Urodzony w Barcelonie Freddy Marquez jest typowym przedstawicielem nurtu hiszpańskiego chilloutu, w jego bardziej elektronicznej postaci. Chilloutowe utwory Marqueza w swej większości delikatnie nawiązują do etnicznej muzyki Półwyspu Iberyjskiego.
Właśnie owe inspiracje, które jak sam podkreśla, zawdzięcza swojej mamie urodzonej w Granadzie odróżniają go od innych wykonawców szeroko pojętego chilloutu. Z kolei na tle większości hiszpańskich wykonawców flamenco chill , odznacza się większym przywiązaniem do elektroniki.

Płytę rozpoczyna "Flamenco en llama", będący klasyczną hybrydą współczesnej muzyki klubowej z tradycyjnym flamenco. To odważne połączenie jest kwintesencją flamenco chill, choć tu przybiera postać raczej popową. Łaczy się w nim akustyczna gitara z elektronicznymi brzmieniami perkusji i instrumentami klawiszowymi. Klasyczny śpiew flamenco zderza się tu z drugą linią wokalu, którą można określić jako senne rapowanie. Brzmi to wszystko dziwnie, ale w efekcie otrzymujemy całkiem zgrabną i łatwo wpadającą w ucho piosenkę.
Później, choć utwory często rozpoczyna gitara klasyczna, to szybko skręcają one w stronę bardziej typowej muzyki lounge, czasem mogąc nasuwać nawet skojarzenia Mobym. Dzieje się tak na przykład w "Sueno Gibraltar". Jednak nawet gdy z formalnego punktu widzenia wpisują się w nurt elektronicznych brzmień, to i wtedy nawiązują do klimatu iberyjskiej ziemi, jak choćby w dziwnym i sennym Dame Papeo czy odważnym "No mas lagrimas".
Nie sposób nie wspomnieć też o hicie "Quiero despertar", klasyku gatunku, przedstawionym też na kompilacji "Flamenco Chill". Plastyczny niczym filmowy utwór urzeka nie tylko fanów leniwych brzmień, ale zjednuje sobie zwolenników wśród hołdującym pure flamenco.
Niemniej jednak utwór ten jest jednym z nielicznych na tej płycie, w którym proporcje między chill i flamenco są aż tak wyważone, wszak mimo wielu smaczków iberyjskich, przemyconych w tych utworach, płyta ma charakter loungowy.