio długi czas potrzebny do rozwinięcia umiejętności, zgrania się, nabrania odpowiednich zachowań, czy też ostrzenia zmysłów estetycznych. Niezwykle miło jest obserwować postęp jaki dokonuje artysta nie tylko w merytorycznej sferze swojej muzyki, ale ogólnego oddziaływania siłą swojego talentu na słuchacza. "Cold" oferuje spacer wśród snów, niepokojów, lęków, wspomnień, ideałów, marzeń o przyszłości, w zasadzie gdzie tylko chcecie. "Cold" dzieje się wszędzie tam, gdzie nie ma przyziemnego tu-i-teraz, wysyłając słuchacza po gazetę sprzed dwudziestu kilku lat, lub wywołujac omamy typu o.o.b.e. Owszem, kto zechce usłyszy tu i Tangerine Dream (z różnych okresów), i Kraftwerk, a może nawet Biosphere; ale tak naprawdę liczy się niecodzienna elektroniczna estetyka zaaranżowana w kalejdoskopowy ciąg tematyczny kolejnych instalacji drogi przez wyobraźnię. Napawa pozytywną chęcią na więcej, warto.
eliks www.postindustry.org
From the first tracks of this carefully moulded and shaped ambient album, it becomes clear that the composer Tadeusz Luczejko has invested a lot of attention and time to the outcome. "Cold" is a gently morphing and flowing textural piece of work which comes in 13 "parts", breathing a beautiful soft glowing and vibrant brightness. The nicely layered dreamy soundscapes also occasionally feature some Polish spoken words, melancholic undercurrents and environmental/nature sounds. The fifth track is something rather different with its rather confusing, weird electronics mingled with shouting/animal sounds. Fortunate enough after that, things slow down again to shimmering, vibrating ambience, with rough, grainy edges & twists.Later on, some sustained Eno/Budd kindred piano returns, again weaving a soft cascading tapestry of mesmerizing sounds.I wouldn't characterize "Cold" an easy ambient recording, as it shows quite some contrasts, adventurous elements and minimal structures. But those who give it some thorough and attentive listens will soon discover its intrinsic beauty and craftsmanship.
Bert Strolenberg sonicimmersion
Nowa propozycja Łuczejki wydana przez Generator.pl jako Gen CD 002 zachęca do nabycia klimatyczną okładką. A treściowo? To wzorcowa postać ambientu, którą można używać jako wskazania jak powinna brzmieć płyta tego gatunku. Dla mnie osobiście to najciekawszy Aquavoice dystansujący jak dotąd dla mnie najciekawszy album "Water Music". Jest tu wiele znakomitych rzeczy. Zwróciłbym uwagę na Cold 5, staromodne solówki w Cold 6 czy oniryczne 10 no i fenomenalne cold 13. Tak naprawdę Cold jest warm -ciepłe pastele miło relaksują. Polecam.
Dariusz Długołęcki
Niespiesznie formują się spokojne elektroniczne obłoki, z czasem dochodzi garść porządkujących rytmicznie całość odgłosów ni to natury, ni to elektronicznej cywilizacji. Tak zaczyna się ta niezwykła płyta. Z czasem wykluwają się dodatkowe tony, zawsze precyzyjnie dobrane, świadczące o nieprzeciętnym wyczuciu nastroju. Spacerujemy przez las, zagłębiamy się coraz bardziej w zieloną głuszę; dźwięki są z jednej strony niewątpliwie elektronicznie generowane, a z drugiej - tak bliskie naturze i tak z nią zgrane... Do końca trzeciej impresji Aquavoice prowadzi nas przez oniryczne pejzaże w takt swego miarowo przepływającego baśniowego ambientu pożenionego z ambitną, naprawdę sugestywną wizualizacyjnie muzyką relaksacyjną; na wysokości czwartego utworu pojawia się powolne, majestatyczne ostinato, do którego lgną melancholijne fortepianowe akordy oraz frapujące syntezatorowe wyiskrzenia - jeśli nadal to ambient, to w takim znaczeniu tego słowa, w jakim twórcą ambientu jest Klaus Schulze w utworze "Blanche". Dziwaczna, mroczna, zgrzytliwa miniatura piąta zaburza spokój, ale w finale przynosi garść bardzo miękkich, orzeźwiających akordów w durowej tonacji, przepuszczonych przez podobnie surrealizujące filtry jak w "Baby I'm Electric" Sylvie Marks. Do końca płyty towarzyszyć będzie nam fortepianowo-subtelnie elektroniczny nastrój zadumy, nienachalnie a pomysłowo wzbogacony raz po raz powracającymi przekształconymi dźwiękami natury oraz pobocznymi tonami powiększającymi przestrzeń muzycznego przeżycia. Można się tutaj oczywiście dosłuchać wpływów Harolda Budda, Briana Eno, Tetsu Inoue (zwłaszcza znakomity utwór 12!) a także być może Michaela Stearnsa czy nawet (tego najbardziej kontemplacyjnego) Kitaro, ale Aquavoice podaje wszystko w wyjątkowo świeży, oryginalny i - najważniejsze - przekonujący sposób. "Cold" to jedyny w swoim rodzaju relaksujący, ale jednocześnie przecież mrowiąco niepokojący ambient z wykorzystaniem toniki zaawansowanej elektroniki nie aż tak abstrakcyjnej - płyta wysoce godna polecenia.
Igor Wróblewski










